anal pump

Felieton – Bajeczny pomysł na bajeczne czasy

Mogłoby się wydawać, że to primaaprilisowy żart, ale to chyba nie jest żart. Oto rozżalone dzieci piszą listy do Rzecznika Praw Ucznia, żeby w szkołach zlikwidować prace domowe, bo dzieci są przemęczone, przepracowane, przeuczone, zadawane jest za dużo. Jakie to dziwne, że na ten absurdalny pomysł nie wpadł nikt za tzw. „komuny”, tylko dopiero teraz. A nie wpadł, bo wtedy ludzie się bali wpadać na głupie pomysły, ale też nie wpadali na nie, bo jeszcze mieli trochę oleju w głowach i pilnowali się, żeby czegoś głupiego nie chlapnąć i nie wyjść na idiotów. W III RP mamy upragnioną wolność, więc każdy może sobie wpadać na takie pomysły, jakie mu się podobają. Nikt nikomu niczego nie może zabronić ani niczego nakazać, nawet tego, żeby ktoś chciał się uczyć, czytać, rozwijać. A ponieważ szkoła ma być jednakowa dla wszystkich, bo ma wyrównywać szanse edukacyjne, to trzeba w niej wcielać takie rozwiązania, które wyrównają także szanse edukacyjne opornych, którym za bardzo uczyć się nie chce, i to nie dlatego, żeby mieli jakiegoś szczególnego lenia, tylko dlatego, że nie mają do tego zdolności, a przez to i ochoty. Ale żeby i im nie było przykro, trzeba szkołę przykroić akuratnie do ich niewygórowanych ambicji i możliwości.
Dlatego szkoła polska stacza się od blisko 30 lat w opary absurdu, które mają przykryć nieszczególne możliwości tej wcale niemałej masy, która musi dostać maturę, bo dzisiaj maturę muszą dostać wszyscy, bo i studiować muszą wszyscy, by profesorowie mogli robić stosowne geszefty. Stąd i szkoła się stacza, żeby wszyscy mieli równe szanse w dostępie do dyplomów, które są przepustką do zajęcia odpowiedniego miejsca na rynku pracy i konsumpcji. Oto ideał, jedna szkoła, jedna matura na 30%, amnestia w razie trudności, nieprzygotowania bez podawania przyczyn, promocja z oceną niedostateczną, prościutkie rozpraweczki na punkciki, wypracowania z załączoną ściągawką, analiza wierszyków, teściki czytania ze zrozumieniem. Oto wielki projekt edukacyjny, który ma wprowadzić polskie dziecko na globalny rynek pracy.
Tak więc ten „dziecinny” pomysł o likwidacji prac domowych może liczyć na pozytywne rozpatrzenie, czemu zresztą pan Rzecznik już dał wyraz. Chyba także i z tego powodu, że teraz wzorem dla dzieci i młodzieży są „obywatele”, którzy wzbili się na wyżyny  hierarchii społecznej całkowicie nieociosani, jak owa posłanka, co to nie wiedziała, kto napisał hymn Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, ani jak nazywa się kluczowa bohaterka „Potopu”, książki, którą jej babka pewnie znała na pamięć. Od takiej to posłanki polskie dziecko dostaje jasny przekaz. Po co się uczyć, po co tracić czas na naukę, na czytanie lektur (trzeba to przecież robić w domu i zajmuje to raczej dużo czasu), skoro i bez nauki można osiągnąć wszystko, co się liczy we współczesnym świecie, trzeba mieć tylko tupet i spryt. Państwo wspierane przez telewizję upowszechnia wspaniały projekt wychowawczy, który musiały dostrzec polskie dzieci. To i Pan Rzecznik musi się z tym liczyć i do dziecinnego pomysłu podejść z największym respektem.
Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Felieton – Widziane ze skarpy

Tym razem tekst naprawdę wakacyjny. Jestem na kuracji, a zatem daleko do naszego pięknego miasta. …