Najnowsze informacje
anal pump

Wyprawa na trotkę

Łosoś, troć, pstrąg – same nazwy tych ryb wywołują w niejednym wędkarskim sercu podniecenie. Zamykamy oczy i już biegniemy gdzieś myślami po dalekiej Alasce, goniąc niczym niedźwiedzie wypasione, piękne, cudownie żywe łososie. I choć zabrzmi to jak herezja, to i tak wcześniej czy później zatęsknisz za naszymi wodami. Przebudzenie, czy może inaczej obranie z marzeń następuje zazwyczaj po przeanalizowaniu kosztów takiej wyprawy. Bo pomimo wydanych tych paru tysięcy zielonych, nie mamy gwarancji na udany połów.
Poza, z pewnością, niezwykłymi walorami przygodowymi i widokowymi stwierdzimy gdzieś w sercu, że nasze salmonidy nie są przecież gorsze. Podzieliłbym tu nasze propozycje na dwie części. Tak samo jak i nasz regulamin daje dwa wymiary ochronne pstrąga, tak i ja podzielę swój tekst. Nie będę pisał o wstępujących do naszych wód bałtyckich trociach czy łososiach, bo uważam, że nie powinny te ryby mieć ani okresu ani wymiaru ochronnego. Prawie cała populacja tych ryb pochodzi ze sztucznych zarybień, więc dlaczego wprowadzać jeszcze ograniczenia. Wędkarze zapłacą z chęcią za licencje, hotele, parkingi, tylko im na to pozwolić. Z tych funduszy zarybić (bo przecież część kasy na zarybienia pochodzi z naszych składek) i pozwolić łowić. Będą wędkarze, będzie i ruch w bazie turystycznej, ożyją martwe hotele i pieniądze popłyną wraz z płynącymi rzeką łososiami.
Ale cóż nam po tym, skoro w naszej Wiśle prawdopodobieństwo złowienia troci jest tak znikome, że nawet w snach trudno przywołać to zdarzenie. Tama we Włocławku, która wzbudza tak wiele dyskusji, jest zaporą nie tylko dla wody ale i dla ryb. Można sobie pozwolić na luksus stwierdzenia, że gdyby nie ona to my byśmy łowili. Dla wytrwałych pozostaje Drwęca, najbliższa duża rzeka ze sporym stadem troci i łososia. Pierwszy stycznia już za pasem więc może warto pomyśleć o tej wyprawie.
Mnie jakoś szczęście nie dopisuje do dziś i niestety nie mogę pochwalić się choćby jedną złapaną rybą, ale oczy moje nie kłamią. To co widziałem, słyszałem nie od obcych, ale od swoich kolegów z Płocka, przyprawia o ból głowy. I choć nieraz stawiałem sobie pytanie, dlaczego to nie ja dziś złowiłem, to i tak zawsze, gdy jadę drogą do Lubicza k/Torunia, myślami podbieram swoją trotkę. Warto poświęcić nieco czasu i pieniędzy na te wyprawy, bo takich ryb nie łowi się na zamówienie. Dziesięciokilogramowa sztuka potrafi sponiewierać najlepszego łowcę a najlepszy z najlepszych może bardzo długo nie oglądać najmniejszego nawet ogona.
Przynęty główne to: woblery we wściekłych agresywnych kolorach, mocno pracujące wahadłówki, duże przeciążone obrotówki typu long i wszędobylskie gumy. Każdy według swoich upodobań znajdzie dla siebie metodę i tylko od grubości naszego portfela zależy, czym i jak łowi. Trotka jest nieprzewidywalną rybą, dla której nie istnieją żadne preferencyjne przynęty. Bije w to co lubi, lub w to co ją zdenerwuje. Pewnikiem nie zasmakujesz tej przyjemności walki, jeżeli nie pojedziesz. Dlatego serdecznie namawiam wszystkich na posylwestrowe łowy, bo przecież rok długi przed nami, a tematów do opowieści z pewnością nie zabraknie.
Obowiązkiem każdego wędkarza jest wykupienie indywidualnego zezwolenia na połów ryb w rzece Drwęcy, która należy do okręgu Toruńskiego PZW. Aby ją nabyć, należy wykupić wpierw kartę wędkarską w macierzystym kole. Licencja ta ważna jest zazwyczaj tylko jeden dzień, i będąc na łowisku należy mieć ją imiennie wypełnioną. Każdy z okręgów ma prawo wprowadzić własne ograniczenia w połowach i dlatego przy wykupieniu warto się o te przepisy zapytać.
A. Piegat

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …