Najnowsze informacje
anal pump

Zagrożenie coraz bliżej

Gdy dwa tygodnie temu pisaliśmy o ptasiej grypie w Rosji i Kazachstanie, nie wiedzieliśmy, że lada moment wirus pojawi się w Europie. Pojawił się już w Turcji i prawdopodobnie w Rumunii. Wprawdzie główny inspektor sanitarny zapewnia, że w Polsce niemal nie istnieje zagrożenie szerzenia się ptasiej grypy wśród ludzi, ale bezustannie mutujący się wirus może wszystkich zaskoczyć.
W ostatnich latach zanotowano około 120 przypadków zachorowania na ptasią grypę, wszystkie w Azji Południowo-Wschodniej. Zachorowali ludzie, którzy mieli kontakt z żywymi lub martwymi zarażonymi ptakami. Ptasi wirus ma zdolność do licznych mutacji. Zagrożenie dla ludzi wystąpi, gdy połączy się on z wirusem grypy ludzkiej. Jeśli testy potwierdzą obecność wirusa ptasiej grypy w Rumunii, wtedy będzie istniało duże zagrożenie, że przeniesie się on do Polski. Ptaki u których wykryto chorobę w Turcji, nie stanowią zagrożenia dla Polski, gdyż na Turcji kończą swój przelot z Syberii.
Andrzej Chrzanowski, właściciel fermy brojlerów w Mirosławiu (gmina Słupno) mówi, że jako hodowca nie boi się ptasiej grypy: – Większe zagrożenie będzie na wiosnę, kiedy nastąpi przylot gęsi z terenów, na których występuje wirus – przekonuje. – Ptasia grypa nie zagraża bezpośrednio fermom drobiarskim, ponieważ drób trzymany jest na nich w zamknięciu. Obecne zagrożenie zbiegło się z kontrolą ferm, jaką w tych sprzedających drób do płockiego Sadrobu mają niebawem przeprowadzać przedstawiciele Unii Europejskiej. Musimy spełniać bardzo rygorystyczne przepisy sanitarne, łącznie z systematycznym badaniem ptaków. Wirus zaraz zostałby więc wykryty.
Okazuje się, że na ptasiej grypie też można zrobić interes. Do właścicieli ferm już docierają firmy sprzedające urządzenia, które na przykład za pomocą określonych dźwięków odstraszają ptaki, a są m.in. wykorzystywane na lotniskach: – Na razie ich nie potrzebujemy, ponieważ większego zagrożenia nie ma, choć profilaktycznie zakazano importu mięsa drobiowego z Turcji i Rumunii. Przecież gdyby jednak miało dojść do rozprzestrzenienia się choroby w Polsce, trzeba zmniejszyć jej ewentualne skutki. Do tego typu zjawisk trzeba bowiem podchodzić z pokorą – dodaje A. Chrzanowski.
Zdaniem Teresy Szpakowicz, dyrektor wydziału rolnictwa w Starostwie Powiatowym w Płocku, lepiej dmuchać na zimne, niż potem zostać zaskoczonym: – Gdyby wirus ptasiej grypy zaatakował polskie ptactwo domowe, byłaby tragedia. Ptaki musiałyby zostać wybite, z tym wiąże się wypłata odszkodowań, a z kolei duże zakłady drobiarskie nie mogą się o nie ubiegać.
Z Jackiem Gruszczyńskim, powiatowym lekarzem weterynarii w Płocku rozmawialiśmy w ubiegłym tygodniu. Powiedział, że decyzję o zakazie handlu drobiem na targowiskach w Płocku oraz powiecie płockim i gostynińskim podejmie po ewentualnej decyzji głównego lekarza weterynarii. Na razie nie ma takiej konieczności.
A ten w ogólnopolskich mediach zapowiada, że jeśli wirus ptasiej grypy zostanie wykryty w Rumunii, natychmiast złoży wniosek o zakaz sprzedaży żywego drobiu na targowiskach w całej Polsce oraz zakaz organizowania wystaw ptaków. Następne zagrożenie wystąpi wiosną przyszłego roku, podczas kolejnego okresu migracji ptaków.

(eg)

Zobacz kolejny artykuł

Rektor PWSZ w Płocku stawia ultimatum

Rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Płocku prof. Maciej Słodki poprosił prorektorów uczelni o rezygnację …