Najnowsze informacje

Śmierć na drodze i co dalej? [FELIETON]

Co Święta Bożego Narodzenia mają wspólnego z wypadkami drogowymi? Z pozoru nic, a jednak nie do końca. Jak w każdy tzw. „długi weekend”, tak i w Święta na drogach ginie więcej osób i więcej policja zatrzymuje nietrzeźwych kierowców. Także w te Święta wydarzyło się sporo wypadków, również po Pasterce, a policja zatrzymała ok. 800 kierowców, którzy prowadzili pod wpływem alkoholu. Aż cierpnie skóra, kiedy się pomyśli, ilu policja nie zatrzymała takich, którzy z polską, husarską fantazją za zgodą rodziny zajęli miejsce za kierownicą. Większość zapewne mimo ryzyka dojechała do celu, część jednak nie dojechała. Zatem i ci, którzy spowodowali w takim stanie wypadek w Święta, i ci, którym się tym razem upiekło, są tak samo odpowiedzialni za swoje nieodpowiedzialne postępowanie, niestety akceptowane przez część z nas. Gwoli ścisłości warto przytoczyć do końca dane z policyjnych statystyk: w Święta na drogach zginęły 42 osoby, rannych zostało 447 osób, a samych wypadków doliczono się 373.
To powinny być radosne Święta. Tak do znudzenia są zapowiadane. Należy się w nie cieszyć, no to się ludzie cieszą. A że tak już jest przyjęte w katolickim kraju, że tylko pełne kielichy pozwalają wyrazić radość, stąd i takie efekty. Można zatem postawić absurdalne z pozoru pytanie o związek pomiędzy naszym katolicyzmem, a skalą terroru, jaki sieją na drogach katoliccy kierowcy. W zasadzie związku nie ma. No bo jaki miałby być związek pomiędzy wypadkiem drogowym a religijnością użytkowników dróg? No cóż, religijność człowieka wyraża się nie tylko w akceptacji jakichś, w każdej religii innych, twierdzeń na temat świata nadprzyrodzonego, ale zakłada przyjęcie dyktowanych przez religię zasad postępowania. Religia to także zbiór norm moralnych wymagający przestrzegania pewnych reguł zachowania.
Kryzys z przestrzeganiem norm postępowania dotyka naszych polskich katolików w stopniu porażającym. I w życiu domowym (wobec najbliższych potrafimy częściej okazywać niemoralne zachowania niż wobec obcych), szkolnym (ściągania, odpisywania, niewykonywania obowiązków prawie nikt nie poczytuje za naruszenie jakichkolwiek norm moralnych), politycznym (w kłamstwie, manipulacji, wypowiadaniu gołosłownych haseł rzadko kiedy polityk dostrzega zawstydzające naruszenie reguł moralnych), ekonomicznym i społecznym (dla przyjmowania łapówek, popełniania malwersacji, stanowienia prawa, dzięki któremu ktoś zyska na stracie kogoś innego nie widzimy bariery w normach moralnych). Można by jeszcze długo wymieniać przeróżne sytuacje, które pokazują, jak dalece rozchodzą się drogi naszego życia społecznego i dyktowanych nam przez religię wymagań, także moralnych. Niestety, tak jak powierzchowny, niedojrzały jest nasz katolicyzm, tak byle jaka jest nasza moralność. Można by nie rozdzierać szat, gdyby nie fakt, że część z nas płaci za to życiem, część dozgonnym kalectwem albo sieroctwem. Czas na jakąś mobilizację wychowawczą w tej dziedzinie sił odpowiedzialnych za wychowanie, także dorosłych: rodziny, szkoły, Kościoła. Czas na świadomość, że moralność nie kończy się na aborcji, antykoncepcji, grzechach pederastii, ale obejmuje szereg innych obszarów życia, czasem tak zwyczajnych, jak prowadzenie samochodu na drogach publicznych. I ktoś musi ludziom o tym często przypominać.

Wiesław Kopeć

 

Zobacz kolejny artykuł

„Przełomowe orzeczenie“ [FELIETON]

Zacofany „Słownik języka polskiego” Państwowego Wydawnictwa Naukowego w zacofanym kraju przywiślańskim we wschodnich rubieżach Unii …