Najnowsze informacje
anal pump

Pierwsze jesiennie sandacze

Pierwsze jesienne połowy sandaczy na spinning zaczynam w październiku. Najchętniej łowię je w Wiśle i Odrze, gdzie drapieżniki te występują dość licznie. Parokilogramowy sandacz wyholowany na żwawo merdającego ogonkiem rippera sprawia mi zawsze dużą frajdę. Dodatkowych emocji dostarcza pora łowienia, szansa spotkania z okazem o rześkim poranku lub o szarówce, a nawet w nocy.
Technika mojego sandaczowego spinningowania to – albo specyficzna „zasiadka”, a więc w absolutnym bezruchu oczekiwania na zbliżenie się żerującego drapieżnika (żeby w wieczornym zmierzchu jeszcze mniej być widocznym, przysiadam czasem na składanym krzesełku), albo dostarczające jeszcze więcej emocji nocne brodzenie w rzece.
Technika techniką, ale z czym na ryby. Obecnie na wędkarskim rynku mamy duży wybór wędzisk spinningowych – w sam raz do połowu sandaczy. Podobnie z kołowrotkami. Warto więc tylko pamiętać, że sandaczowe wędzisko (długie na około 3 m) nie powinno być zbyt sztywne, ale jednocześnie z delikatną szczytówką. Z tą delikatnością jednak nie należy przesadzać. Łowiąc bowiem często w głębokich miejscach za rzecznymi „główkami”, z konieczności stosuję ciężkie ołowiane główki jigowe. Wędzisko z wklejaną „drgającą szczytówką” owszem, zwiększa niewątpliwie możliwość lepszego wczucia się w subtelności skubania sandacza, ale z drugiej strony eliminuje przynęty z dużym obciążeniem, przekreślając tym samym penetrację przydennych warstw głębokich rzecznych dołów gdzie przecież często trzymają się te ryby.
Większość wędkarzy łowi na plecionkę, ja wolę jednak żyłkę.

Zobacz kolejny artykuł

Jesień z feederem (1)

Wietrzne, jesienne dni zwykle znacznie utrudniają i komplikują połów długimi wędziskami spławikowymi. Sprawiają, iż przy …