Najnowsze informacje
anal pump

Felieton – Widziane ze skarpy

Na zakończenie wakacji temat na pierwszy rzut oka niezbyt przyjemny, ale zapewniam, że będzie wesoło. Mowa o śmieciach. A dokładnie o nowych zasadach odbioru tychże. Dotychczas segregacja polegała na wyodrębnieniu odpadów zmieszanych, BIO, wielkogabarytowych i pozostałych. Teraz te ostatnie trzeba podzielić na papier, tworzywa sztuczne i szkło. Zatem mieszkańcy muszą przy domach uruchomić mini – sortownię. A najlepiej i mini – magazyn, bo gdzie trzymać kubeł i pięć worków? Jak wyjaśnia pracownik ratuszowego Wydziału Kształtowania Środowiska (patrz artykuł w lokalnym dodatku do najbardziej opiniotwórczego dziennika w kraju), taki system jest… bardziej ekonomiczny dla firmy, a dostarczenie śmieci w taki sposób do Przedsiębiorstwa Gospodarowania Odpadami umożliwia wytworzenie większej ilości surowców lepszej jakości. Ponadto gminy muszą osiągnąć określony poziom odzysku i recyklingu (minimum 20 procent) poszczególnych frakcji. W przeciwnym wypadku płacą kary. Gdyby zatem część mieszkańców zrezygnowała z segregowania, to konsekwencje poniosą wszyscy w postaci wyższych opłat (jakoś trzeba zgromadzić środki na te kary).
Powyższy wywód można podsumować jednym pytaniem. Fajnie, tylko dlaczego koszty nowych, lepszych rozwiązań mają ponieść mieszkańcy, skoro są one bardziej ekonomiczne dla firmy odbierającej i Przedsiębiorstwa Gospodarowania Odpadami? O gminie nie wspomnę, bo ona tak czy inaczej gospodaruje tylko pieniędzmi mieszkańców – podatników. Jeśli mieszkańców obciąża się nowymi obowiązkami, na czym zarabiają podmioty wyżej wspomniane, to chyba wypadałoby wprowadzić trzecią, niższą opłatę dla tych, którzy zechcą to robić zamiast straszyć wszystkich podwyżkami?
Ale jest śmieszniej… Mieszkańcy otrzymują od firmy odbierającej harmonogram na cały rok. Pewnego ranka budzi nas odgłos zbliżającej się ciężarówki. Żona stwierdza, że to śmieciarka i biegnie otworzyć furtkę do śmietnika, a ja do szuflady, by sprawdzić datę w harmonogramie. I rzeczywiście, odbiór za trzy dni! Przez te trzy dni śmieciarka podjeżdża codziennie. Na wszelki wypadek… Następny miesiąc. Dobrze pamiętam datę: osiemnastego. Śmieciarka podjeżdża dwunastego. Nie sprawdzam, wystawiam. Pytam, skąd ten pośpiech. A, bo piętnastego jest święto… Oczywiście w kolejne dni znów słychać charakterystyczny odgłos! Nie wiem, co o tym myśleć. Czy aby nie jacyś oszuści? Wszak na śmieciach można robić świetne interesy… Bo trudno uwierzyć, że tak działa „system bardziej ekonomiczny dla firmy”?

Jerzy Ogonowski

Zobacz kolejny artykuł

Felieton – Widziane ze skarpy

Powoli to miejsce staje się areną polemik z „najbardziej opiniotwórczym dziennikiem w kraju”. Ale cóż …