Najnowsze informacje
anal pump

Felieton – Czekając na (dobrą) zmianę

Ruszyły egzaminy maturalne. Od dwóch lat trąbi się o dobrej zmianie w oświacie, a tu ciągle wszystko po staremu. Na maturze z polskiego z uporem maniaka analiza wiersza, której w całej Polsce od kilkunastu lat prawie nikt nie wybiera, a dalej już żadnego wyboru – tylko jeden, jedyny, prosty temat rozprawkowy. 19-latkowie, niczym dzieci, piszą na maturze „prackę” na nieco ponad 250 słów. Z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy paskudna komunistyczna władza proponowała abiturientom aż trzy tematy – dwa erudycyjne, wymagające konkretnej wiedzy z historii literatury, i trzeci, tzw. „wolny”, który pozwalał „wypisać się”, a wszystkie dawały możliwość wykazania się umiejętnością refleksji, dojrzałością prezentowanych poglądów. A teraz nuda i schemat. Praca – pasja czy obowiązek? Czego by się nie wybrało i tak będzie dobrze. Można trochę pobajdurzyć w jedną stronę, trochę w drugą, wykorzystać ściągę w postaci dołączonego fragmentu, którą władza od lat już wciska abiturientowi, nie wierząc, że stać by go było na poważniejszy temat i na poważniejszą formę. Gdzie te czasy, kiedy uczniowie zdolniejsi pisali piękne eseje na kilkanaście stron, a słabsi przyzwoite „wypracowania” na kilka stron, a w jednych i drugich trzeba było pokazać, że jest się dojrzałym, oczytanym, myślącym człowiekiem?
Od dwóch lat nowa władza mami, jaką dobrą szkołę nam stworzy, a palcem nie kiwnęła, żeby tę maturalną formę poprawić, zmienić, stworzyć szansę młodzieży na prawdziwy rozwój. Nie ma żadnej „dobrej zmiany” i raczej się na nią nie zanosi. Już wiadomo, że zaliczenie matury po reformie też będzie na 30%, już można oglądać pierwsze podręczniki do szkoły, która ma wystartować od jesieni – takie samo badziewie jak dotychczas. Dużo szumu, dużo mamienia, a efekt ten sam. Nawet Ministerstwo Kultury się nie popisało i na Facebooku życzyło powodzenia nie „maturzystom”, tylko „maturzystą”. Nie wystarczy trąbić o „dobrej zmianie”, trzeba ją jeszcze umieć zrobić, a ocenę pozostawić innym. Na stronie „Gazety Wyborczej” porównanie obecnej matury z przedwojenną wypada zdecydowanie na korzyść tamtej, która sięgała wyżyn uniwersyteckich. Obecnie na maturze z polskiego 19-latkom każe się w teście czytania ze zrozumieniem rozpoznawać rodzaje zdań złożonych, bawić się w skojarzenia, które pytanie będzie pasować do którego akapitu, rozpoznawać, jakie środki językowe nadają tekstowi charakter subiektywny, definiować proste wyrazy i streszczać tekst.
Wszystko są to formy i umiejętności, które można badać parę lat wcześniej, ale nie u człowieka, który ma już prawie 20 lat. Obecna władza robi to samo, co poprzednia – to, co tak rewelacyjnie opisał Witold Gombrowicz w powieści „Ferdydurke” – infantylizuje, zdrabnia, umniejsza, upupia, ogłupia. Zamiast proponować dorosłemu już prawie człowiekowi dyskusję na temat poważnych problemów społecznych, moralnych, filozoficznych czy religijnych, proponuje mu zdziecinniałe zagadnienia. Wyłania się z tego „Jedna Wielka Pupa”. Ani palcem w bucie nikt nie kiwnie, aby zmienić cokolwiek w tym absurdzie zapoczątkowanym reformą z końca lat 90. Wiadomo, nie zmienia się reguł w czasie gry. Na normalność poczekamy zatem jeszcze kilka, kilkanaście lat, a może nie doczekamy się jej nigdy.

Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Felieton – Widziane ze skarpy

Dawno minęło ćwierć wieku od pierwszych zmian ustrojowych w naszym pięknym kraju, mam na myśli …