Najnowsze informacje
anal pump

Felieton – Widziane ze skarpy

Tydzień temu obiecałem garść refleksji z miejsca, w którym spędzam czas urlopu. Niestety, muszę zweryfikować te plany i zamiast pisać o tym, co słychać w stosunkowo niewielkim mieście na Kujawach (w każdym razie mniejszym od naszego), muszę się zająć wydarzeniami w wielkim świecie. Trudno postąpić inaczej w sytuacji, gdy w niedługim czasie tego świata może po prostu nie być. I nie są to przysłowiowe strachy na Lachy! Otóż ludzkość w ostatnich, powiedzmy, dwóch stuleciach zafundowała sobie niewyobrażalny postęp. Zmieniło się nasze życie w stosunku do tego, co było udziałem naszych pradziadków w stopniu niebywałym. Oczywiście nie będę wyliczał najważniejszych choćby dokonań ludzkiego mózgu i rąk, bo wszyscy je doskonale znamy. Zmiany te zapewniają człowiekowi niesamowity komfort życia.
Niestety, jak mówi przysłowie, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą! Obok zmian pozytywnych, postęp przyniósł również takie, które grożą mieszkańcom naszej planety katastrofą o niewyobrażalnej skali. Ze wspomnianym powyżej unicestwieniem włącznie. Ludzkość dysponuje bowiem dziś arsenałem jądrowym całkowicie wystarczającym do wielokrotnego unicestwienia planety, na której przyszło nam żyć. Na szczęście do tej pory udało się, co należy uznać za niebywałe szczęście, uniknąć odpalenia tych zasobów. Jednak można przyjąć z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że jeśli takie środki są, to ktoś ich kiedyś użyje. Kto? Na razie guzik atomowy jest w posiadaniu jedynie przywódców największych światowych mocarstw. Ale nie ma żadnej pewności, że kiedyś trafi w ręce jakiegoś szefa organizacji w typie „Państwa Islamskiego”, czy po prostu szalonego hakera, który włamie się do sytemu sterującego tymi zasobami i po prostu je odpali…
To są oczywiście rozważania teoretyczne, abstrakcyjne, ale tekst ten powstał jako komentarz do zagrożenia całkowicie realnego, jakie zawisło nad światem w ostatnich dniach. Otóż jeden z tych, którzy ów guzik atomowy mają, przywódca Korei Północnej, zagroził atakiem rakietami wyposażonymi w głowice atomowe na wyspę Guam, która jest bazą Armii Stanów Zjednoczonych. Była to odpowiedź na wcześniejszą groźbę amerykańskiego prezydenta, że na koreańskie prowokacje odpowie „ogniem i furią, jakiej świat nie widział”. Jak się to skończy, nie wiadomo. Tymczasem nasi politycy odpowiedzialni za stan polskiej, pożal się Boże, armii zajęci są przepychankami wokół nominacji generalskich z okazji zbliżającego się święta Wojska Polskiego…

Jerzy Ogonowski

 

Zobacz kolejny artykuł

Felieton – Widziane ze skarpy

Przed tygodniem było o samorządach, dziś serialu ciąg dalszy. Wprawdzie wybory dopiero za rok, ale …