Najnowsze informacje
anal pump

Skarby leżą na polu

9-letni Sylwester Łuniewski mieszka w Wólce koło Radzanowa. Często chodzi na pole w poszukiwaniu łusek nabojów z drugiej wojny światowej. Ku uciesze wielu okolicznych dzieci, sporo takich pozostałości odkrywa tutejsza ziemia. Tym razem chłopiec znalazł jednak przez przypadek coś szczególnego – przenośny ołtarzyk z XII lub XIII wieku. Czyżby 9-latek został odkrywcą skarbów? Swoje odkrycie, czyli pokryte zielonym nalotem plakietki z brązu, połączone zawieszkami, ozdobione postaciami świętych i motywami kwiatowymi, a do tego opatrzone łacińskimi napisami Sylwek pokazał domownikom. Jego mama była przekonana, że jest to szczególne znalezisko. Przypuszczenia się sprawdziły, gdy z synem udali się do Działu Archeologicznego płockiego Muzeum Mazowieckiego.
Kustosz dr Tomasz Kordala domniema, że jest to przenośny ołtarzyk z XII lub XIII wieku. Aby to jednak uściślić, eksponat zostanie przebadany.
– Przez 700 lat to znalezisko na pewno nie leżało na powierzchni ziemi. Ołtarzyk musiał być płytko osadzony i został wydobyty przez prace polowe. Przypuszczalnie na polu w Wólce nie ma więcej tego typu przedmiotów. Najprawdopodobniej ołtarzyk został przypadkowo zgubiony i znaleziony po siedmiu wiekach. Trzeba przyznać, że jest to ciekawe i niespotykane znalezisko. Niestety, w złym stanie. Jedna z plakietek jest złamana, druga na szczęście w miarę zachowana – tłumaczy dr Tomasz Kordala.
Miejsce znalezienia ołtarzyka zostanie naniesione na mapę. Sylwester Łuniewski przekazał zabytek do zbiorów muzealnych i tym samym został wpisany do ksiąg jako darczyńca. Chłopiec chodzi do III klasy Szkoły Podstawowej w Radzanowie. Ma nadzieję, że uda mu się jeszcze kiedyś znaleźć coś równie ciekawego. Na swoim koncie ma również odkrycie niemieckiej monety sprzed 60 lat.
Przekazanie do płockiego muzeum tego typu zabytków przez przypadkowych znalazców to w ostatnich latach rzadkość. Wcześniej zdarzało się, że ludzie przynosili gliniane naczynia, kiedyś nawet siekierkę z ery neolitu. Raz przy pogłębianiu Wisły pogłębiarki wydobyły z dna rzeki kość mamuta.
– Ludzie zapominają o tym, że tego typu rzeczy znalezione w ziemi należą do państwa i trzeba je odnieść do muzeum lub poinformować archeologów. Mówi o tym ustawa o ochronie dóbr kultury z 1962 roku z późniejszymi poprawkami – zaznacza kustosz.
Tymczasem prywatni kolekcjonerzy z wykrywaczami metalu grasują po polach i wyrywają z ziemi skarby, potem często sprzedają je na targach staroci. Jest to działanie rabunkowe. Do tego wydobywając różnego rodzaju zabytki, niszczą podłoże, które archeologom mogłoby zdradzić wiele tajemnic przeszłych wieków. Niestety, to niemożliwe żeby na każdym polu postawić ochroniarza.
Na znaleziska najczęściej natrafiają rolnicy podczas orki. Skarby nie muszą być głęboko położone, jak to pokazał przypadek znaleziska Sylwka. Z tego powodu poszukiwaczy skarbów nie brakuje. Dzieci jednak nie powinny bez opieki dorosłych same szukać naboi. O odkryciach często decyduje przypadek. Nie tak dawno, bo w 1970 roku, w Nowym Duninowie podczas prac związanych z budową zbiornika wodnego miejscowi natrafili na średniowieczne cmentarzysko. Ludzie chętnie odwiedzali to miejsce, szukając m.in. różnego rodzaju ozdób. Nikogo o tym nie informowali, a znaleziska zabierali do domu. Dopiero w 1990 roku jeden z mieszkańców przyniósł do Muzeum Mazowieckiego swoje „skarby”. Wtedy też historycy dowiedzieli się, jakie tajemnice kryje ziemia duninowska. Dobrze, że prawda wyszła najaw, chociaż późno. Ziemia wciąż kryje jeszcze wiele tajemnic. Mieści się w niej niewyczerpany rezerwuar skarbów. Ich poszukiwaczy również nie brakuje. To przecież takie ekscytujące zajęcie.

BeeS

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …