Najnowsze informacje
anal pump

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Ujrzał światło dzienne projekt zmian w ordynacji wyborczej do samorządów autorstwa partii rządzącej. Najważniejsze nowości to ograniczenie do dwóch kadencji możliwości sprawowania funkcji wójta, burmistrza i prezydenta miasta oraz rezygnacja z jednomandatowych okręgów wyborczych na rzecz ordynacji proporcjonalnej w wyborach do rad gmin. W okręgach wybierano by od 3 do 7 radnych. Do takich rozmiarów zmniejszono też okręgi w wyborach do rad powiatów i sejmików wojewódzkich. Nie znalazł się w projekcie, choć były takie pogłoski, zapis pozwalający na start w wyborach tylko partiom politycznym.
Wypadałoby jakoś skomentować te propozycje… Jeśli chodzi o kadencyjność, to sprawa wydaje się prosta. Jeśli prezydent RP może sprawować urząd tylko przez dwie kadencje, to czy nie równie słusznym jest takie samo rozwiązanie na niższym szczeblu władzy? Jakkolwiek by je uzasadniać? Niby tak, ale jest różnica. W polskim systemie politycznym rola prezydenta jest mocno ograniczona. Prawdziwa władza jest gdzie indziej. A stanowisko premiera zasadzie kadencyjności nie podlega… W gminach rządzi wójt, burmistrz czy prezydent miasta ze swoją ekipą! I o tę ekipę tu chodzi najbardziej. Wieloletnie rządy jednego człowieka w gminie często oznaczają po prostu obrastanie urzędu przez „krewnych i znajomych królika”, nie zawsze najbardziej kompetentnych i uczciwych, ale lojalnych wobec dobroczyńcy. Słowem, władza w terenie to intratne „miejsca pracy” i okazje do rozmaitych, często szemranych „geszeftów”. Oczywiście wymiana ekipy rządzącej co jakiś czas tych zjawisk nie wyeliminuje całkowicie, ale może ograniczyć. Zanim nowa ekipa opanuje zasady tej gry i obsadzi odpowiednie stanowiska, trochę czasu upłynie. Z drugiej strony szkoda, kiedy człowiek zdolny i uczciwy, bo i tacy przecież sprawują wyżej prezentowane funkcje, musi ze względów formalnych odejść…
A co do jednomandatowych okręgów wyborczych… Jest to niewątpliwie system prostszy, nie wymaga tworzenia wieloosobowych list kandydatów, złożonych w znacznym stopniu z „wypełniaczy”, by sprostać określonym w ordynacji wymogom, pozwalający na start z szansami na sukces „samotnym wilkom”, czyli „kandydatom niezależnym”. Tyle, że praktyka pokazuje jak trudno im odnieść ten sukces. Zdecydowana większość mandatów przypada ludziom wystawionym przez największe partie. Wystarczy przyjrzeć się wynikom wyborów do naszego Senatu, czy do parlamentu francuskiego. Cóż, w kampanii wyborczej potrzebne są pieniądze i ludzie pracujący na sukces kandydata! Ale w wyborach lokalnych nie są to przeszkody nie do pokonania…

Jerzy Ogonowski

 

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

W naszym pięknym kraju toczy się gra o kształt systemu politycznego, w tym władz samorządowych. …