Szlachetne zdrowie… [FELIETON]

Ile jesteśmy w stanie dla niego poświęcić? Raczej dużo, o czym świadczą wyniki 26. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz wyniki 25 wcześniejszych finałów. Wszyscy wokół nie ustają w zachwytach nad wspaniałomyślnością organizatorów i łaskawością rodaków oraz gaszą pojedyncze, nieśmiałe głosy malkontentów. Wynik robi oszałamiające wrażenie. 80 milionów złotych w jeden dzień, a ma być docelowo ponad 100 milionów. Co roku więcej i więcej. Każdy nowy rok to nowy rekord. I ktokolwiek by śmiał wynaleźć jakieś „przeciw”, to musi być okrutnie zły człowiek, jakiś straszny „pisior”, zdechlak i oszołom. I pomyśleć, że cała ta wspaniała praca dla naszego zdrowia, dla zdrowia naszych dzieci. 26 lat pożytecznej, owocnej, bezprecedensowej na skalę wszechświatową pracy charytatywnej, w którą angażuje się bez mała cały naród, młodzi i dorośli, bogaci i biedni, wszyscy w naszej wspólnej sprawie, jaką jest bezcenne zdrowie, o które inne państwa potrafią zadbać bez filantropii na zdecydowanie wyższym poziomie. No tak, inni niech sobie radzą bez filantropii, ale my nie możemy. U nas musi być po polsku. My o publiczną służbę zdrowia musimy dbać po polsku, po sarmacku, po prośbie.
Aż żal ściska serce, że ta Orkiestra gra tylko jeden dzień. Co by się działo, gdyby grała tydzień, albo miesiąc, albo… Ale hola, hola, nie będzie przecież grała cały czas, kiedyś musi odpocząć. Poza tym, gdyby grała tak długo, to szybko by spowszedniała i z czasem jej dochody pewnie by zmizerniały, a może nawet spadły do zera. Zresztą po co miałaby grać przez cały rok, skoro akurat potrzeba, żeby grała ten jeden jedyny dzień w roku. I to wystarcza na sprzęt medyczny do naszych szpitali? No nie, wiadomo, że na sprzęt medyczny to nie może wystarczyć, bo nasze troskliwe, demokratyczne państwo prawa przeznacza rocznie dużo więcej na sprzęt medyczny, bo aż 5 miliardów złotych. Jak to? Przeznacza 5 miliardów, a nie może przeznaczyć 5 miliardów i 100 milionów? Przecież te 100 milionów to zaledwie 2 procent z tej zawrotnej kwoty, a może i mniej, kiedy obetnie się koszty uzysku. A jednak tak musi być, bo my cenimy sobie dobre obyczaje, a dobry polski obyczaj mówi, że najpierw musimy oszachrować nasze biedne państwo, a potem z tego, co nam się z szachrajstwa opłaci odstąpić mu z powrotem.
Ale co to znaczy oszachrować? Ano mówi się, że nasi drodzy rodacy szczególnie celują w przeróżnych nieprawidłowościach podatkowych, od których oczywiście w budżecie przeznaczonym na usługi dla nas wszystkich grosza nie wystarcza. Przez to i oświata kuleje, i służba zdrowia, i kultura, i trzeba zamykać biblioteki, a dług publiczny rośnie w tempie blisko dwustu milionów złotych dziennie. Co prawda, obecna władza jak może „uszczelnia” system podatkowy, ale to i tak za mało jak na te gigantyczne potrzeby, które rosną z dnia na dzień w tak monstrualnym tempie. A czy ktokolwiek w ogóle policzył, ile wyniosłyby dochody naszego pięknego kraju, gdyby mieszkali w nim sami przyzwoici ludzie, którzy nigdy by się nie poważyli, aby siebie nawzajem w najdrobniejszy choćby sposób oszukać? Nie sądzę, żeby ktoś się na to zdobył, bo do takich ogromnych rachunków potrzebna jest jakaś tęga głowa, a gdzie taką znaleźć? Poza tym, czy to by się naprawdę wszystkim opłaciło, tak uczciwie, przyzwoicie, zawsze zgodnie z prawem?

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Rozpoczynają się Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Dla każdego kibica to czas wyjątkowy. A dla polskiego tak …

Jeden komentarz

  1. Wiesiu – oszukiwanie jest wpisane w mentalność mendy; w Wolsce mend jest jakieś 90%