anal pump

Zbrodnia opisana ze szczegółami

Sławomir K. pierwotnie twierdził, że nie popełnił przestępstwa. Dopiero po roku od aresztowania i operacji tętniaka głowy przyznał się do winy. Ze szczegółami opisał to, co działo się z Krzysztofem Olewnikiem po porwaniu. W zeznaniach zanotowanych przez funkcjonariuszy olsztyńskiego Centralnego Biura Śledczego znalazł się też szczegółowy opis zabójstwa. Rozpoczynając składanie zeznań przed płockim sądem, Sławomir K. przeprosił rodzinę Krzysztofa Olewnika za wyrządzone zło.

– Początkowo nie przyznawałem się winy. Ale wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju. Zdałem sobie sprawę, jak wielkie zło wyrządziłem rodzinie Olewników. Dlatego przepraszam i proszę o wybaczenie. Były na mnie wywierane naciski przez Wojciecha F., który pobił mnie, gdy powiedziałem, żeby uwolnić Krzysztofa Olewnika – mówił przed sądem Sławomir K.
To ten mężczyzna wraz z Robertem P. został oskarżony o zabójstwo porwanego w październiku 2001 roku Krzysztofa Olewnika. Sławomir K. nie brał udziału w porwaniu. Jednak z jego zeznań odczytanych przez sąd wyłania się opis zbrodni zaplanowanej z zimną krwią. Sławomir K. przyznał się do stawianych mu najpoważniejszych zarzutów, w tym do udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i zamordowania Krzysztofa Olewnika.
Grupą, która w nocy z 26 na 27 października 2001 roku uprowadziła K. Olewnika kierował Wojciech F. Popełnił on samobójstwo w areszcie, kilka miesięcy po tym, jak Sławomir K. zaczął składać zeznania. Na pomysł porwania i wymuszenia okupu wpadł Ireneusz P. To na podstawie jego wypowiedzi K. wywnioskował, że Olewnik był obserwowany od dłuższego czasu.
– Mogliśmy go „zawinąć”, kiedy wracał sam pijany z dożynek. Nikt o niczym by się nie dowiedział – miał powiedzieć P.
Feralnej nocy porywacze obserwowali dom 25-letniego wówczas Krzysztofa Olewnika. W budynku trwała impreza, na której bawiło się kilkunastu policjantów. Już w jej trakcie Wojciech F. wszedł do domu przez otwarte drzwi balkonowe i ukrył się wewnątrz. Gdy ofiara została sama, szef porywaczy wpuścił pozostałych. Uprowadzony mężczyzna był do chwili podjęcia okupu przez porywaczy przetrzymywany na działce należącej do Wojciecha F. w Kałuszynie, w powiecie mińskim.
– Nie było mnie przy porwaniu. O wszystkim dowiedziałem się następnego dnia, ale nie wiedziałem, że to chodzi o Krzysztofa Olewnika. Dzień po tym jako doszło do porwania, przyjechałem do pracy do Wojciecha F. On zapytał mnie czy nie wynajmę jego domu w Kałuszynie. To był budynek do całorocznego zamieszkania. Zgodziłem się. F. powiedział tylko, że będzie tam robił różne rzeczy. W tym czasie u F. Artur R. naprawiał rurę wydechową poloneza – opowiadał Sławomir K.
Jak się później okazało, rura została urwana w trakcie porwania Olewnika, gdy polonez wpadł do rowu tuż pod domem ofiary. Następnie Sławomir K. uczestniczył w przewożeniu uprowadzonego mężczyzny z miejscowości Olszewica na działkę w Kałuszynie. – W Kałuszynie pomogliśmy wysiąść z poloneza mężczyźnie, który miał skute ręce i założoną na głowę kominiarkę z zalepionymi otworami na oczy – opowiadał śledczym Sławomir K.
Mężczyzna został sprowadzony do pomieszczenia przy podziemnym garażu, gdzie Wojciech F. zamontował w ścianie metalowe pręty, do których przyczepił dwa łańcuchy. Jeden założył Krzysztofowi Olewnikowi na szyję, drugi na nogę. W pomieszczeniu był materac, poduszka, koc, telewizor, radio, lampka. Porywacze pilnujący ofiary obserwowali wnętrze „celi” przez kamerę przemysłową podłączoną do telewizora w części mieszkalnej.
Zamordowali, gdy mieli okup
W Kałuszynie Krzysztof Olewnik przebywał jeszcze przez kilka tygodni po podjęciu przez porywaczy okupu.
Od chwili porwania, porywacze kontaktowali się z rodziną ofiary. W zamian za uwolnienie mężczyzny żądali okupu. Początkowo zastanawiali się nad dolarami, ale był to akurat okres wprowadzenia do powszechnego obrotu euro. Porywacze bali się jednak, że rodzina współpracuje z policją i operacja przekazania pieniędzy może być kontrolowana. Robiono nawet próby, czy rodzina Olewników nie jest obserwowana przez policję. W końcu, 24 lipca 2003 roku porywacze podjęli pieniądze. Dokładnie opisał to w swoich zeznaniach Sławomir K., który był jednym z tych, którzy pieniądze liczyli i sprawdzali czy w paczkach nie ma zamontowanych nadajników GPS. Mając 300 tysięcy euro, porywacze zaczęli planować przeniesienie Olewnika do innej kryjówki. W tym celu kupiono działkę w okolicach Zbądza pod Różanem. Tam wykopano szambo, w którym dalej przetrzymywano porwanego.
– F. i P. od jakiegoś czasu planowali zamordowanie porwanego. O tym, że zrobimy to ja i Robert P., zdecydował Ireneusz P. Powiedział, że skoro nie było nas przy porwaniu, to zabijemy – opowiadał śledczym Sławomir K.
P. i K. wywieźli ofiarę z działki na oddalone o pięć kilometrów wysypisko śmieci. Tam Robert P. skrępował Krzysztofowi Olewnikowi ręce i nogi. Na głowę założył kominiarkę oklejoną taśmą i kilka foliowych worków. Robert P. przytrzymywał głowę ofiary, żeby nie docierało powietrze, leżąc na klatce piersiowej mordowanego. Sławomir K. trzymał nogi. Gdy porwany już nie żył, zabójcy zakopali go w przygotowanym dole. Następnie wyczyścili szambo, w którym był przetrzymywany.
– Potem pojechałem do Wojciecha F. i powiedziałem że to już koniec. Wtedy on wymyślił, że zadzwoni do rodziny i powie, że za karę Krzysztof wróci dopiero za dwa lata i żeby go nikt nie szukał – dodał Sławomir K.
Proces przed płockim Sądem Okręgowym potrwa przynajmniej kilkanaście tygodni. Na ławie oskarżonych zasiada łącznie 10 osób. Oprócz stworzenia grupy przestępczej w celu uprowadzenia Krzysztofa Olewnika, prokuratura zarzuca im szereg różnych przestępstw. Chodzi głównie o kradzieże i włamania. Jednak część z oskarżonych ma też na sumieniu napad na domek jednorodzinny w Teresienie, gdzie po sterroryzowaniu matki i jej trójki dzieci, zmusili torturami kobietę, żeby wyjawiła im, gdzie są przechowywane pieniądze i kosztowności.
Jacek Danieluk

Zobacz kolejny artykuł

Rektor PWSZ w Płocku stawia ultimatum

Rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Płocku prof. Maciej Słodki poprosił prorektorów uczelni o rezygnację …