Najnowsze informacje
anal pump

Felieton – Demokracja wymaga rozumu i prawości

Ostatnie wydarzenia związane z procedowaniem ustaw reformujących nasze niezawisłe sądy ujawniły w społeczeństwie gwałtowną zmianę postawy wobec Kościoła, któremu dotąd kneblowano usta w ważnych społecznie sprawach, a który teraz nieoczekiwanie nawet jego najzagorzalsi wrogowie wezwali do zajęcia stanowiska. Biskupi jednak nie w ciemię bici, wiedząc po której stronie barykady w tej dziwacznej wojnie polsko-polskiej los ich postawił, woleli nie tykać władzy, z którą będzie im jeszcze po drodze, kiedy przyjdzie za niedługo stoczyć bój w obronie życia, a walkę w tej sprawie na jesień zapowiadają zarówno zwolennicy, jak przeciwnicy zaostrzenia aktualnego w tej dziedzinie prawodawstwa. Ale wobec poziomu napięć, do jakich doszło, milczeć dalej także było niepodobna. Szczególnie, że nawet ludzie czujący się częścią wspólnoty kościelnej, kochający ją i sprzyjający jej, a także w ostatnich wyborach popierający aktualnie rządzących przestali czuć się komfortowo w sytuacji, w której władza ważne reformy, jak najbardziej potrzebne, usiłuje przeprowadzić metodami, mówiąc delikatnie, niezbyt stosownymi, dalekimi od zgodności z prawem, zasadami kultury politycznej, czy wreszcie z moralnością.
Niestety stanowisko Konferencji Episkopatu o tym, że „Kościół nie może nie zauważyć, iż debata publiczna w tej kwestii coraz częściej idzie w kierunku konfrontacji i konfliktu”, wydaje się zdecydowanie za słabe i unikowe. Nawet przytoczone przy okazji mocne słowa Jana Pawła II o tym, że „wyzwania stojące przed demokratycznym państwem domagają się solidarnej współpracy wszystkich ludzi dobrej woli – niezależnie od opcji politycznej czy światopoglądu, którzy pragną razem tworzyć wspólne dobro Ojczyzny”, nie wybrzmiały w tym momencie przekonująco, choć kryje się w nich ważna i pouczająca treść. Niestety nie dociera do rządzących, że demokracja to nie tylko rządy liczby, arytmetycznej większości, która daje prawo do chełpienia się przewagą nad przegranym konkurentem politycznym, którego można kopać, poniżać, nienawidzić, lekceważyć, choć on reprezentuje drugą połowę wyborców. Demokracja w naszym wydaniu przybrała taką patologiczną postać nie od dzisiaj przecież i druga strona obecnego konfliktu także nie jest bez winy.
Ale z faktu, że sędzia Rzepliński nie zachował się jak należy, kiedy miał ku temu najlepszą okazję (nie protestował, kiedy Sejm głosami PO i PSL-u wybierał nadliczbowych sędziów do Trybunału Konstytucyjnego), a dzisiaj staje się twarzą opozycji, nie wynika jeszcze uprawnienie, że my mamy się zachowywać podobnie albo jeszcze gorzej, by dopiec drugiej stronie, by się odgryźć za doznane poniżenie. W świecie wartości, na które powołują się chętnie obecnie rządzący, a które, nie ukrywajmy tego, zakorzenił w nas Kościół, cel nie uświęca środków, a machiavelliczne sposoby zdobywania i utrzymywania władzy zostały potępione. „Rozdeptywanie robaka”, wyzywanie od „kanalii” i „zdradzieckich mord” to nie może być nasz sposób uprawiania polityki. Uważajmy, aby wobec nas nie powtórzono słów, które Miguel Unamuno skierował do generała faszystowskiej falangi w 1936 r.: „Zwyciężycie, ponieważ dysponujecie więcej niż wystarczającą ilością brutalnej siły, ale przekonać nie przekonacie. Aby przekonać, trzeba przekonywać. Aby móc przekonywać, potrzeba wam tego, czego wam brak, rozumu i prawości w walce”.

Wiesław Kopeć

 

 

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy…[FELIETON]

Wydarzenie ostatniego tygodnia to fala marszów kobiet w rocznicę „Czarnego protestu”. Już samo zorganizowanie takiego …