Najnowsze informacje
anal pump

Fatum (2)

Wkrótce, gdy pierwsze chwile fascynacji spowodowanej moją bytnością tutaj zaspokoiły nieco duchową stronę mojej osobowości, złożyłem spinning i wolno, bez przesadnego pośpiechu – co zazwyczaj przychodzi mi z niemałym trudem, ruszyłem z entuzjazmem przez podmokłą łąkę ku rzece, naprzeciw nowemu wyzwaniu, jakie postawiłem sobie za cel wczorajszego wieczoru. Nie mając zupełnie pewności, czy moje wędkarskie poczynania na tej rzece przyniosą jakikolwiek zadowalający efekt. Jednak właśnie niepewność, tajemniczość i brak gwarancji na sukces są dla mnie tym, co najbardziej mnie napędza i motywuje.

Reklama
Tak jak przewidywałem, pierwsze wędkarskie poczynania z użyciem mocnego zestawu spinningowego były trochę nieporadne, mimo to radziłem sobie z każdym kolejnym rzutem przynętą coraz lepiej. Znacznie gorzej sytuacja przedstawiała się z doborem samej przynęty. Dwa woblery, które wydawały mi się najbardziej odpowiednie na tę wodę, po kilku próbach powróciły z powrotem do pudełka. To nie było to, co spełniałoby do końca moje oczekiwania.
Miałem w pudełku również kilka błystek, jedna z nich – lekka, wykonana z cienkiej blachy, srebrzysta przymatowiona wahadłówka, będąca rękodziełem i zarazem prawdziwym majstersztykiem. Błystka ta była niezwykle skuteczna, toteż w obawie przed utratą jej, używana była tylko w wyjątkowych sytuacjach. Na dzisiejsze wędkowanie wydawała się być idealną przynętą. I rzeczywiście, to było to! Pomimo nieco przygrubej żyłki rzucało się nią z łatwością, a krótkie, kilkumetrowe rzuty wychodziły z wyjątkową dokładnością w upatrzone miejsce na rzece. Bez problemu można było ją poprowadzić wolno i precyzyjnie na pożądanej głębokości nawet w szybkim nurcie. No i sama praca błystki – rewelacyjna. Gdybym był trocią, na pewno bym jej nie przepuścił. Już w kilkanaście minut później, błystka potwierdza swoją skuteczność.
W drugim poprowadzeniu, na przewężonym fragmencie rzeki, z nawisami nurzających się w wodzie wiklin, z ciemnej, głębokiej rynny, wypływa za błystką „trotka”. Krępa, wypasiona – taka z dwa, dwa i pół kilograma. Natychmiast skacze mi ciśnienie! Wabik sunie już wzdłuż brzegu, jeszcze kilka obrotów korbką kołowrotka i będzie przy moich nogach. I kiedy już mi się wydaje, że pochwyci błystkę, dostrzega mnie i odpływa pod zalegające nieco powyżej w korycie rzeki drzewo. No cóż, niewiele brakowało, a mógłbym już być bardzo szczęśliwym człowiekiem! Trochę mi żal, że skończyło się to, jak się skończyło. Mimo to ogromnie cieszę się z tego kontaktu wzrokowego z rybą, teraz mam bowiem pewność, że trocie tu dotarły, a moje dalsze wędkarskie poczynania mają szansę zakończyć się sukcesem.

Reklama
Zmieniam miejsce. Kilkadziesiąt metrów dalej natrafiam na powalone w nurt następne drzewo. Tuż za nim niecka w dnie, z wartką, głęboką rynną podmywającą drugi brzeg rzeki. Na dnie, poniżej zatopionych konarów drzewa, podwodny warkocz roślinności. Rzucam błystkę pod drugi brzeg, w rynnę, zaraz za szczytem przegradzającego rzekę drzewa. Widzę, jak pobłyskując zalotnie, wręcz uwodzicielsko pląsa, spływając z nurtem. Nic jednak do niej nie wychodzi, w takim miejscu! Aż nie chce się wierzyć, żeby mogło być puste.
Rzucam więc znowu, nieco niżej. Pośrodku rzeki, przy podwodnym warkoczu, wyczuwam na wędce trącenie błyski, w chwilę później następne. I niemal natychmiast dostrzegam w tym miejscu niezbyt wyraźny, blady, srebrzysty blask ryby. Wygląda, że nie trafiła dobrze w przynętę i dlatego nie zapięła się. Wydawała mi się jednak nieduża, więc nie wzbudziła we mnie początkowo specjalnego zainteresowania. Byłem przekonany, że to zapewnie niewielki szczupaczek czy też kleń. W pierwszym odruchu chciałem już nawet pójść dalej, bowiem ryba nie wydawała mi się warta zachodu.
Nieoczekiwanie coś mnie tknęło, żeby jednak jeszcze rzucić i przeprowadzić ponownie błystkę przez to miejsce, ot tak, dla przekonania i spokoju ducha. Rzucam. Gdy zaczyna spływać z nurtem, uważnie śledzę wzrokiem trasę jej spływu. W kilka sekund jest przy podwodnym warkoczu roślin, ale ryba nie pokazuje się już. Mija go i wówczas, spod przybrzeżnego łanu falujących w nurcie traw, wypływa – niczym zjawa – troć. Podpływa do błystki i chwyta ją w poprzek!
Tekst i fot.
Andrzej Konowrocki

Zobacz kolejny artykuł

Finezyjne łowienie okoni

Najpiękniejsze w okoniach jest to, że można je złowić chyba w każdym zbiorniku wodnym. Już …