anal pump

Dolna Drawa

Po długiej rozłące zamarzyła mi się wyprawa na dolną Drawę. Celem wędkarskich poczynań było złowienie w pięknej, dzikiej i czystej rzece łososia lub troci wędrownej. Już po pierwszej wyprawie, ponownie zauroczony rzeką, spędziłem nad jej brzegami wiele dni. Wprawdzie nie udało mi się złowić żadnej z tych szlachetnych ryb, ale rekompensatą były drawskie szczupaki. I chociaż niejednokrotnie przeklinałem je w duchu – zawiedziony, że to nie upragniona drawska troć – jednak teraz z przyjemnością powracam wspomnieniami do tamtych wspaniałych wypraw i ekscytujących przygód.
Najbardziej zaskakująca była dla mnie zimowa intensywność żerowa szczupaków. Standardem – niemal na każdej, stosunkowo krótkiej, 4–5-godzinnej zimowej wyprawie – było złowienie 2–3 szczupaków. Zdarzały się dni, gdy brań było więcej. Zimą szczupaki trzymały się spowolnionych odcinków rzeki – z piaszczystym bądź nieco zamulonym w strefie przybrzeżnej dnem, z brzegami porosłymi trzciną – i tam brań było najwięcej. Natomiast późną wiosną i latem brania szczupaków dość często zdarzały się nawet w wartkich, żwirowo-kamienistych prostkach, charakterystycznych dla ryb łososiowatych. Szczupaki brały zdecydowanie, chwytając przynętę pewnie i dość głęboko. Czasem zbyt głęboko, co w przypadku braku stalowego przyponu kończyło się najczęściej przecięciem żyłki i zejściem ryby z wędki wraz z przynętą. Zdecydowana większość łowionych szczupaków była w przedziale 60–80 cm długości. Nie mniej zaskakująca była ich świetna kondycja. Wszystkie holowane szczupaki były silne, bardzo dynamiczne i z ogromną determinacją walczyły o odzyskanie wolności.

Zobacz kolejny artykuł

Fatum (1)

Jak ja się cieszyłem jadąc tutaj. Już sama wizja spędzenia nad Parsętą trzech dni w …