Najnowsze informacje

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Jak Szanowni Czytelnicy, przynajmniej ci czytający teksty ukazujące się w tym miejscu od dłuższego czasu wiedzą, jestem w sprawach gospodarczych zdeklarowanym liberałem. Czemu o tym przypominam? Bo od paru lat jesteśmy poddawani (my, którzy próbują swoim czytelnikom taki sposób myślenia o gospodarce sugerować) ciężkiej próbie. W mediach pozostających pod wpływem obecnej władzy dominuje „narracja”, którą można by nazwać marszem ku świetlanej przyszłości z prawicowością na sztandarach i socjalizmem w sercach. Przeżywamy wprost erupcję pomysłów, jak by tu obywatelowi „zrobić dobrze”. I tylko od czasu do czasu, gdzieś tak przy okazji, nieśmiało wybije źródełko ożywczej myśli, że tak wszystkim dogodzić będzie jednak trudno, i trzeba znaleźć kogoś, najlepiej jakąś wyborczo nieznaczącą, a finansowo wręcz przeciwnie grupę, która te państwowe dobrodziejstwa wesprze prywatnym groszem. Ot, choćby poprzez sławetną „daninę solidarnościową” … Taki, przywołując słynny aforyzm księcia de la Rochefoucauld, mały „hołd składany liberalizmowi przez socjalizm”. Dobre i to…
No, ale dość tej głębokiej defensywy, czas na kontratak! Liberałowie mają rację! Prywatne jest lepsze od państwowego! I samorządowego też! Argumenty? Proszę bardzo! Wystarczy się rozejrzeć wokół siebie i zadać pytanie: kto przez te trzydzieści prawie lat (licząc od pamiętnej ustawy Wilczka) lepiej wykorzystał otwierające się wówczas możliwości? Obywatele, czy państwo? Polecam dłuższy spacer, by bezdyskusyjnie rozstrzygnąć ten dylemat. Popatrzmy! Obywatele kupują coraz lepsze samochody. Już doganiamy Zachód. A drogi? Owszem, buduje się, remontuje… Ale kto choć raz przekroczył samochodem zachodnią granicę, nie ma wątpliwości. Państwo nasze ma wiele do zrobienia! Ulice w miastach, trasy poza „obszarami zabudowanymi” … Obywatele budują eleganckie domy, całe osiedla, remontują gierkowskie klocki i… Za płotem wszystko zadbane, poziom europejski, a państwo i gmina daleko, daleko… Na porządne drogi dojazdowe, ulice, chodniki, latarnie trzeba czekać latami. A media – wodociąg, kanalizacja, gaz… O to trzeba naprawdę ciężko walczyć, niejednokrotnie środkami prawnymi! Ba, państwo nie nadąża nawet za samym sobą! Wystarczy przywołać przykład nieszczęsnego Pendolino. Owszem, kilka składów można zakupić, stać nas. Ale dowcip w tym, że pociągi jeżdżą po torach, a tory państwowe. I pozwalają na przejazd z prędkością charakterystyczną dla zabytkowych ciuchci z Muzeum Kolejnictwa w Skierniewicach… Przez te trzydzieści lat państwo nie dało rady…

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

„Przełomowe orzeczenie“ [FELIETON]

Zacofany „Słownik języka polskiego” Państwowego Wydawnictwa Naukowego w zacofanym kraju przywiślańskim we wschodnich rubieżach Unii …