Od początku roku policja w Płocku
227 razy reagowała na zgłoszenia o damskich bokserach! Każdego dnia co najmniej w jednym z płockich mieszkań mężczyźni używają siły wobec kobiet. Na komendę dzwonią najczęściej zdesperowane ofiary, by choć na chwilę przerwać swój koszmar. – To i tak wierzchołek góry lodowej. Wiele zastraszonych kobiet boi się wezwać policję – tłumaczy Zofia Nowalińska z Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Ten problem pojawia się nie tylko w domach, gdzie na porządku dziennym jest alkohol. Często i kobiety z „dobrych rodzin” skrywają posiniaczoną twarz za ciemnymi okularami.


– Już nie pamiętam, kiedy pierwszy raz mąż podniósł na mnie rękę – mówi 50-letnia Anna. Jej mąż, właściciel firmy, pije okazjonalnie, a bije, kiedy go coś zdenerwuje. Czasem wystarczy jakaś uwaga pod jego adresem i to niekoniecznie z ust żony. – Nie mogę mu nic powiedzieć, bo zaraz łapy mu latają. Raz pobił mnie tak, że trafiłam do szpitala ze wstrząsem mózgu.
Anna udarzyła głową o kant stołu. W szpitalu kłamała, że spadła ze schodów. Nikt by nie pomyślał, że to „zasługa” męża, który codziennie przesiadywał przy łóżku żony i czule mówił „kochanie”, „skarbeczku”… Dopiero po powrocie do domu przeprosił ją. Obiecywał, że już nigdy to się nie powtórzy. Mówił, że jest jedyną osobą, która go rozumie. Któregoś dnia wrócił z pracy. Anna nie zdążyła zrobić jeszcze obiadu. W nocy okładał ją po całym ciele i wciskał jej głowę w poduszkę, żeby sąsiedzi nic nie słyszeli.
– Sąsiadki doskonale wiedzą, co się dzieje w naszym domu. Gdy mijamy się w osiedlowym sklepie, patrzą ze współczuciem. Nienawidzę tych spojrzeń – zapewnia kobieta. Czasami musi brać wolne w pracy. Urzędniczka za biurkiem w ciemnych okularach? To zbyt oczywiste.
Długo gryzła w sobie dramat. Gdy zaczęła się zwierzać rodzinie, nikt nie chciał wierzyć, bo mąż przy ludziach udawał cudownego człowieka. Gdy zagroziła rozwodem, powiedział, że tak ją załatwi, że popamięta. A jak od niego ucieknie, to wszędzie ją znajdzie. – Jestem więc służącą na każde zawołanie. Czy zasłużę czy nie i tak mi się dostaje – kończy opowieść Anna. Nie szuka pomocy. Nie ma na to siły. W podobnej sytuacji jest w Płocku wiele zastraszonych kobiet.
Łatwiej wykręcić 997
niż 0801...
We wrześniu ruszyła ogólnopolska kampania „Kochaj. Nie bij.” Uruchomiona została kolejna infolinia, gdzie ofiary przemocy mogą szukać wsparcia i pomocy. Ma też uczulić ludzi, że nikt nie ma prawa podnosić na drugiego człowieka ręki.
– Infolinia pomoże kobietom, które chcą rozwiązać problem. Nie pomoże w sytuacji, gdy mężczyzna okłada je właśnie pięściami. Zdesperowane ofiary wykręcają raczej 997 i mają pewność, że zaraz przyjedzie patrol z interwencją i będą miały spokój – twierdzi aspirant sztabowy Zofia Nowalińska, asystent zespołu ds. nieletnich i patologii sekcji prewencji Komendy Miejskiej Policji w Płocku.
Są to interwencje związane z wystąpieniem zagrożenia życia ofiary. Zadaniem policji jest zapewnić rodzinie bezpieczeństwo. Gdy w obecności stróżów prawa sprawca jest wciąż agresywny – trafia do celi. A jeśli jest pod wpływem alkoholu – ląduje w Izbie Wytrzeźwień.
