Najnowsze informacje
anal pump

Strzelają do kotów z kuszy

Obrazek z osiedla Na Skarpie. Młody chłopak skutecznie celuje z łuku. Przeszył na wylot szyję kotce. Kolejny kociak dostał w brzuch. Z bólu miotał się jak oszalały. Wystający, długi grot wbijał się coraz głębiej. Obserwujący zabawę syna ojciec, nakrył kociaka wiadrem. Pociągnął za wystającą spod plastiku strzałę. Wyszła razem z wnętrznościami kotka.
Zdarzenie widziało kilku świadków. Zaalarmowali płockie koło Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. – Dziką kotkę z wielkim trudem udało się złapać w piwnicach jednego z bloków. Trafiła błyskawicznie do gabinetu weterynaryjnego na stół operacyjny. Na szczęście okazało się, że strzała nie przebiła krtani. Kotkę wysterylizowaliśmy i wróciła na wolność – mówią obrońcy praw zwierząt.
Tego szczęścia zabrakło kociakowi. Ugodzonego i okaleczonego nieszczęśnika mężczyźni puścili wolno. Przez kilka dni nie wychodził ze swojej kryjówki. – Kiedy go znaleźliśmy, jego stan był tragiczny. W ranę wdała się martwica. Dodatkowo zwierzę żywcem zżerały robaki. Pomimo interwencji nie udało się go uratować – tłumaczy Maria Szygoska, szefowa płockiego TOZ-u.
W tej sprawie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami złożyło doniesienie na oprawców do płockiej prokuratury. Mowa w nim nie tylko o popełnionych czynach, ale też o nieudzielaniu pomocy rannym zwierzętom. Obecnie trwa dochodzenie policji. W ostatnich latach, po licznych i udokumentowanych wypadkach znęcania się nad zwierzętami wymiar sprawiedliwości surowo podchodzi do winowajców. Przepisy za szczególne okrucieństwo nakazują karę pozbawienia wolności do dwóch lat.
Dzieci na śmieci
W płockim sądzie tego typu sprawy pojawiają się nie po raz pierwszy. Obecnie przedstawiciele TOZ-u domagają się sprawiedliwości za wyrzucenie do śmieci ośmiu nowo narodzonych szczeniaków. To historia jakich wiele. Mieszkance jednego z bloków oszczeniła się suka. W miocie było 9 piesków. Kobieta jednego zostawiła w domu, a osiem wrzuciła do zsypu z ósmego piętra. Popiskujące maluchy znalazła sprzątaczka. Trzy nie przeżyły nocy. Pozostałe i tak trzeba było uśpić, bo nikt nie chciał się nimi zająć. – Gdybyśmy wcześniej dowiedziały się o sprawie, nie dopuściłybyśmy do tego – tłumaczy szefowa TOZ-u.
Interweniuje w każdej sytuacji, a tych z dnia na dzień jest coraz więcej. W zeszłym tygodniu pod śmietnikiem jednego z hoteli pod Płockiem dziewczyna znalazła zawiązany worek. Tkwiło w nim 7 małych kociąt. Po uwolnieniu z pułapki rozpierzchły się błyskawiczne. Były jednak tak głodne, że kobiecie udało się je wyłapać dzięki przynęcie z jedzenia. Trafiły do TOZ-u. Podobnie jak i dwa 3-miesięczne kociaki, które podrzucono do klatki schodowej jednej z kobiet, która dokarmia zwierzęta w piwnicach. Miłośniczka zwierząt była roztrzęsiona, bo okazało się, że jednego z nich ktoś dla zabawy zamknął w skrzynce gazowej.
– Zabraliśmy też kotkę z 4 maluchami z piwnicy, gdzie wszystkie koty zostały wytrute. Przebywają aktualnie w piwnicy u dziewczyny, która dokarmia dzikie koty. Pomieszczenie jest ciemne, nieco światła daje małe okienko, ale i tak cały czas panuje tam półmrok. Dziewczyna chodzi je karmić z latarką – opowiadają kobiety z TOZ-u.
W ten oto sposób płockie koło Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami ma już 27 kotków w wieku od 1 do 3 miesięcy. Do tego dochodzą dorosłe koty i porzucane psiaki. Cały ten zwierzyniec szuka domu i nowych właścicieli. Niestety, jest to trudne zadanie, ale w TOZ-ie wierzą, że czasem zdarzają się cuda.
– Nie mamy żadnego wsparcia, ani żadnych dotacji. Z własnych środków odrobaczamy kocięta i w miarę możliwości sterylizujemy dorosłe koty. Na szczepienia już nas nie stać. Czekamy na każdą pomoc – apeluje Maria Szygoska.
Koteczka, którą ktoś
kopnął w pyszczek
Panie zrzeszone w stowarzyszeniu nie czekają jednak z założonymi rękami. Nowych domów dla „znajd” i „przybłęd” o wielkiej potrzebie miłości do nowego właściciela szukają na portalach internetowych. Na „Naszej Klasie” pojawiają się cyklicznie zdjęcia kolejnych zwierząt z opisami: „Dima jest super „miziakiem”, mruczkiem i przytulaskiem, natomiast Mysia to straszny cykor”, albo „Buźka, to koteczka, którą ktoś kopnął w pyszczek lub dostała kamieniem. Jest już po zabiegu i ma oczyszczoną ranę. Dobrze reaguje na leczenie antybiotykiem, rana ładnie się goi, ale kość nosową ma zmiażdżoną i przesuniętą pod oko. Może będzie trzeba operować. Na razie nie wiem, czekam, aż się wygoi”.
– Podajemy też numery telefonów, pod którymi ludzie mogą zgłaszać się w sprawie adopcji. Często dzwonią, ale by oddać nam kolejne zwierzęta, a nie je od nas zabrać – mówi Maria Szygoska. Już jej to nawet nie dziwi. Doskonale zna płockie realia. Jest część ludzi, którym szkoda zwierząt i chętnie im pomagają, ale jest też sporo takich, którym przeszkadza nawet to, że ktoś inny dokarmia bezpańskie koty w piwnicach. Mimo tego wraz z pozostałymi koleżankami nie zamierza się poddawać. Choć nie mają wsparcia finansowego sponsorów, interweniują, gdy zwierzętom dzieje się krzywda i przygarniają je do siebie. Płocki TOZ staje w sądzie, by ludzie znęcający się nad zwierzętami zapłacili za swoje bestialstwo. W tym wszystkim miłośniczki braci mniejszych nie tracą kontaktu z ludźmi na rzecz świata zwierząt.
I musi być ktoś taki w Płocku, skoro inni widząc potrąconego przez samochód psa, będą mu współczuć, ale nie udzielą pomocy, bo nie wiedzą, co, gdzie, jak? Panie pomagają bezpańskim kotom, ale nie są za tym, żeby było ich więcej w mieście. Wystarczyłaby – tak jak się dzieje w innych miastach – pula pieniędzy na sterylizację bezpańskich zwierząt, przeznaczonych dla Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Tego niestety w Płocku brak. A może coś się jednak zmieni? Może ktoś pomoże? Tel. do TOZ 0 509 749 367 lub 603 238 567.    
BeeS

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …