Najnowsze informacje
anal pump

Felieton – W obronie cywilizacji

Zachodnioeuropejscy terroryści islamscy do niedawna przyzwyczaili nas do tego, że atakują rzadko, ale bardzo spektakularnie. Pamiętamy może jeszcze zamach na dworcu kolejowym w Madrycie z 11 marca 2004 roku, w którym zginęło 191 osób, a tysiące zostały ranne, potem był zamach w Londynie w lipcu 2007 roku, który odebrał życie ponad 50 osobom… i długo, długo nic, nie licząc pojedynczych incydentów, zazwyczaj z użyciem broni palnej lub noża… i dopiero wszystko się zmieniło w roku 2015. Od stycznia tego roku, czyli od zamachu w redakcji czasopisma „Charlie Ebdo” częstotliwość zamachów znacząco wzrosła, obejmując także coraz szersze terytorium, niemal już całej Europy. Niektórzy nawet zauważyli, że zbiegło się to w czasie z napływem coraz większej ilości tzw. „uchodźców” w ilościach przekraczających wszelkie dotychczasowe pojęcia o uchodźstwie. I wtedy zamachów zrobiło się jakby więcej, zaczęły występować coraz częściej, przybierać coraz bardziej zróżnicowane formy i zbierać coraz bardziej krwawe żniwo. Największe z nich to zamachy w Paryżu, Nicei, Brukseli, Berlinie i Manchesterze, które pochłonęły od parudziesięciu do ponad stu ofiar i setki rannych. Oprócz tego szerokim echem odbiły się w świecie przypadki masowego napastowania kobiet przez muzułmańskich uchodźców w Kolonii i innych miastach niemieckich.
W ostatnich dniach aktywność dżihadystycznych terrorystów jakby wzrosła, skumulowała się w czasie, obejmując nie tylko dwa hiszpańskie miasta – Barcelonę i małe Cambrils – ale także finlandzki Turek, niemiecki Dusseldorf i francuską Marsylię. Te ostatnie wydarzenia pokazują także, jak zmienia się podejście do zamachów terrorystycznych w Europie, jakby spowszedniały, rozpamiętuje się je coraz krócej, nie wzbudzają też jakichś poważnych dyskusji na temat przyczyn, charakteru tych zjawisk i sposobów radzenia sobie z nimi. Nie ostudziły też zapału postępowych środowisk do sprowadzania na kontynent europejski nowych rzesz „uchodźców”, nie zakończyło się też postępowanie przeciwko Polsce za odmowę uczestniczenia w programie ich relokacji. Te wszystkie dramatyczne wydarzenia nie studzą też zapałów postępowych Polaków, którzy żadną miarą nie potrafią wybaczyć katolsko-faszystowskiemu reżimowi, jaki aktualnie rządzi krajem, jego podejścia do kwestii „uchodźców”.
Większość ludzi myśli jednak inaczej, dostrzegając w nasilającym się problemie migracji zjawisko wielce niebezpieczne dla kulturowej tożsamości całej europejskiej cywilizacji, o obliczu której zdecydowało przed wiekami przyjęcie chrześcijaństwa. Nieprzypadkowo za wchłanianiem rzesz uchodźców są dziś w Europie ci, którzy już odrzucili chrześcijaństwo jako zbyteczny balast krępujący rozwój liberalnej Europy, natomiast blokują ten proces najmocniej chrześcijanie przekonani o potrzebie obrony właśnie samego chrześcijaństwa przed zawsze wrogo do niego ustosunkowanym islamem. I nie robią tego z powodu nienawiści, tylko właśnie z powodu posiadania głębszej świadomości potrzeby obrony fundamentalnego dziedzictwa, które jest dziś wyjątkowo zagrożone, a które ukształtowało Europę i bez którego nigdy już nie będzie sobą. Ale ponieważ wojna cywilizacyjna, jaka się w tej chwili toczy, przebiega nie tylko pomiędzy cywilizacją chrześcijańską i islamską, ale ma miejsce także w obrębie samej cywilizacji chrześcijańskiej, problemy te są tak słabo rozumiane.

Wiesław Kopeć

 

Zobacz kolejny artykuł

Felieton – Widziane ze skarpy

Powoli to miejsce staje się areną polemik z „najbardziej opiniotwórczym dziennikiem w kraju”. Ale cóż …