Najnowsze informacje

W 8. rocznicę katastrofy smoleńskiej [FELIETON]

Tak więc po świętach wielkanocnych pozostały już tylko wspomnienia, a zaczyna się świętowanie „96 miesięcznicy smoleńskiej”, ponoć już ostatniej, co wielu przyjmuje z wielką ulgą. No i patrzcie, Państwo, czy to ironia losu, czy zrządzenie Opatrzności, ale zapowiedziana w sierpniu ubiegłego roku ostatnia miesięcznica wypada dokładnie w ósmą rocznicę katastrofy – 10 kwietnia 2018 roku, czyli dziś. Najpierw można było sądzić, że miesięcznice nie skończą się nigdy i będą celebrowane co najmniej tak długo i z taką pompą, jak długo będzie grać i hipnotyzować nas Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, z którą obecnemu obozowi rządzącemu tak bardzo nie jest po drodze. Nagłe oświadczenie Prezesa, że jednak comiesięczne egzekwie będą miały swój kres, zaskoczyło wszystkich. Dzięki temu Prezes wybrnął bardzo zręcznie z zapętlenia w miesięcznice, które już wielu ludziom działały na nerwy, co usiłowali jakoś zasygnalizować, awanturując się w sąsiedztwie marszów pod Pałacem Prezydenckim. I wydawało się, że to głównie te awantury popchnęły Prezesa do sięgnięcia po ostateczne rozwiązanie, które uspokoi trochę napiętą atmosferę w kraju, a tu nagle takie odkrycie, że to wszystko się tak doskonale domyka i znajduje finał dokładnie w ósmą rocznicę. Mógł w tym mieszać Palec Boży.
Czy Palec, czy Prezes zdecydował, to w końcu dobrze zrobił, bo zamiast po ludzku odżałować ludzi, którzy w katastrofie zginęli, można było się już tylko denerwować. No bo ile można. Samoloty na ziemi nie są doskonałym środkiem lokomocji (choć ponoć jednym z najbezpieczniejszych) i od czasu do czasu spadają, co zawsze odbija się szerokim echem po świecie, szczególnie kiedy są tak oryginalnie upakowane jak „rządowy TU-154” o numerze bocznym „101”, który 10 kwietnia 2010 roku o godz. 8.41 gruchnął z wysokości 5 metrów (na tej wysokości mniej więcej skrzydło miało uciąć brzozę) przy prędkości 270 kilometrów na godzinę, usiłując pokonać siły natury i wylądować wbrew zasadom bezpieczeństwa w gęstej smoleńskiej mgle, która akurat tego dnia o tej godzinie musiała być najnieznośniejsza. Awantury, jakie po tym fakcie wybuchły i przez 8 lat rozdzierały nas wewnętrznie, zamiast zjednoczyć wokół wielkiego nieszczęścia (co trwało zaledwie parę tygodni niczym po odejściu Papieża), doprowadziły do rozpadu społeczeństwa na dwa wrogie plemiona „wyznawców” dwu skrajnie odmiennych wiar na temat przyczyn tej niebywale spektakularnej katastrofy.
To wszystko siłą rzeczy przysłoniło mocno tragedię uczestników tej wyprawy, jak i sam jej cel, o którym też wypada od czasu do czasu pamiętać (dobrze, że nikt nie wpadł na pomysł, żeby robić to co miesiąc). Jesteśmy zobowiązani jako ludzie na poziomie do pamięci o 96 rodakach, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem w katastrofie lotniczej, która tak niefortunnie zakłóciła uroczystości upamiętniające mord dokonany przez władze sąsiedniego państwa na ponad 20 tysiącach Polaków w kwietniu i maju 1940 roku. Jesteśmy też zobowiązani do tego, aby zadbać o to, by ta katastrofa nie przysłoniła całkowicie dramatu ofiar sprzed 78 lat. Im też należy się pamięć i cześć! O obu nieszczęściach należy pamiętać i z tej pozytywnej pamięci wyciągać dobre wnioski.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Dziś odchodzimy od polityki! Nie na zawsze, rzecz jasna, ale mamy wreszcie wiosnę, tę prawdziwą, …