Czasem kobieta boi się zostać w domu z oprawcą. Funkcjonariusze zabierają ją wtedy do Noclegowni przy ul. Misjonarskiej, albo przy ul. Obejście. Ofiary kierowane są również do Ośrodka Interwencji Kryzysowej, gdzie mogą liczyć na pomoc specjalistów. Mają szansę przerwać swoją katorgę.
– Do czerwca br. w OIK zjawiło się aż 236 osób, w tym 65 dzieci borykających się z problemem przemocy. To największa grupa, która do nas trafia – alarmuje Mariusz Krzyżaniak, dyrektor MOPS.
Od zeszłego roku pod OIK działa też „Dom dla osób doznających przemocy w rodzinie”. W pierwszym półroczu br. znalazło tu wsparcie 21 osób. Przez całą dobę dom zapewnia schronienie dla maksymalnie 10 osób. Udzielane są porady psychologiczne i prawne. Można uzyskać pomoc w załatwianiu spraw urzędowych i innych ważnych problemów bytowych. Pomoc ze strony Ośrodka jest bezpłatna, a pracujący tu specjaliści są zobowiązani do zachowania tajemnicy.
5 lat paki za znęcanie się nad rodziną
Bez względu na to, czy policja przyjeżdża na interwencje, czy kobieta sama zgłasza się z doniesieniem na komendę, funkcjonariusze podejmują środki zapobiegawcze lub procedury przeciw przemocy w rodzinie. Za znęcanie się nad rodziną grozi oprawcy 5 lat pozbawienia wolności.
– Zazwyczaj, kiedy dochodzi do przesłuchań, ofiary wycofują się. Zamiast konsekwentnie dążyć do ukarania sprawcy, mówią, że to był jednorazowy incydent. Po prostu boją się prześladowcy, albo chcą wierzyć w jego obietnice poprawy. Czasem nie mija nawet miesiąc i awantury domowe zaczynają się od nowa – dowiadujemy się w Komendzie Policji.
Do tej pory najwięcej zgłoszeń o „rodzinnych problemach” policja odnotowywała w rejonach Starego Miasta: ul. Grodzkiej, Sienkiewicza, Kwiatka oraz na osiedlu Miodowa. Dziś sytuacja nieco się zmienia.
W porównaniu z ubiegłym rokiem zmniejszył się odsetek przemocy wynikającej ze spożycia alkoholu. Jest za to więcej przemocy w „białych rękawiczkach” w bogatych domach. Gdy uczucie gaśnie, zaczyna się wojna o majątek. Najłatwiej wtedy przed rozwodem zastraszyć kobietę. Nie musi to być przemoc fizyczna. Można równie skutecznie znęcać się psychicznie, czyli wyzywać, poniżać, izolować partnerkę. Łatwo też wywierać presję na kobiecie, która w domu wychowuje dzieci i jest zależna od mężczyzny zarabiającego na utrzymanie domu.
Gdy chłop baby nie bije...
Na szczęście obecnie obalane są stereotypy, w których nawet najbliższa rodzina ofiary utwierdza ją w przekonaniu, że „skoro za takiego wyszłaś, to musisz się z tym pogodzić, a nie robić wstyd przed ludźmi”.
– W porównaniu z rokiem 1997, kiedy ruszyły różnego rodzaju kampanie, ilość kobiet, które szukają pomocy, bo doświadczają przemocy w rodzinie, wzrosła co najmniej dziesięciokrotnie – tłumaczy Grażyna Cieślik, szefowa Noclegowni przy ul. Misjonarskiej i i prezes Płockiego Oddziału Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej.
Nadal jednak kwitnie szara strefa. Od początku roku w ośrodku przebywało 25 osób. Jeśli policja w tym samym czasie interweniowała ponad 200 razy, to gdzie jest reszta kobiet? A ile się nie przyznaje, próbując jakoś przetrwać pod twardą ręką tyrana?
