| Reportaż: Związani na śmierć i życie |
31-01-2007 |
|
W Płocku modna jest piłka ręczna i piłka nożna. – Chcemy to zmienić, bo fajna jest też wspinaczka – mówią członkowie Płockiego Klubu Wysokogórskiego. Z powodzeniem udaje się im zwrócić uwagę na siebie. Zwłaszcza, jeśli wspinają się na przyczółek mostu. Zatrzymują się wtedy nie tylko przechodnie. – Prawie kończyłem drogę, gdy zobaczyłem podjeżdżający radiowóz. Trochę się wystraszyłem. Wiadomo jaki to obiekt, a nie wiadomo, czy robimy to legalnie, czy nie. Policjanci oparli się o maskę i patrzyli – mówi Krzysztof Rychlik.
Jego kolega, Michał Komorowski podkreśla, że nie ma zakazu wspinaczki. – Poza tym zawsze jesteśmy zabezpieczeni, używamy atestowanego sprzętu i jesteśmy przeszkoleni. To nie są młodzieńcze wybryki – zapewnia. Ta ściana to najlepsze miejsce do wspinania się w Płocku, ale niedługo być może jej zabraknie. Płocki most z 1938 r. przechodzi obecnie remonty, a konserwator zabytków poddał pomysł, żeby zabezpieczyć lakierowaniem granitowy przyczółek. – Ten granit leży tutaj od lat. Przed lakierowaniem wymaga kosztownego piaskowania. Po tej operacji stracimy jedyne miejsca, na którym możemy się w Płocku wspinać w warunkach najbardziej zbliżonych do naturalnych. To też bardzo dobra szkoła technicznego wspinania – mówią członkowie PKW. To miejsce nie stawia też dużych wymagań sprzętowych. – Żeby je pokonać, obok uprzęży i lin wystarczy mieć zwykłe korki i poobcinać z nich kolce – zdradzają panowie, których pasją od lat jest wspinaczka. Wyjazd w skały, czy góry wymaga poważniejszych zakupów odpowiedniego sprzętu. Specjalistycznych sklepów jednak nie brakuje. – Gdzie te czasy, gdy królowały pepegi albo buty Podhale – śmieje się Krzysztof.
Tam, gdzie nikt nie sięga Ponoć wystarczy tylko raz wyjechać w góry, by człowiek z nizin zakochał się w nich bez reszty. Zaczyna się od wędrówek szlakami w Tatrach, a kończy się zdobywaniem szczytów od strony niedostępnej dla przeciętnych turystów. – To naturalna ewolucja – mówią ludzie zrzeszeni w klubie. Ale Michał zakochał się we wspinaczce nad... morzem. – Była tam ściana wspinaczkowa, z zatkniętą na szczycie kartką. Taka rozrywka dla turystów z nagrodą za zdobycie owej karteczki. Było wielu chętnych, ale to mnie się udało. Potem pojechał w Karpaty, przeszedł kurs wspinaczkowy i dowiedział się, że ten sport to nie siła, a przede wszystkim myślenie, dopiero potem sprawność nóg i chwytność palców. – Najpierw trzeba pomyśleć, jak stanąć na ścianie, a dopiero potem, jak się przytrzymać, by na nią wejść – tłumaczy. Jacek Kamiński zaczął się wspinać dopiero trzy lata temu. Zachwyciły go Karkonosze. Potem dowiedział się o ściance w Borowiczkach i tu poznał resztę kolegów. Przez dwa lata od powstania ten obiekt świecił pustkami, a teraz ustawiają się przed nią kolejki chętnych. To zasługa członków klubu, jak również pomocy ze strony szefowej MZOS-u Anety Niedzielskiej. – Skoro po 20 osób czeka, aż zwolni się miejsce na ścianie, to znaczy, że ten sport zaczyna być w Płocku modny – cieszy się Krzysztof Rychlik. Stąd też pomysł klubu na otwarte zawody wspinaczkowe, w których mogą wziąć udział wszyscy chętni bez względu na wiek, czy znajomość tematów wspinaczkowych. – Warto byłoby rozbudować ścianę w Borowiczkach – zapala się Michał, który zdradza, że do klubu o poradę zwrócili się też studenci Politechniki Warszawskiej, którzy chcieliby mieć własny punkt wspinaczkowy.
Zdobywają szczyty i zamki Członków klubu spotkamy nie tylko w Płocku. Czasem spontanicznie udaje się skrzyknąć ekipę kilkunastu osób na weekend w skałkach. Najbliżej mają do Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Można tam dojechać w 3-4 godziny. Jura to 150 km. Po drodze jest kilka ciekawych miejsc: Mirów, Ogrodzieniec oraz skałki, gdzie kręcone były sceny z „Demonów Wojny”. Polskie tereny „grały” w roli Chorwacji. – Na ostańcach wapiennych zachowały się zamki. To dodatkowa atrakcja turystyczna zwłaszcza dla rodzin, które ze sobą zabieramy – mówi Jacek. Przy okazji takich wypadów czasem i rodzinie udaje się połknąć bakcyla. Syn pana Jacka ma 10 lat. Też zaczyna się wspinać. – Podjąć decyzję o wyjeździe pomaga nam wykwalifikowany meteorolog, który jest w naszym klubie. Paweł vel „Meteo” stawia prognozy. Nie zawsze się sprawdzają, ale i tak mu wierzymy i jedziemy – śmieją się pasjonaci wspinaczki, zapewniając, że cały dzień w skałkach, to o wiele lepsza rozrywka niż leżenie na plaży nad morzem. – Tu nie trzeba myśleć o prasowaniu ciuchów, czy układaniu fryzury. Wieczorem piecze czerwona od słońca twarz. Do szczęścia potrzebna jest nam jeszcze tylko karimata albo nocleg na sianie w stodole. Tak ładujemy bateryjki. Nie myślimy o problemach. Mamy pełny relaks – przekonuje Michał. Obok Jury towarzystwo wspinaczkowe zachwala też m.in. Kotlinę Jeleniogórską, Szklarską Porębę, Kotlinę Kłodzką i nieco inne w charakterze okolice Krosna, czy kamieniołomy dolomitowe pod Kielcami. – Oczywiście za granicą jest jeszcze lepiej. Słowacja, Włochy, Słowenia, Bałkany, Chorwacja – zachwalają członkowie klubu. Ich relacje wraz z fotoreportażami z wyjazdów bliższych i dalszych można znaleźć na ich stronie internetowej.
Będę miał co wspominać na starość... Po co to wszystko? – Biorę plecak. Nocuję na kwaterach i cieszę się z wycieczki. Będę miał co wspominać na starość – mówi Jacek. Wspinaczka poza adrenaliną we krwi pomaga też lepiej radzić sobie ze stresem w codziennym życiu. To ciągłe zmaganie się ze słabościami fizycznymi i psychologicznymi. Człowiek uczy się też odpowiedzialności za siebie i za kolegę, z którym zdobywa szczyty. Jest związany liną na śmierć i życie. – Nie warto wspinać się do granic wytrzymałości. To może się skończyć nawet odejściem z tego świata na zawsze – ostrzega Michał. W Płockim Klubie Wysokogórskim są też grotołazi, nurkowie, narciarze, czy kolarze górscy. Są tutaj prywatni przedsiębiorcy, pracownicy firm elektronicznych, Orlenu, inżynierowie, przedstawiciele firm ubezpieczeniowych, a nawet dwóch strażaków. Jest też kilka dziewczyn, które dorównują wszystkim panom. Klub wspiera swoich członków, którzy planują wyprawy zagraniczne np. na trekking w Himalaje. – Wyposażamy w sprzęt, pomagamy zdobyć sponsorów, bo indywidualnie ciężko ich pozyskać – zaznaczają i czekają na ludzi z pomysłami, którzy chcą -tak jak oni – żyć z pasją. Blanka Stanuszkiewicz
|
|
|
|
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Tygodnik Płocki nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Ten artykuł nie był jeszcze komentowany
|
Dodaj komentarz
|
|
NBP Portal |
|
|
|
|
Wiadomości |
|
|
|
|
Polecamy |
|
|
|
|
Zajrzyj i skorzystaj |
|
|
|
|
Sport w obiektywie |
|
|
|
|
Miasta, Powiaty i Gminy |
|
|
|
|
REKLAMA |
|
REKLAMA 
|
|
|
Telefon dyżurny TP |
|
|
|
|
Ciekawe Linki |
|
Szkoły uczelnie:
Polecamy
Internet
Informacje
Nieruchomości
|
|
|
Informator Mazowiecki |
|
Szpitale, Apteki , Urzędy,
Tel. alarmowe, Kluby, puby, restauracje,
Taksówki, Baseny, Ośrodki Kultury
w Płocku, Sierpcu, Gostyninie oraz Kutnie
|
|
|
Konkurs dla szkół |
|
|
|
|
Kontakt |
|
|
|
|
|