Najnowsze informacje
anal pump

Rozwodnicy mają pierwszeństwo

W Wydziale Cywilnym Sądu Okręgowego gdzie nie spojrzeć na wokandę, wszędzie sprawy rozwodowe i separacje. One mają pierwszeństwo i odbywają się od rana. Potem, około południa, jest czas na odszkodowania, zapłaty i przyznanie rent. Pod jedną z sal rozpraw około trzynastej zaczyna się jednak robić niebezpiecznie tłoczno. Ustawili się głównie zestresowani małżonkowie (jeszcze) i ich świadkowie, ale też adwokaci i mecenasi pozarozwodowych spraw. Trudno uwierzyć, że jedna sprawa rozwodowa trwa od godziny 9.00 do 14.00. Przewidziany czas na rozprawę sięga 40 minut. W kolejce na wokandzie wypisane są jeszcze trzy rozwody, dwie sprawy o zapłatę i jedna o odszkodowanie.
Mecenas twierdzi, że to normalne w polskich sądach. Nikogo nie interesuje, że prawnicy mają jeszcze inne rozprawy zaplanowane w tym samym dniu. – Miałem raz rozprawę wyznaczoną na godzinę 12.00, a wszedłem o 17.00. Sprawa trwała 20 minut – mówi stojący pod salą adwokat, po czym sięga za telefon komórkowy i odwołuje kolejne spotkania.
A co dopiero mają powiedzieć ludzie, którzy przyjeżdżają w wyznaczonym terminie choćby z Żyrardowa? Czas w takich wypadkach wyjątkowo wolno płynie. Rozwodnicy nie chcą mówić o swoich problemach, inni wręcz przeciwnie.
– To moja pierwsza rozprawa. Po trzech latach nareszcie trafiła do sądu. Chodzi o odszkodowanie – zaczyna pani Joanna. Sprawa wydarzyła się trzy lata temu. Pani Joanna zaparkowała samochód na parkingu przed domem swojej córki. Nagły huk poderwał wszystkich na nogi. Domownicy rzucili się do okien. Ze stojących na parkingu aut została miazga. Staranowała je kierująca pojazdem 19-latka.
– Zatrzymała się dopiero na moim samochodzie – tłumaczy pani Joanna. – Cud, że przeżyła. Za samochodem stał betonowy słup. Gdyby w niego uderzyła, skończyłoby się tragicznie, a tak tylko mój środek transportu stoi w garażu
Okazało się, że dziewczyna jechała z koleżanką. Nie miała prawa jazdy. Kluczyki po kryjomu zabrała ojcu i ruszyła na szaloną wycieczkę. Po wypadku nie przyszło jej do głowy kontaktować się z poszkodowanymi. Towarzystwo ubezpieczeniowe, w którym klientką była matka dziewczyny, dokonało przelewu na konto pani Joanny 9 tys. zł. – Nie chciałam tych pieniędzy. Zrobili to na siłę. Szkody wycenione były bowiem na sumę opiewającą powyżej 30 tys. zł – tłumaczy poszkodowana.
Pani Joanna, schorowana inwalidka, pozostaje do dnia dzisiejszego bez pojazdu, który pomagał jej poruszać się po mieście. Nie stać jej na naprawę, więc obecnie jeździ taksówkami. To wszystko kosztuje. Czy ktoś za to zapłaci? Za jej utrapienie? Pogarszający się stan zdrowia? Szkody jakie poniosła? Prawnicy twierdzą, że trudno takie szkody zrekompensować.
Przedstawiciel ze strony towarzystwa ubezpieczeniowego nie mógł dłużej czekać na rozprawę. Poza tym okazało się, że do dziewczyny, która spowodowała kraksę, nie dotarło wezwanie. Podobno to wina listonosza, który go w porę nie dostarczył.
Prawnicy wykorzystują krótką przerwę sędziów. Uzgodnili, że przesuwają termin. Kolejne spotkanie w sądzie wyznaczono na 14 grudnia. To podobno błyskawiczny termin. Wcześniej bywało, że i pół roku przyszło czekać. Pani Joanna przyjęła zmianę terminu ze stoickim spokojem. To dopiero początek sądowych rozgrywek.
Choć z blisko dwugodzinnym opóźnieniem, dalej toczą się kolejne sprawy rozwodowe. Niestety, za zamkniętymi drzwiami.

BeeS

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …