Najnowsze informacje
anal pump
fot. Jakub Kornacki

Za niska frekwencja

Na panewce spaliło referendum w sprawie odwołania burmistrza i Rady Miejskiej. Wszystko za sprawą zbyt niskiej frekwencji.
Aby wynik referendum był ważny, musiała być odpowiednia frekwencja. W myśl przepisów do urn powinno pójść 3/5 osób, które głosowały w ostatnich wyborach samorządowych. W przypadku Raciąża miały to być 1464 osoby. Tymczasem swoje głosy oddało ponad 10 razy mniej mieszkańców, czyli 143 osoby. Z tych, którzy stawili się przy urnach, zdecydowana większość – ponad 120 osób – była za odwołaniem burmistrza i Rady Miejskiej.
Z inicjatywą zorganizowania referendum wystąpiła grupa 11 mieszkańców. Jej pełnomocnikiem był Sławomir Wesołowski, dyrektor Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej za czasów poprzedniego burmistrza Janusza Sadowskiego. Jego samego nie było wśród inicjatorów referendum, ale pojawiły się osoby z nim związane, np. startujące z jego komitetu wyborczego w ostatnich wyborach samorządowych.
Obecnym władzom Raciąża inicjatorzy referendum zarzucali m.in. brak inwestycji, nowych miejsc pracy czy nie wykorzystanie dotacji na ośrodek zdrowia. Burmistrz Raciąża, Mariusz Godlewski od samego początku twierdził, że powody są inne i mają charakter prywatny. – Uważam, że zostało zorganizowane po to, aby były burmistrz nie musiał płacić odszkodowania za nieudaną transakcję na ul. Sportowej. Jeśli referendum by się powiodło, wtedy takie odszkodowanie zapłaci tylko miasto – mówi Mariusz Godlewski.
Odszkodowanie to efekt przegranego przez Raciąż procesu cywilnego. Sprawa dotyczy działki przy ul. Sportowej, na której stał budynek. A właściwie przetargu na tę nieruchomość. Pod koniec 2011 r. miasto sprzedało działkę wraz z budynkiem. Kupił ją raciąski przedsiębiorca, który na początku 2012 r. podpisał stosowny akt notarialny. Zamierzał wyremontować budynek, przenieść do niego siedzibę swojej firmy, a w części budynku zrobić hotel.
Problem w tym, że w momencie ogłaszania przetargu było wiadomo, iż powiatowy inspektor nadzoru budowlanego wydał nakaz rozbiórki budynku. Jednak ta informacja nie znalazła się w specyfikacji przetargowej. Nie pojawiła się także podczas podpisywania aktu notarialnego. Przedsiębiorca, który kupił nieruchomość za nieco ponad 100 tys. zł, musiał rozebrać budynek. W procesie cywilnym domagał się od miasta odszkodowania. I wygrał. Miasto musi zapłacić ok. 400 tys. zł. Burmistrz Mariusz Godlewski chce, aby odszkodowanie zapłacił były burmistrz, za którego kadencji doszło do tej sytuacji.
Po referendum Mariusz Godlewski nie krył zadowolenia. – Myślę, że referendum świadczy o tym, iż zarówno ja, jak i rada cieszy się zaufaniem mieszkańców. To także sygnał, że nasze działania są akceptowane. Szkoda tylko, że w ogóle doszło do referendum, bo nie miało ono przesłanek merytorycznych. Ale demokracja ma swoje prawa – mówi burmistrz Raciąża.
Dla Raciąża referendum to nie nowość. Ostatnie odbyło się trzy lata temu i było skuteczne, co rzadko zdarza się w Polsce. Wtedy ze stanowiska burmistrza mieszkańcy odwołali Janusza Sadowskiego. Jego miejsce w przedterminowych wyborach zajął właśnie Mariusz Godlewski. (gsz)

Zobacz kolejny artykuł

Nagrody za odpady

W Urzędzie Miejskim w Raciążu wręczono nagrody zwycięzcom pierwszej edycji konkursu „Mieszkańcy Raciąża segregują śmieci”. …

Jeden komentarz

  1. Więcej interesujących informacji na temat inicjatyw referendalnych można uzyskać na portalu referendumlokalne.pl