Najnowsze informacje
anal pump

Rosjanie napiętnowali mięso

Od 10 listopada obowiązuje zakaz wwozu polskiego mięsa do Rosji. Rosyjskie służby weterynaryjne zakazem objęły import z Polski wołowiny, wieprzowiny, podrobów wołowych i wieprzowych, drobiu, farszu wołowego, a także świeżych mięsnych półproduktów. Szef Federalnych Służb Weterynaryjnych i Fitosanitarnych Rosji Siergiej Dankwert argumentował, że polscy przedsiębiorcy sfałszowali 24 świadectwa eksportowe. Tracą jednak wszystkie krajowe firmy z branży mięsnej, przekłada się to również na te regionalne. Może na tej sytuacji zyska klient, który będzie mógł kupić w sklepach tańsze mięso i wędliny? Strona polska jest zdziwiona decyzją Rosjan. Ministerstwo Rolnictwa natychmiast powołało międzyresortowy zespół kryzysowy pod kierownictwem podsekretarza stanu Lecha Różańskiego. Na bieżąco analizowany jest rozwój sytuacji. Odbyły się wizyty do Moskwy. Pomóc miała Unia Europejska. Niestety, embargo na polskie mięso to sprawa wciąż aktualna i nikt nie może sprecyzować terminu, kiedy zostanie zniesione.
Ministerstwo Rolnictwa informuje, że polskie władze już we wrześniu zareagowały na nieoficjalne jeszcze informacje o przypadkach fałszowania świadectw eksportowych. Wtedy główny lekarz weterynarii złożył doniesienie do prokuratury, a polskie władze przekazały wyjaśnienia w tej sprawie ambasadzie rosyjskiej oraz Komisji Europejskiej.
Warto dodać, że po wejściu Polski do UE Rosja już raz wstrzymała import mięsa z naszego kraju. Wprowadziła zasadę, że tylko rosyjscy inspektorzy mogli dawać uprawnienia eksportowe polskim zakładom. Na naszym terenie skontrolowali także branżę mleczarską – zakłady w Sierpcu i Łowiczu. W branży mięsnej do tej pory uprawnienia dostały 33 firmy. Eksport do Rosji to obecnie 3,5 % polskiej sprzedaży mięsa za granicę. Z danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi wynika, że od stycznia do sierpnia 2005 r. z Polski wyeksportowano w sumie blisko 324 tys. ton mięsa za ponad 582 mln euro. Z tego do Rosji trafiło 27 tys. ton za ponad 20 mln euro.
W listopadzie br. strona rosyjska zatrzymała polskie ciężarówki, którymi chciano wwieźć do Rosji mięso bez właściwych certyfikatów i nieznanego pochodzenia. Eksporterzy podawali, że przez Polskę płynęły podejrzane produkty mięsne, a w dodatku ze sfałszowanymi dokumentami, to spowodowało podjęcie drastycznej decyzji, by Polskę wykluczyć jako dostawcę mięsa dla Rosji. Obecnie Polska przygotowuje nowe procedury, które włączą wojewódzkich lekarzy weterynarii w system certyfikowania produktów przeznaczonych na eksport do Rosji.
Mimo tych działań, nie zmienia się trudna sytuacja firm mięsnych. Zablokowani potentaci, starają się zbyć swoje produkty na obstawionym już rynku krajowym. Stać ich na obniżki cen, z czego oczywiście niezadowolone są mniejsze zakłady, mające o wiele skromniejsze możliwości marketningowe.

