Najnowsze informacje

Skargi panów ministrów [FELIETON]

Cały obszar naszego skutego mrozem kraju od Bałtyku aż po Tatry do żywego poruszyła w ubiegłym tygodniu wiadomość, że wiceministrowie spoza Warszawy w naszym rządzie „głodują”, a panu Gowinowi jeszcze jako ministrowi sprawiedliwości za poprzedniej ekipy ledwo starczało „do pierwszego” z kilkunastotysięcznej pensji. To szczere wyznanie ministra i wicepremiera, a więc kogoś, kto chyba wie, co mówi, zostało złożone z okazji wątpliwości, jakie pojawiły się po ujawnieniu wiadomości o wypasionych premiach, jakie otrzymali niedawno członkowie rządu pani Beaty Szydło z okazji pożegnania z rządem. Wypada współczuć biednemu ministrowi, który tak się poświęcał i z taką determinacją znosił dotąd męki służby dla „kochanej ojczyzny”. Niepodobna przecież zaprzeczyć, że tej „świętej miłości” nie wypada nawet świadczyć za darmo, nie wypada też liczyć sobie za nią zbyt mało. To było możliwe może w „Trylogii”, ale tej na szczęście już nikt w kraju nie czyta, stąd i minister może bez skrępowania żalić się na to, że jego poświęcenie wyceniono tak nisko. Mało kto już dziś pewnie kojarzy, że tacy Wołodyjowscy czy Kmicice krew nawet własną dolewali do swej służby, bo „miło było cierpieć dla kochanej Ojczyzny” i nie przyszłoby im nawet do głowy, by kazać sobie za tę służbę płacić. Nic dziwnego, że nieznający już tej odległej tradycji suweren przyjął skargi niedocenionego ministra ze spokojem i zrozumieniem.
Rozgoryczony minister mógłby w zasadzie sam się zwolnić ze swojej ciężkiej i niedocenionej służby, która przecież nie jest obowiązkowa, mógłby mu w tym równie dobrze dopomóc suweren, ale czy znajdzie na jego miejsce lepszych i mniej wymagających? To wielce wątpliwe, a wiemy o tym, odkąd wyszło na jaw, że pokrzywdzonych za służbę umiłowanej ojczyźnie jest i było znacznie więcej. Na szczęście pobrali już stosowne „rekompensaty” za 2017 rok, niektórzy w kwocie równej kilkuletnim dochodom niejednego suwerena, więc miejmy nadzieję, że nic już nie jesteśmy im dłużni i kiedy nadejdzie stosowny moment, będziemy mogli bez wyrzutu podziękować im za służbę. To zresztą też nie będzie łatwe, bo luminarze „dobrej zmiany” nie różnią się tu zbytnio od swoich poprzedników, choć mogło się kiedyś wydawać, że różnić się zechcą.
Po skargach ministra na niskie zarobki w Internecie rozgorzała dyskusja, ile w naszym kraju, wciąż pozostającym na dorobku, z którego czmycha tak dużo rodaków ze względu na niskie zarobki, powinny wynosić uposażenia polityków. W zasadzie wszyscy się zgadzają, że nie powinny być niskie. Nikt nie zaprzecza, że powinny być odpowiednie do kwalifikacji, rangi zajmowanego stanowiska i wiążącej się z nim odpowiedzialności. Do rzędu rad żartobliwych, acz niepozbawionych sensu w kontekście skarg Gowinowych, trzeba zaliczyć i tę zabawną propozycję, aby polityk na wszelki wypadek zarabiał „więcej niż jest w stanie wydać”. Niech zarabia tyle, aż mu się będzie przelewać z dostatku. „Niech dostaje tak bardzo dużo, żeby nie chciało mu się sięgać po więcej. A kiedy już państwo zapewni dobrobyt jemu, rodzinie, krewnym i znajomym, wtedy pomyślimy, co począć z resztą Polaków”. To bardzo ciekawa propozycja, godna zastanowienia wobec faktu, że jest tak dużo suwerenów, którzy swoje rodziny muszą utrzymać za jedną czwartą tego, co nie wystarcza panu Gowinowi.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

„Przełomowe orzeczenie“ [FELIETON]

Zacofany „Słownik języka polskiego” Państwowego Wydawnictwa Naukowego w zacofanym kraju przywiślańskim we wschodnich rubieżach Unii …