Najnowsze informacje
anal pump

Felieton – Wiesław Kopeć

Sędziowie „nasi“ i „ich“…

Niedawno, bo już w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia minął drugi miesiąc od tak szczęśliwie odbytych w dniu 25 października wyborów parlamentarnych. „Szczęśliwie”, bo liczyłem, że wśród priorytetów nowej władzy znajdzie się nareszcie tak absolutnie niezbędna potrzeba uzdrowienia społeczeństwa przez odbudowę szkoły, przez którą przechodzą wszyscy i od której zależy w dużym stopniu kondycja umysłowa i moralna całego narodu. Na razie jednak na wielką reformę się nie zanosi. Ważniejszą sprawą stał się całkiem niezrozumiały spór o Trybunał Konstytucyjny. Wiedziałem do niedawna, co to jest Trybunał, wiedziałem też, co to znaczy być sędzią niezawisłym i niezależnym, a teraz już nie wiem. Wydawało mi się, że rozumie problem także środowisko sędziowskie i jakiś wewnętrzny kodeks honorowy nie pozwoli mu, aby ktokolwiek mógł wątpić w ten przymiot sędziowskiej profesji, a przynajmniej nie w „demokratycznym państwie prawnym”, jak to się ładnie teraz nasz ustrój nazywa. Niestety w całej tej awanturze o wybór sędziów do Trybunału najbardziej nieciekawie zachowało się właśnie środowisko sędziowskie. Tu taka awantura, władza chlasta sędziów po twarzy, a ci milczą, nie stają gremialnie w obronie idei niezawisłości sędziowskiej.

No bo jaki skutek wywołała cała ta batalia o to, by mieć w Trybunale Konstytucyjnym „swoich” sędziów? Przede wszystkim wiemy już teraz, że są „ich” sędziowie i są „nasi” sędziowie i nie ma żadnych sędziów „niezawisłych”, bezstronnych, którym honor nie pozwoli się skundlić orzekaniem stronniczym na korzyść którejkolwiek opcji politycznej. Wszak Konstytucja, ta świętość w „państwie prawnym”, zasługuje na szacunek. Niestety, ani Konstytucja na nic nie zasługuje, ani Trybunał nic nie znaczy, ani sędziowie nie są niezawiśli. Zresztą ci sędziowie, którzy w atmosferze takiego skandalu zgodzili się brać udział w tym spektaklu, sami odebrali sobie legitymację do wykonywania powierzonej im funkcji. Nawet gdyby teraz orzekali najbardziej bezstronnie na świecie, nie będzie łatwo w to uwierzyć.

Żeby było zresztą jasne, wina za całą sytuację nie spoczywa bynajmniej tylko na nowych rządcach Polski. Jeśli za coś poprzednia władza zasługuje, żeby dostać w ryj, to właśnie za to, że dała niechlubny przykład obywatelom, jak przebiegle i skutecznie łamać prawo. Szczytem tej aroganckiej polityki był wybór znanej wszystkim doskonale „nadwyżki” dwóch sędziów do TK. Nowa władza mogła tę pyszałkowatą metodę chlastania obywateli po pysku zastopować. Ale ponieważ politykę braku szacunku dla prawa w „państwie prawnym” mają we krwi wszyscy, zatem i nowi liderzy zapamiętali się w reformatorskim amoku pod hasłem „dobrej zmiany”. Na czym polega w tym przypadku „dobra zmiana”? Poprzednia władza wybrała trzech sędziów „dobrze” i dwóch „niedobrze”. Nowa władza wybrała dwóch sędziów „dobrze”, a trzech „niedobrze” (bo już byli wybrani). Prezydent zaś odmówił zaprzysiężenia „dobrze” wybranych przez poprzednią władzę, a przyjął zaprzysiężenie od „niedobrze” wybranych przez nową władzę. Zaprzysiąc zresztą tych pierwszych już nie można, ponieważ w międzyczasie zostali zaprzysiężeni ci wybrani „lepiej”. Wobec tak powalającej logiki wypada już tylko milczeć. Bo nawet trudno uwierzyć, aby te piękne Święta, w których objawia się Najświętsza Prawda, miały cokolwiek w naszej sparszywionej rzeczywistości zmienić.

Zobacz kolejny artykuł

Felieton – Widziane ze skarpy

Przed tygodniem było o samorządach, dziś serialu ciąg dalszy. Wprawdzie wybory dopiero za rok, ale …