Najnowsze informacje

Apel o pojednanie [FELIETON]

Czy po tylu nieszczerych zachowaniach i deklaracjach aktualnie urzędującego Prezydenta jego apel o pojednanie narodowe złożony przy okazji inauguracji uroczystości jubileuszowych 100-lecia odzyskania niepodległości może ktokolwiek traktować poważnie? Przyzwyczaił nas Prezydent Duda, że jego wypowiedzi trzeba przyjmować z dużą rezerwą. Prezydent przeważnie mówi płynnie, bez zająknięcia, często bez kartki, bardzo przy tym starając się zaimponować słuchaczom i pozostawić wrażenie, że w pełni bierze odpowiedzialność za to, co mówi. Ale to tylko złudzenie, słodki bajerek, którego nieszczery czar już dawno prysł, kiedy okazało się, że Prezydent Boga nawet wzywał przysięgając, jak gorliwie będzie strzegł Konstytucji, by ją bez mrugnięcia okiem na życzenie swojego politycznego zaplecza niemal następnego dnia złamać. Człowiek, który legitymuje się doktoratem, a swój rodowód polityczny z taką dumą wyprowadza z kręgu nieskazitelnego ponoć prezydenta Lecha Kaczyńskiego, nie może tak postępować. Ale Prezydent Duda owoc zakazany z drzewa dobrego i złego już dawno zerwał, zatem nie pozostaje mu nic innego, jak tylko brnąć po wytyczonym przez siebie lub pryncypała wątpliwym szlaku.
Ale to jest droga błędna i kompromitująca, dlatego smutnie się zaczynają obchody jubileuszu niepodległości, a złożony przy tej okazji postulat zakończenia „wyniszczającego starcia wrogich plemion” brzmi cokolwiek zabawnie, jeśli się pamięta, że Prezydent jest jednym z głównych ogniw podsycających ten konflikt. Dlatego z zaciekawieniem przyglądałem się szczególnie Ekscelencjom i Eminencjom zgromadzonym w Sejmie podczas prezydenckiego orędzia, ochoczo z rozpromienionymi obliczami oklaskującym lukrowane słowa Głowy Państwa. Nie jesteśmy w ciemię bici i potrafimy rozpoznać, kiedy człowiek postępuje w zgodzie z tym, co mówi, gardzimy każdym przejawem fałszu, szczególnie gdy jest podawany w cukierkowym opakowaniu. Coraz trudniej będzie nam szanować naszych duchowych przywódców za czołobitność wobec władzy, która ma na ustach Boga i chrześcijańskie wartości, a niemal każdym gestem, słowem i czynem zaprzecza tym wartościom.
Jakoś nieswojo się czułem słuchając, jak Prezydent przywoływał wypowiedź Marszałka o tym, że największą tragedią Polaków jest doprowadzenie do takiego podziału, że „aż wskazuje się różne rodzaje Polaków wzajemnie się nierozumiejących”, gardzących sobą, nienawidzących się nawzajem. Prezydent wypowiadał te słowa z niekłamanym przekonaniem jakoby on – Prezydent – nie miał z tym nic wspólnego. To dzieło jakichś złośliwych krasnoludków, zielonych ludzików, ale przecież nie ludzi prawych i sprawiedliwych, wspieranych przez Ekscelencje i Eminencje. Taki punkt widzenia to efekt błogiej, beztroskiej nieświadomości czy cynicznej gry całego zespołu ludzi, stowarzyszonych sojuszem tronu i ołtarza? Jakkolwiek by było, brzmi niesmacznie i napawa obrzydzeniem. W jego kontekście trudno się szczerze cieszyć z zainaugurowanych tak hucznie uroczystości jubileuszowych oraz ze wspólnego dzielenia się opłatkiem i śpiewania kolęd w kuluarach sejmowych. Żałosny spektakl dla biednych, który co roku trzeba z obowiązku przed ludem – bez zażenowania, bez wstydu – odegrać.

Wiesław Kopeć

 

Zobacz kolejny artykuł

Widziane ze skarpy… [FELIETON]

Z nowym rokiem na naszym rynku medialnym pojawiły się nowe trendy. A skoro tak, to …