Najnowsze informacje
anal pump

Sto lat w deszczu i słońcu!

Żyj bezstresowo i kochaj ludzi. Do życia podchodź z humorem. Jedz, na co masz tylko ochotę. Stosując się do tych rad możesz dożyć pięknego wieku. Nie wierzysz? Tak postępowała Zofia Sadowska i właśnie skończyła 100 lat.

To piękny i dostojny wiek, a w przypadku tej seniorki dodatkowo bardzo pogodny. Wciąż tryska dobrym humorem i nie marnuje okazji do czerpania z życia wszystkiego, co najlepsze. Podczas swoich hucznych urodzin, choć na wózku, to tańczyła ze wszystkimi wnuczkami, a ma ich siedemnaścioro. Uściślijmy, że na urodzinach protoplastki rodu bawiło się jeszcze m.in. 25 prawnucząt i 4 praprawnucząt.
– Życie naszej kochanej jubilatki czasami było ciężkie, ale zawsze po niepogodzie wychodzi przecież słońce, które rozświetla promykami i ogrzewa ciepłą, serdeczną i uśmiechniętą twarz babci Zosi – mówi wnuk Piotr Cak.
Zofia Sadowska urodziła się w 1909 roku w Leszczynie Księżym, gm. Bielsk. Była najmłodsza z szóstki dzieci Franciszka i Julianny Jankowskich. Gdy miała cztery lata zmarła jej mama. Opiekę nad małą Zosią przejęło starsze rodzeństwo.
Po skończeniu 12 lat trafiła do leszczyńskiego dworu. Pracowała tutaj jako pokojówka. Wyszła za mąż w wieku 16 lat, co w tamtych czasach było normą. Z Walentym Sadowskim stworzyli szczęśliwe małżeństwo. Szybko doczekali się córeczki. Prowadzili wspólnie gospodarstwo. Czas mijał na pracy na roli. Na świecie pojawiło się jeszcze pięć córek.
Ciemne chmury nad rodziną pojawiły się w czasie II wojny światowej. Państwo Sadowscy pomagali partyzantom. Byli bardzo ostrożni, mimo tego sprawa wyszła na jaw. Pan Walenty trafił do więzienia. Cudem uniknął śmierci i szczęśliwie wrócił do żony i córek. – Niestety, na początku lat pięćdziesiątych znów trafił do więzienia, oskarżany o wrogie nastawienie do ustroju. Celę dzielił z Władysławem Gomułką. W tym czasie babcia sama musiała sobie radzić z utrzymaniem siebie i córek na małym gospodarstwie. Nie było jej łatwo – wspomina rodzina.
Mąż w końcu wrócił do domu. Znów mogli prowadzić normalne, spokojne, rodzinne życie. Kolejne córki wychodziły za mąż. Na świat przyszło kolejne pokolenie – 17 wnucząt.
– Z sentymentem wspominamy czasy, kiedy dziadek i babcia mieszkali na wsi w Leszczynie Księżym. Dziadek znajdował czas, by zabrać nas na przejażdżkę bryczką a czasem nawet konno. Babcia zawsze dla nas miała świeże mleko oraz własnej roboty chleb z masłem – wspominają wnuki.
Pan Walenty zmarł w 1963 roku. Babcia Zosia nie miała sił na samotne prowadzenie gospodarstwa rolnego. Przeprowadziła się do najmłodszej córki. Mieszka z nią do dziś w Płocku. Na początku bardzo brakowało jej wsi, ale znalazła nowe, pasjonujące i dające wiele radości zajęcie, czyli opiekę nad wnuczkami.
W 2005 roku Prezydent RP mianował szeregowca Zofię Sadowską do stopnia podporucznika Wojska Polskiego. Jej mąż nawet pośmiertnie nie doczekał się żadnego uznania za swoje zasługi.
Przez cały czas pani Zofii dopisywało i wciąż dopisuje świetne zdrowie. Dziś ma jedynie większe problemy z poruszaniem się. To pozostałość po złamaniu stawu biodrowego, który przytrafił się kilka lat temu.
– To chyba życie tak babcię zahartowało. Przeżyła przecież dwie wojny światowe oraz wojnę bolszewicką. Przeżywała własne tragedie, ale nie straciła pogody ducha. Potrafi też całą rodzinę skupić wokół siebie i ją jednoczyć – mówi z dumą Piotr Cak.
Dzień imienin seniorki rodu jest też dniem zlotu rodzinnego. Wszyscy starają się być z panią Zofią tego dnia. Dzięki temu nie giną też w codziennej gonitwie rodzinne relacje. W setne urodziny pani Zofii nie mogło być inaczej.
Sama jubilatka przyznała, że to chyba jedne z najbardziej hucznych imprez w jej życiu. Odbyła się w jej intencji msza święta w Kościele Św. Jadwigi. Z wizytą w domu stulatki zjawił się Dariusz Zawidzki, zastępca prezydenta Miasta Płocka. Gratulacje przesłał również Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego, a także Piotr Zgorzelski, dyrektor Delegatury Urzędu Marszałkowskiego w Płocku.
Cała rodzina spotkała się na przyjęciu. Były tańce, tort i życzenia. Pojawiła się też refleksja, że żyjemy w czasach, w których ludzie boją się śmierci i obawiają się starości. Wystarczy jednak spojrzeć na uśmiechniętą stulatkę, by zrozumieć, że w życiu trzeba się cieszyć każdym nowym dniem. Trzeba mieć też nieustający apetyt na życie. Nie martwić się problemami, a w zamian fundować sobie przyjemności typu nowa fryzura, czy spowicie się mgiełką ulubionych perfum. Tak właśnie żyje pani Zofia, która jako seniorka rodu, ma jeszcze to szczęście, że wokół siebie skupia kochającą rodzinę.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska

Zobacz kolejny artykuł

Rektor PWSZ w Płocku stawia ultimatum

Rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Płocku prof. Maciej Słodki poprosił prorektorów uczelni o rezygnację …