Najnowsze informacje
anal pump

Widziane ze skarpy

Czy liczba kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast powinna być ograniczona? Jak w każdej sprawie ustrojowej, są argumenty za i przeciw takiemu rozwiązaniu. Choćby mądrość ludowa, która głosi, że lepsze jest wrogiem dobrego… Zwolennicy pozostawienia obecnego stanu rzeczy twierdzą, iż to wyborcy powinni decydować, kto będzie rządził ich gminą czy miastem. Cóż, w obecnej sytuacji, będąc na ich miejscu, poważnie bym się zastanowił nad doborem argumentów. Dość łatwo można podważyć powyższy wywód, zadając pytanie: a co z państwem? Czy przy wyłanianiu władzy centralnej wola wyborców nie jest już tak istotna? Toż wybrano prezydenta i większość parlamentarną i co? Wiem, padną stwierdzenia o naruszaniu ładu konstytucyjnego, porządku prawnego i tak dalej, milczącej akceptacji głowy państwa… O czym świadczą te zarzuty? Czyż nie o tym, że wyborca to nie papież, nie jest nieomylny? Tyle, że najdalej po ośmiu latach będziemy mieli innego prezydenta. I to niezależnie od woli „elektoratu”. Z mocy prawa! A w samorządach taki „układ” może trwać nawet dziesiątki lat. Są takie przypadki! Tu padnie zapewne odpowiedź, że zmiana osoby nie musi oznaczać zmiany „układu”. Ustępujący wójt czy prezydent może namaścić następcę. Owszem, ale to nie znaczy, że ów pomazaniec wygra wybory. I nie jest to tylko możliwość teoretyczna…

Ale nie tylko o patologie chodzi. Wiele lat u władzy to doświadczenie, wiedza i umiejętności, których nie da się nauczyć w szkole. Ale również pokusy, którym nie każdy, nawet bardzo porządny człowiek potrafi się opierać przez długie lata. To również rutyna, która zabija kreatywność, wreszcie ludzie, współpracownicy, nie zawsze równie kryształowi jak szef, którzy przy władzy kręcą swoje lody. W terenie to sieć powiązań i interesów, stanowiska, umowy, przetargi. Słowem: pieniądz do wzięcia. Im „układ” bardziej stabilny, tym łatwiejszy… Z drugiej strony, jak przyjdzie nowa władza, to owe niebezpieczeństwa przecież nie znikną. Ostatecznie osiem lat, to też niemały szmat czasu!

No dobrze, powie zagorzały wyznawca najlepszego z możliwych ustrojów, ale przecież „w terenie” obywatel ma blisko do władzy, może jej patrzeć na ręce i bez względu na kadencyjność, w najbliższych wyborach wójta czy burmistrza, który źle rządzi gminą po prostu od „koryta” odsunąć. Niby tak, ale praktyka pokazuje, że ze wszystkich aktów wyborczych, w jakich dane jest nam uczestniczyć, frekwencja w wyborach samorządowych jest najniższa. A już szczególnie w drugiej turze, w której rozstrzyga się właśnie to, kto przez najbliższe lata będzie „głową” miasta czy gminy. Może zatem trzeba wspomóc mechanizm wyborczy… Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Felieton – Widziane ze skarpy

Powoli to miejsce staje się areną polemik z „najbardziej opiniotwórczym dziennikiem w kraju”. Ale cóż …