Kury do Kazachstanu
Z naszych lokalnych firm mięsnych Płockie Zakłady Drobiarskie od trzech miesięcy eksportowały swoje produkty do Rosji. – Mieliśmy zamówienia na oryginalny towar. Rosjan interesowały drobiowe korpusy. Przez ostatni kwartał wysłaliśmy na Wschód 250 ton mięsa – tłumaczy Rajmund Paczko prezes zarządu Płockich Zakładów Drobiarskich „Sadrob” S.A.
O zakazie wwozu mięsa do Rosji firma dowiedziała się zanim wysłała kolejny transport. Z tego tytułu nie poniosła więc strat.
– Obecnie szukamy innych rozwiązań i nowych rynków zbytu. Teraz wysyłamy nasze produkty do Kazachstanu. Nie ponosimy strat. Większe zamieszanie było w przypadku niedawnej psychozy ptasiej grypy – mówi prezes „Sadrobu”.
Zmiana kontrahentów jednak kosztuje. Do tej pory wyroby drobiarskie trafiały bowiem z „Sadrobu” do Kaliningradu. Prezes przyznaje, że odległość jaką musiały pokonywać ciężarówki, była znacznie mniejsza niż do hurtowni na południu Polski.
Pośrednio z eksportem mięsa na Wschód związana była również firma „Olewnik”.
– Nasi pośrednicy współpracowali z Rosją. Dostarczaliśmy im tłuszcze twarde. W momencie ogłoszenia rosyjskiego embarga pojawiły się problemy – tłumaczy Dariusz Cichoracki, kierownik produkcji.
Pośrednik brał od firmy „Olewnik” 20 ton tłuszczu, głównie słoniny przemysłowej.
– Obecnie jest w patowej sytuacji, a nam ciężko sprzedać zamawiany systematycznie tłuszcz. Musimy go sprzedawać po niższej cenie w kraju. Stąd możemy po części ponosić straty z powodu szlabanu Rosji na polskie mięsa – dodaje Dariusz Cichoracki.

Mięsem w klienta
Nastawiony głównie na region „Peklimar” nie posiada certyfikatów, uprawniających do eksportu mięsa na Wschód. Jego udział w rynku krajowym sięga grubo poniżej 1%. W dziale marketingu dowiedzieliśmy się jednak, że szlaban mięsny ma wpływ na rynek krajowy i to bez względu na wielkość firmy. Choć obecne zawirowania są jednakowo wszędzie odczuwalne, to Peklimar wychodzi obronną ręką i stara się utrzymać dotychczasowych klientów.
Podobną taktykę przyjmują płockie Zakłady Mięsne S. A, które również nie eksportują do Rosji, ale bacznie się całej sytuacji przyglądają.
– Zakaz eksportu mięsa na Wschód odczuwają głównie duże firmy mięsne. Muszą gdzieś sprzedać swój towar i obserwujemy obecnie większy nacisk na rynek polski. Odczuwa się presję dużych producentów. Konkurencja zachęca klientów do kupna swoich produktów w niższych cenach. Zakłady Mięsne Płock funkcjonują już i tak na niskich marżach, są też zbyt małą firmą, żeby walczyć z „mięsnymi potentatami”. Stąd naszą metodą jest szczególna dbałość o wizerunek firmy oraz akcje promocyjno-reklamowe. Obecnie ze względu na sytuację promocje przedłużane są z kilku do 10 dni – tłumaczy Jan Hinz, dyrektor handlowy Zakładów Mięsnych Płock S.A. Obecnie sprzedaż w firmie przebiega zgodnie z planami. W połowie listopada było jednak zauważalne niewielkie zachwianie.

Nikt nie jest święty…
Zdaniem płockich specjalistów z branży mięsnej sprawa embarga na polskie mięso nie wyglądała aż tak dramatycznie, ale skutecznie rozdmuchały ją media. Stąd np. informacje o zakazie wwozu mięsa do Ukrainy wpłynęły na spadek cen żywca.
– Hodowcy zareagowali błyskawicznie. Gwałtowna wyprzedaż trwała kilka dni. Cena spadła wtedy z ok. 3,85 zł za kilogram na 3,45 zł. Potem sprawa wróciła do normy i ceny żywca znów poszły w górę. Był to zbyt krótki czas, żeby to zjawisko odbiło się na obniżkach cen mięsa, czy też wędliny w sklepach – zaznacza Jan Hinz, który w sprawie ostatnich rosyjskich zakazów uważa, że dotychczasowe kontakty narażone były na sankcje rosyjskich służb weterynaryjnych.
Nie jest tajemnicą, że przez wiele lat fałszowano dokumenty, żeby ominąć przepisy. Było to działanie za obustronnym przyzwoleniem i wiedzą. Zdaniem firm związanych z branżą mięsną, za 24 sfałszowane dokumenty powinni odpowiadać jedynie winni. Dodatkowo sytuacja pokazuje też, że konieczna jest większa przejrzystość procedur.
Tak to już w życiu bywa. Jeśli ktoś traci, to ktoś musi coś zyskać. W tej sytuacji trudno jasno osądzić, kto dobrze na tym wyjdzie. Polska straciła rynek zbytu, Rosja – polskiego kontrahenta, a klient niestety nadal będzie musiał płacić za mięso w sklepie, którego na pewno będzie w nadmiarze.

Blanka Stanuszkiewicz

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …