Najnowsze informacje
anal pump

Felieton – Widziane ze skarpy

Prawda jest coraz bliżej! Takie oświadczenie usłyszeliśmy z ust Prezesa podczas uroczystości smoleńskich. Ten wielki krok ku prawdzie zawdzięczamy oczywiście intensywnej pracy podkomisji powołanej przez szefa resortu obrony. Wypada się cieszyć, bo prawda jest, a przynajmniej była jakiś czas temu jeszcze, jedną z fundamentalnych wartości w cywilizacji europejskiej. Jakoś jednak tej radości nie odczuwam szczególnie mocno. Przypomina mi się, nie potrafię wyjaśnić czemu, takie przemówienie Gomułki (młodym Czytelnikom to nazwisko pewnie nic nie mówi, zachęcam do sprawdzenia w Wikipedii)… „Przed wojną kraj nasz stanął na skraju przepaści… W Polsce Ludowej zrobiliśmy olbrzymi krok naprzód!”
Wyjaśnienie skomplikowanych zjawisk zachodzących w przyrodzie wymaga ciężkiej pracy ludzi, którzy dysponują wiedzą i doświadczeniem w dziedzinie, która jest przedmiotem badania. Ba, najczęściej jest tak, że potrzebna jest współpraca fachowców z wielu różnych dziedzin. Czyli trzeba powołać zespół… I zespół, jako się wyżej rzekło, został powołany. Tyle, że fachowość jego członków jest przez wielu kwestionowana. Niesłusznie. Są to naukowcy, specjaliści z różnych dyscyplin naukowych… I jako naukowcy wyposażeni są w predyspozycje niezbędne do wyjaśniania skomplikowanych procesów zachodzących w dzisiejszym świecie. Jakie to predyspozycje? Jakby tu powiedzieć… Odwołam się do dyscypliny naukowej jakoś mi bliskiej, czyli do ekonomii. Jakie cechy powinien mieć wybitny ekonomista? Otóż powinien umieć przewidywać przyszłe procesy gospodarcze, a następnie przekonująco wytłumaczyć, dlaczego te przewidywania się nie sprawdziły…
Ale porzućmy ten, właściwy dla felietonu, frywolny nieco ton, bo mowa o sprawach poważnych. Powtórzę zatem to, co już kiedyś napisałem. Jeśli w Smoleńsku był zamach, to „wyjaśnienie” sprawy oznacza udzielenie odpowiedzi na szereg pytań. Kto go zlecił, a kto był bezpośrednim wykonawcą? To znaczy kto, kiedy i gdzie umieścił ładunki wybuchowe (w tym „ładunek termobaryczny”), kto i w jaki sposób je zdetonował? I wreszcie, jakim cudem udało się przewidzieć, że akurat w momencie lądowania prezydenckiego Tupolewa nad „lotniskiem” będą tak koszmarne warunki atmosferyczne? Przecież gdyby nie mgła, trudno byłoby ukryć, że samolot rozbił się w wyniku działania jakichś „bodźców zewnętrznych”? A chyba nie było tak, że samolot woził te ładunki, a zamachowcy „czekali na okazję”? Obawiam się, że odpowiedzi na te pytania nie udzieli żaden zespół naukowców. To robota dla wywiadu, innych służb specjalnych, czy policyjnych speców od kryminalistyki!
Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Felieton – Widziane ze skarpy

„Australijscy muzułmanie domagają się utworzenia „bezpiecznych stref”, w których mogliby głosić radykalne poglądy. Strefy miałyby …