Najnowsze informacje
anal pump

Rolnicy nie są straceńcami

Rozmowa z Władysławem Serafinem – prezesem Krajowego Zarządu Związku Rolników,
Kółek i Organizacji Rolniczych w Warszawie.
Unia Europejska polskiemu rolnictwu pomoże czy zaszkodzi?
– Jak w każdym życiu doczesnym jedna rzecz nam pomaga, a druga może zaszkodzić.
Będzie więc lepiej czy gorzej?
– Unia dysponuje tyloma środkami, że dla większości rolników będzie lepiej. Nie chodzi tylko o skutki finansowe, ale o dostępność do technologii, o wiele ułatwień, również finansowych.
Jest Pan więc optymistycznie nastawiony do akcesji.
– Każde działanie jest obliczone na efekt dodatni, ale warunki, jakie stworzono polskim rolnikom, każą nam być pesymistami. Oczywiście rolnictwo musimy podzielić na dwie grupy: tych, którzy bez względu na ustrój chcą się rozwijać i jeśli będą umieli skorzystać z unijnych i krajowych środków nie są straceńcami, i na grupę malkontentów, dla których i manna z nieba to byłoby za mało.
Nie wydaje się Panu, że jednak malkontentów jest więcej?
– Tak, ale myślę, że powodem tego jest kulejący system informacji i przygotowania społecznego. Ja sam wiem niewiele więcej od rolników.
Jest opcja, żeby rolnicy, którzy będą chcieli swoje towary sprzedawać na rykach Unii, zaczęli się zrzeszać, tworzyć grupy producenckie, ale to wymaga zmiany mentalności.
– Rolnik od dziesiątków lat jest narzędziem w rękach polityków. Jedni próbują go do pewnych rozwiązań zmusić decyzjami politycznymi, a drudzy go teraz straszą. Przedtem straszyli kołchozami, kółkami rolniczymi, teraz straszą Unią Europejską. Z punktu widzenia historii, dla rolnictwa najlepszy był okres tzw. komunizmu, przymusowej kolektywizacji, bo wtedy chłopi umieli się zorganizować. Państwo było tak opiekuńcze, że wielu marzy o powrocie do tamtych czasów.
Ale przez tę opiekuńczość jeszcze przez wiele lat będziemy spłacać długi, które wtedy zaciągnięto.
– To absurd, co pani mówi. Nie ma wcale takich długów, one funkcjonują w całkiem innych obszarach, dziś są kilkakrotnie wyższe niż za komunistów, zatem strata, jaką ponieśliśmy przez wyprzedaż i zmarnowanie infrastruktury rolniczej jest większa niż kredyty w Moskwie czy Stanach Zjednoczonych. To slogany, które przetrwały w świadomości wielu z nas, łącznie z mediami. My rolnicy, jesteśmy poddani pewnej presji i żeby wygrać z UE, musimy ocenić szanse swoje i przeciwnika. Każdą wojnę wygrywa się przez zorganizowanie zaciągu, zmobilizowanie armii i parcie do przodu.
Trzeba jeszcze mieć pieniądze na broń…
– Nie oceniam rolnictwa jako solidarnie biednego. Połowa rolników jest w stanie inwestować, połowa egzystuje i wcale się w tym momencie nie różnimy od rolnictw innych krajów europejskich. Znając rolnictwo greckie czy portugalskie uważam, że mamy naprawdę wysoki poziom rozwoju, ale to ja stwierdzam, bo ja byłem w tej Grecji, byłem w tej Portugalii, ja umiem porównać, natomiast ci, co nie byli, mogą mnie zakrzyczeć i powiedzieć, że głupoty opowiadam.
Czy Pana zdaniem czeka nas powrót do spółdzielni rolniczych?
– Tak, rozumianych jako kolektyw pozytywny, a nie komunistyczny. Nie musimy się likwidować czy przekwalifikowywać. Małym gospodarstwom trzeba stworzyć bazę zaopatrzenia w dobrej SKR, kupimy sprzęt, zakontraktujemy 200 ha malin, kalafiora, buraka czy hodowlę zwierząt, to taka grupa producencka może być kapitalnym promotorem eksportu.
Ale grupa musi mieć lidera, który się tym zajmie.
– W każdym stadzie, nawet wśród baranów, musi być pierwszy baran. Jak się ktoś nie umie zachować, to następni go pożerają. Nie można dać się pożreć. Rynek to ciągła walka o przetrwanie. Trzeba się zorganizować, ufać sobie, a nie tylko usiąść w kącie i płakać, szukać winnych, lamentować.
I do tego wszystkiego trochę znać się na ekonomii.
– Dzisiaj każdy jest ekonomistą.
Co ostatnio udało się załatwić kółkom rolniczym dla rolnika?
– Myślę, że bardzo dużo. To rzeczy widzialne i niewidzialne.
Mówmy o widzialnych.
– Te widzialne to dopłata 7 groszy do litra mleka. W skupie interwencyjnym doprowadziliśmy do uzyskania dopłaty 120 zł do tony zboża. W ramach programu “linia R” setki tysięcy rolników kupiło już różne dobra, Mieliśmy też wpływ na to, że w Kopenhadze taką, a nie inną postawę, zajął rząd w kwestii dopłat bezpośrednich: nie 25 a 55 %. Organizowaliśmy mnóstwo konferencji, nacisków lobbingowych w Brukseli w strukturach związkowych. Przygotowaliśmy wniosek do rządu, w którym domagamy się, żeby rolnicy połowę należnej kwoty dopłat otrzymali już od lipca 2004 roku, czyli wtedy kiedy pieniądze w gospodarstwie będą najbardziej potrzebne. Odpowiedź ministerstwa rolnictwa jest pozytywna. Wszystko zależy od tego, czy system IACS będzie uruchomiony w maju i czy nauczymy rolników dobrze wypełnić wnioski.
Czy kółka włączają się w akcję szkoleniową?
– Tak, chociaż ARiMR zachowuje się trochę tak, jak wierzgający koń, jakby nie chciała do tego nikogo dopuścić. Przełamujemy te bariery. We Włoszech na przykład związki rolnicze wypełniają wniosek razem z rolnikiem. Państwo płaci za to związkom, dzięki temu mają środki na działalność promocyjną i szkoleniową. We Francji, Szwecji, Finlandii rządy zlecają związkom mnóstwo zadań.
Jedynym związkiem rolniczym, który odpowiada unijnym standardom i wymogom, są kółka rolnicze.
Ale straciliście ostatnio trochę członków.
– Rodzą się nowi. W kółkach ma miejsce pokoleniowe przeorganizowanie. Do zagospodarowania w rzeszach związkowych jest według moich obliczeń 10 mln rolników. Kółka rolnicze istnieją już 141 lat, mamy zarejestrowanych 22 tys. kółek, a w nich 1 mln 200 tys. członków.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała:
Elżbieta Grzybowska

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …