Najnowsze informacje

„Islam częścią Niemiec” [FELIETON]

Słowa w tytule pochodzą z expose kanclerz Niemiec Angeli Merkel sprzed paru dni. Stara nowa kanclerz z uporem usprawiedliwia swoją politykę migracyjną, która zwiastuje katastrofę kulturową naszym zachodnim sąsiadom. Można by się tym nie przejmować, gdyby nie byli naszymi sąsiadami. Jedyna pociecha ze zmiany podejścia Niemców do kwestii migrantów wydaje się w tej chwili taka, że sami podzielili się mocno w tej dziedzinie i przestali na nas wymuszać, byśmy szli tą samą durną drogą co oni. Jeśli potrzebują uchodźców, bo mają katastrofalny przyrost naturalny, to niech ich sobie ściągają na własną odpowiedzialność w takich ilościach, w jakich chcą – albo tak lawinowo jak w pamiętnym roku 2015, albo w sposób limitowany, jak to zapowiadają obecnie. Jedno jest pewne, zwożenie do środka Europy, do centrum cywilizacji chrześcijańskiej jej odwiecznych wrogów nie jest aktem miłosierdzia, jest aktem szaleństwa, które zwiastuje ponurą przyszłość kontynentu z możliwością straszliwej wojny w samym jej sercu.
Obecnie być trochę mniej uchodźców, to znaczy nie miliony rocznie, tylko setki tysięcy, mimo że do niektórych enklaw muzułmańskich, np. w Berlinie, Niemcy, jak to sami przyznają, boją się wejść. Ale wierzą jeszcze naiwnie, że przybysze „muszą” się integrować. „Muszą”, bo tak nakazuje naiwna wiara poprawności politycznej, stworzonej przez europejską „Nową Lewicę”, natomiast „nie muszą”, ponieważ zakazuje im tego ich święta księga, której muszą być posłuszni, jeśli chcą żyć. Co prawda Europejczycy łudzą się możliwością międzykulturowej przyjaźni ludzi odległych religii, co nigdy na ziemi, jak świat długi i szeroki, się nie udało; sami są gotowi wyrzec się swojej wiary, tożsamości, już się zresztą wyrzekli, dla wygodnego życia, to jednak nie wszyscy są gotowi pójść tą samą drogą i nie pójdą. A już z pewnością nie pójdą wyznawcy islamu, dla których odstępstwo od wiary karane jest śmiercią. Naiwność i ignorancja Europejczyków, kult mamony, chorobliwa beztroska, zastąpienie prawdziwej religii religią, jak ją sami nazywają, „pocałunków”, serdecznych, przyjacielskich kontaktów doprowadzi do katastrofy kontynentu.
To szaleństwo rozgrywa się na razie za naszymi granicami i w tym tylko jest pociecha. Ale żadna to pociecha, bo ten „inny” świat jest już bardzo blisko. To, że za zrządzeniem Opatrzności został na jakiś czas odsunięty od nas, nie oznacza, że został odsunięty na zawsze. Niemcy przyznają się do 4,5 miliona muzułmanów, co wydaje się liczbą wysoko zaniżoną, zważywszy że już wiele lat temu mówiono o takiej ilości samych Turków za Odrą. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego Europa straciła instynkt samozachowawczy, dzięki któremu obroniła się przed islamem w VIII wieku, obroniła się w XVI, obroniła się w XVII wieku, a nie jest w stanie obronić się dzisiaj? Syta i zadowolona nie widzi zagrożenia? Czy tylko o to chodzi? Czy też ktoś realizuje wobec niej długofalowy plan „towarzyszy X. i Abramowskich” (Witkacy), wobec którego my maluczcy jesteśmy całkowicie bezsilni? Niemcy na oczach świata przygotowują się do narodowego samobójstwa i rechocą na cały świat, że im z tym dobrze. Robią to z własnej nieprzymuszonej woli, czy wykonują czyjś odgórny plan, który do niedawna siłą chciano narzucić nam, a który, gdy tylko zmieni się koniunktura polityczna, z pewnością powróci?

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Dziś odchodzimy od polityki! Nie na zawsze, rzecz jasna, ale mamy wreszcie wiosnę, tę prawdziwą, …