Najnowsze informacje
anal pump

Fatum (3)

Zaskoczony i jednocześnie przekonany, że ryba już wisi na wędce, chyba nieco spóźniam zacięcie. W chwilę później chce mi się wyć z wściekłości i rozpaczy! Czuję się najnieszczęśliwszym człowiekiem na ziemi! Nie może być inaczej, kiedy widzę jak troć puszcza błystkę i wraca z powrotem pod baldachim falujących na dnie traw. Szok! Nie wiem, jak to możliwe, że nie zapięła się. Jestem przybity i zdołowany. Trudno mi się z tym pogodzić. Jeszcze trudniej zaakceptować. To dosłownie jakieś fatum! Tak niewiele przecież brakowało, a mógłbym już – po niespełna godzinie łowienia – schodzić z rzeki z kompletem ryb, kończąc w wyjątkowo satysfakcjonujący sposób trociowy sezon.
Kiedy emocje już opadają, wstępuje we mnie nowy, silny, łowiecki zew i wiara w sukces. Bo przecież, skoro otarłem się w tak krótkim czasie o komplet troci, to do końca wędkowania może jeszcze wiele się wydarzyć. Jednak tego dnia ciążyło nade mną swoiste fatum! Właśnie teraz, kiedy otrząsnąłem się i pozbierałem duchowo z prześladujących mnie dotychczasowych wędkarskich niepowodzeń, nowe widmo klęski zawisło nad dzisiejszą wyprawą. Ładna, słoneczna, ciepła i niemal bezwietrzna dotychczas aura, nagle, zupełnie nieoczekiwanie, zaczęła się zmieniać.
Zerwał się silny wiatr. Ochłodziło się. A znad pobliskiego lasu bardzo szybko nasuwała się nad dolinę rzeki ława niskich, zbitych, szaro-ołowianych chmur. Wkrótce pociemniało i pierwsze, grube, ciężkie krople deszczu zaczęły dziurawić gładką dotąd powierzchnię wody. Ledwie zdążyłem wciągnąć na siebie ceratową kurtkę, a lało już rzęsiście! Chciałem schować się gdzieś przed deszczem i przeczekać jego gwałtowność, bowiem cienka kurtka, jaką miałem na sobie, nie mogła mi zapewnić na dłużej odpowiedniej ochrony. Ale jak na ironię, nigdzie w pobliżu nie było porządnego drzewa, pod którym mógłbym się schronić. Wzdłuż brzegu dominowały jedynie kępy wiklin. Tuż obok, przy jednej z nich rósł młody, niewielki dąbek. Przycupnąłem więc pod nim, mając nadzieję, że ta ulewa długo nie potrwa. Myliłem się. Dopiero po trzech kwadransach deszcz zrzedł i przemienił się w mżawkę. Mimo to ucieszyłem się, bo już zaczynałem tu i ówdzie przemakać i rozważałem możliwość powrotu do auta.
Niebawem niemal zupełnie przestało padać. Ale po niebie wciąż sunęły niskie ciemne chmury. No i silne porywy wiatru nie ustawały. Wierzyłem jednak, że to przeleci i rozpogodzi się ponownie i ociepli. Oczywiście nie zdążyłem obłowić do końca interesującego pobliskiego fragmentu rzeki, a znowu rozpadało się na dobre. Nieco sfrustrowany wróciłem wobec tego z powrotem pod dąbek. Po spędzonym pod nim kolejnym kwadransie zaczęły dopadać mnie pierwsze wątpliwości, czy rzeczywiście istnieje jeszcze jakieś – chociaż nikłe, prawdopodobieństwo poprawy pogody.
Mijały minuty, deszcz wciąż padał, a zaciągnięte ciemnymi chmurami niebo nie napawało optymizmem. Po dwóch kolejnych kwadransach, pomimo mojego poczucia niedosytu i ciągłej nadziei na zakończenie sezonu trocią, rozgoryczony, nie widząc możliwości poprawy pogody, postanawiam wracać do auta. Pewnie gdyby nie cienka ceratowa kurtka niebędąca w stanie mnie chronić przed przemoknięciem podczas długotrwałych opadów deszczu, nie odpuściłbym, chociaż łowienie w deszczu i towarzyszących mu silnych porywach wiatru nie jest ani przyjemne, ani porywające. Jednak nieodparta chęć złowienia ryby jest czasem silniejsza od wszelkich losowych przeciwności. I kiedy wracałem przygaszony i zgorzkniały, nie mogąc się pogodzić z zaistniałą sytuacją i niewykorzystanym w pełni ostatnim dniem trociowego sezonu, deszcz zaczął słabnąć, aż w końcu – gdy byłem już przy aucie, zupełnie przestał padać.
Cóż, znowu dałem się zwieść i w drodze powrotnej na kwaterę postanowiłem jeszcze zajrzeć na dolny odcinek Radwi, w nadziei, że już nie będzie padać i może jednak, mimo wszystko, uda mi się zakończyć sezon rybą. Myliłem się, już po pierwszym kwadransie łowienia znowu rozpadało się na dobre.
Z wędkarskiego notatnika. Radew, wrzesień 2013.

Tekst i fot. Andrzej Konowrocki

Zobacz kolejny artykuł

Finezyjne łowienie okoni

Najpiękniejsze w okoniach jest to, że można je złowić chyba w każdym zbiorniku wodnym. Już …