anal pump

Felieton – Nasze standardy

„Ładny chłopiec młody” miał być zapewne na długo twarzą Ministerstwa Obrony Narodowej, oczywiście zgodnie z najlepszymi „naszymi standardami”, jak tłumaczył poseł Suski. I byłby, bo młodość przecież nie jest żadną winą, gdyby miał kompetencje wyższe niż praktyka w aptece i potrafił się odpowiednio do zajmowanego stanowiska prowadzić, a nie szlajać nocami po dyskotekach. Trzeba było oglądać filmy w domu albo transmisje z nocnych obrad Sejmu, dla których też nie znalazła się inna pora zgodnie z „naszymi standardami”. Standardy więc jakieś są, a przynajmniej wierzą w ich istnienie członkowie partii, rządu i parlamentu. My dostrzegamy natomiast jakąś dziwną rozbieżność pomiędzy standardami wymarzonymi i realizowanymi. No bo zamiast chłoptysiowi za jego prowadzenie się tyłek złoić, to go awansowano na jakieś niepotrzebne, naprędce tylko dla niego sklecone stanowisko za niebotyczne dla przeciętnego Kowalskiego wynagrodzenie w Polskiej Grupie Zbrojeniowej – „co prawda nie za 50 tys. zł, ale za dość wysoką pensję” – objaśniał mechanizm funkcjonowania „naszych standardów” poseł Suski, przepraszając „wszystkich Państwa, że taki wypadek miał miejsce”.
Prawo i Sprawiedliwość oczywiście od dawna ośmieszało się przyzwoleniem na trwające miesiącami gierki ministra Macierewicza z udziałem aptekarskiego praktykanta, którego minister za wszelką cenę chciał, a może z jakichś powodów musiał umieścić na jakimś wysokim stanowisku. I gdyby nie społeczny opór, oznaki niezadowolenia ze strony „Suwerena”, którego wola jest dla partii święta, aptekarz zapewne piastowałby wysokie funkcje w Ministerstwie Obrony Narodowej lub w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Mocną pozycję ma w partii Antoni Macierewicz, że narzuconemu przez siebie rozwiązaniu, aby o wizerunku ministerstwa decydowali „ładni chłopcy młodzi” bez kompetencji, bez wykształcenia, ulegają wszyscy – i Prezydent, i Pani Premier, i kierownictwo partii, i całe rzesze jej szeregowych członków. Zresztą, jak jeszcze niektórzy pamiętają, pierworodne kłamstwo, od którego partia rozpoczęła rządzenie Polską, też wiąże się z osobą pana ministra. Zaklinanie w kampanii wyborczej, że nie będzie pełnił późniejszej funkcji, zostało złamane zaraz po wygranych wyborach. I fakt ten przeszedł bez jakiegokolwiek oporu wewnątrz partii, a także nie znalazł ani jednego głosu sprzeciwu w popierającym partię środowisku kościelnym. Łgarstwo zostało uświęcone mianem „standardu”, dziatki szkolne otrzymały czytelny sygnał, co w obecnych czasach będzie uchodzić za cnotę.
Tak się hartowały „nasze standardy”, które potem zaskutkowały bezpardonową i skuteczną nocną szarżą na Trybunał Konstytucyjny. Czerpanie wzorów do uprawiania polityki nie z Ewangelii czy Arystotelesa (że o św. Tomaszu nie wspomnę!), a ze znienawidzonego przez Kościół Machiavellego zostało jakimś cudem zaakceptowane przez hierarchię i podniesione do rangi „naszych standardów” przez partię. Skoro najwyżsi luminarze partii uchwalili, a biskupi pobłogosławili, to muszą to być chyba dobre „standardy”. Widzimy wszem i wobec, że rozróżnienie na prawdę i kłamstwo przestało mieć znaczenie dla wielu przeciętnych ludzi i to już za bardzo nie dziwi, ale że przestało mieć znaczenie dla duchownych, co najmniej zastanawia i rodzi pytanie, dokąd zmierzamy w asyście takich „standardów“
Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Felieton – Widziane ze skarpy

Tym razem tekst naprawdę wakacyjny. Jestem na kuracji, a zatem daleko do naszego pięknego miasta. …