– Kobieta musi sama chcieć zmienić swoją sytuację. Ale gdy jest systematycznie bita przez 20 lat, paradoksalnie w pewnym momencie przyzwyczaja się do tego. Skupia się tylko na tym, by unikać sytuacji konfliktowych w domu, w razie zagrożenia kryje się po znajomych. Nie myśli o tym, żeby przerwać gehennę – zaznacza Grażyna Cieślik.
Przez syndrom ofiary
wracają do brutala
W „Noclegowni” może przebywać maksymalnie do 30 osób. Ale na wszelki wypadek są dodatkowe miejsca. Przy ul. Misjonarskiej nie zdarzyło się jeszcze przepełnienie. Według regulaminu kobiety wraz z dziećmi mają tu możliwość zamieszkania przez 2 lata. Ten czas zazwyczaj wystarcza na usamodzielnienie podopiecznej. Jeśli nie – nikt nikogo nie wygania. Trafiają też tutaj oprawcy. Mają możliwość spotkania, o ile kobieta wyrazi na to zgodę. Nad bezpieczeństwem w obiekcie czuwa ochrona. Spotkania odbywają się w obecności pracownika.
W ciągu ostatnich tygodni trafiła tu jedna maltretowana kobieta. Przyprowadziła ze sobą dwoje dzieci w wieku 6 miesięcy i 2 latka. Musiała opowiedzieć pracownikom, z jakich powodów szuka pomocy w noclegowni. – Robimy też tzw. mapę obrażeń ciała. To nie jet obdukcja, ale ważne, że jest honorowana w sądzie – dowiadujemy się w Noclegowni.
Podczas wstępnego wywiadu pada też pytanie o przemoc seksualną. Panie zazwyczaj zaprzeczają, albo milczą. To jest wciąż temat tabu. Kobiety nie wiedzą, że gdy partnerzy siłą zaciągają je do łóżka, to łamią prawo. Zmuszanie do seksu podlega pod czyn karalny. Niestety, przemoc seksualną najtrudniej też udowodnić. W tym roku policja odnotowała tylko dwa takie przypadki.
Gdy po kilku dniach podopieczne „Noclegowni” nieco ochłoną, dopiero wtedy pracownicy starają się z nimi omawiać sytuację i próbują znajdować rozwiązanie. – Pokazujemy, że nie są same, że jest wyjście z sytuacji i to w zasięgu ich ręki – tłumaczy Grażyna Cieślik. Statystycznie połowa kobiet stara się coś zmienić w swoim życiu. Połowa jednak wraca do brutala.
Odpowiada za to syndrom ofiary, która po swoich życiowych przejściach zazwyczaj nie ma już siły walczyć o siebie. Nie wierzy, że uda jej się uwolnić. Tymczasem to kobieta musi znaleźć siłę, żeby uciec, musi szukać schronienia w Noclegowniach, szukać pomocy u specjalistów, przechodzić przez całą biurokratyczną machinę, przy okazji wciąż bojąc się spotkania z damskim bokserem. Mężczyznom wciąż zbyt wiele uchodzi płazem. – Na to wszystko wciąż pozwala nasze prawo. Ile musi rozegrać się dramatów, żeby w końcu coś się zmieniło? – pyta szefowa Noclegowni.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
Gdzie szukać pomocy?
<0 801 109 801 – telefon infolinii ogólnopolskiej kampanii
przeciw przemocy w rodzinie „Kochaj. Nie bij.”
<024 364 02 48 (do 50) – Ośrodek Interwencji Kryzysowej,
działający przy MOPS, ul. Wolskiego 4 (budynek Przychodni Rejonowej). Pokoje: 113 – 116, I piętro.
<024 364 02 88 (89) – Ośrodek Interwencji Kryzysowej, działający przy MOPS, ul. Kolegialna 47 (budynek Przychodni Rejonowej) pokoje: 202-204, II piętro.
<0 24 364 76 05 – Noclegownia dla Kobiet i Matek z Dziećmi,
ul. Misjonarska 22.
<997 – Policja