Najnowsze informacje
anal pump

Sekta działa jak kameleon

Z Ryszardem Nowakiem, przewodniczącym Komitetu Obrony przed Sektami, który przyjechał do Płocka na sympozjum naukowe pt. „Sekty – zamaskowane zniewolenie”, organizowane przez Koło Naukowe Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku, rozmawia Elżbieta Grzybowska.
O sektach było głośno na początku lat 90., potem sprawa przestała być modna, ucichła. Czy to znaczy, że sekty działają na marginesie życia społecznego?
– Medialnie może ucichła, dlatego że sekty się utajniły. Na początku lat 90. były otwarte: organizowały konferencje prasowe, szkolenia, sympozja, wychodziły na ulicę, żeby rozdawać ulotki. Teraz już tego nie robią, unikając dziennikarzy, jak gdyby się pochowały.
Dlaczego?
– Dlatego, że myślały, iż dziennikarze będą o nich pisali bardzo dobrze i w wielu przypadkach tak było. Później, gdy w gazetach coraz częściej pisano o dużym zagrożeniu, jakim są sekty, te zeszły do podziemia, a więc stały się jeszcze bardziej niebezpieczne. Trudno jest teraz rozszyfrować, bo stały się grupami tajnymi. Zmieniły swoje metody działania, są coraz bardziej bezwzględne, bo świat jest taki. Coraz więcej sekt stało się grupami terrorystycznymi.
Na przykład Bractwo Zakonne Himawanti, które zapowiedziało zamach na papieża, wysadzenie w powietrze Jasnej Góry. Takich grup jest jednak o wiele więcej, tylko że o nich mówi się bardzo dużo, bo obecnie jest proces przeciwko tej sekcie, zeznają jej byli członkowie, a więc dużo możemy się o ich działalności dowiedzieć.
Wyraz „sekta” pochodzi z łac. secare – ciąć, odcinać. Od czego odcina się sekta?
– To słowo ma kilka znaczeń. W Polsce wszyscy je rozumieją, wiedzą, że za nim kryje się jakaś niebezpieczna grupa, przed którą trzeba chronić nasze dzieci. Nie zgadzam się z opinią, że to złe słowo, uważam, że jest dobre. Na różnych szkoleniach mówię wprost: „sekta” i każdy wie, o co chodzi.
Wiele lat temu na plaży w Darłówku byłam świadkiem spektaklu, jaki przedstawiał ruch Hare Kriszna. Wszystko wyglądało bardzo malowniczo, ale ta sekta była oskarżona w Niemczech o nielegalny handel bronią.
– W porównaniu z innymi sektami Hare Kriszna jest dosyć widoczna. Wychodzą na ulice, tańczą, grają w bębny…
Wtedy łatwiej ulec ułudzie?
– Sekty działają jak kameleon. Dla nas, na zewnątrz, są uśmiechnięci, życzliwi, szczerzy i nam się wydaje, że spotkaliśmy wspaniałych ludzi, z którymi można się porozumieć, porozmawiać i że oni nam udzielą pomocy. A to tylko jest ułuda, bo tak naprawdę sekta nikomu jeszcze nie pomogła. Zaszkodziła – jak najbardziej, ale pomogła – nie. Mimo to wszyscy się na ten uśmiech sekciarzy nabierają i na to, że budzą zaufanie.
Sekty jednak się różnią. Na przykład Rodzina Miłości zmusza do uprawiania prostytucji nawet 13-14-letnie dziewczynki.
Czy oni działają w Polsce?
– Oczywiście, od początku. Na przykład Najwyższa Prawda chce zniszczyć cały świat, uważa, że wszyscy będziemy wolni i radośni dopiero wtedy, gdy zginiemy. Scjentolodzy przekonują, że będziemy szczęśliwi, gdy oni przejmą władzę nad całym światem. Co to oznacza, to wszyscy wiemy – zaraz będą obozy koncentracyjne, zamykanie do więzień niepokornych.
Kiedy słyszę słowo „sekta”, automatycznie przychodzi mi na myśl tzw. pranie mózgu. To niewątpliwie zmienia człowieka?
– Pojęcie „pranie mózgu” jest właściwe, ponieważ ludzie, którzy trafią do sekty, muszą wszystko zmienić w swojej głowie, udowodnić, że dotychczasowe życie było złe. Że Polska to zły kraj, że rodzice, którzy cię wychowywali, są źli, Kościół i szkoła są złe, wszyscy to są złodzieje, kłamcy i mordercy, dlatego trzeba o nich zapomnieć, wszystko, co było do tej pory, odrzucić. Tylko my jesteśmy ratunkiem, jesteśmy najlepsi, nas trzeba słuchać. To jest rzeczywiście pranie mózgu. Po pewnym czasie młody człowiek dochodzi do wniosku, że wszystko, co jest za bramą sekty jest złe i niebezpieczne, to wrogi świat. A przywódca sekty i jego członkowie to my – my jesteśmy wybrańcami, głosimy jedną prawdę.
Ile osób w Polsce żyje w sektach?
– Nie ma takich danych, nikt tego nie badał. Podejrzewam, że nikt tego nie zrobi, ponieważ nawet jeśli ankieter wejdzie do sekty, to i tak nikt mu nie powie prawdy, ponieważ sekty kierują się zasadą, że jeśli ktoś do nich nie należy, to można ich oszukać, okłamać, a więc ta statystyka będzie niewiarygodna.
Bardzo trudno się wydostać z zaklętego kręgu, jaki tworzy sekta.
– Owszem, poza tym człowiek po opuszczeniu sekty jest bezradny. Przykładem są byli członkowie Bractwa Zakonnego Himawanti, którzy zeznają przeciw sekcie. Te osoby są skazane na zagładę, na śmierć głodową, mimo że to osoby wykształcone, przed pójściem do sekty byli nauczycielami. Teraz nikt nie chce im dać pracy, nie mają gdzie mieszkać, bo sprzedali swoje mieszkania, wegetują, koczują na ogródkach działkowych i próbują jakoś przeżyć. Pisze o tym prasa. Osoby w sekcie, nawet jeśli chciałyby z niej uciec, po przeczytaniu czegoś takiego rezygnują, bo boją się śmierci na ulicy. Państwo nie potrafiło się zaopiekować tymi, którzy zeznają przeciwko sekcie. Gdyby taką troskę było widać, o wiele więcej osób opuściłoby sektę.
Czy nie sądzi Pan, że działalność niektórych ruchów w Kościele katolickim również nosi znamiona sekciarstwa?
– W każdej rodzinie znajdzie się czarna owca. Jest tak, że Kościół katolicki przez wiele lat kształci swoich księży, a później niekiedy przejmują ich sekty. Kilka lat temu, kiedy zbiorowe samobójstwo popełniła sekta w Afryce, okazało się, że tam byli również nauczyciele, policjanci i właśnie księża katoliccy. Trzeba się nad tym zastanowić.
Elżbieta Grzybowska

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …