Najnowsze informacje
anal pump

Rodzina żąda najwyższej kary

Dopiero 6 listopada rozpocznie się proces osób podejrzanych o uprowadzenie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika. Sąd musiał przesunąć termin rozpoczęcia rozprawy, ponieważ część obrońców oskarżonych nie miała możliwości zapoznania się z aktami sprawy. Wszystko dlatego, że licząca 112 tomów dokumentacja krążyła pomiędzy Sądem Okręgowym w Płocku i Sądem Apelacyjnym w Warszawie. Trafiła tam najpierw w związku z przedłużeniem tymczasowego aresztowania, później z powodu zażaleń na areszt.
W ubiegłym tygodniu na ławie oskarżonych zasiadło 12 osób, w tym podejrzani o zamordowanie Krzysztofa Olewnika Sławomir K. i Robert P. Wśród oskarżonych nie było Wojciecha F., który popełnił samobójstwo w areszcie. Sprawę jednego z oskarżonych wyłączono do odrębnego postępowania.
W pierwszym dniu sąd zajął się rozpatrzeniem kilku istotnych dla całego postępowania wniosków. Oskarżycielami posiłkowymi w procesie będą rodzice zamordowanego Krzysztofa. Wszystkiemu będzie się przyglądał również przedstawiciel Warmińsko – Mazurskiego Stowarzyszenia na rzecz Bezpieczeństwa. Część obrońców chciała utajnienia procesu ze względu na dobro rodzin oskarżonych. Przeciwko temu byli pełnomocnicy rodziny ofiary oraz prokuratorzy. Także sąd nie przychylił się do tego wniosku. Podczas ubiegłotygodniowego posiedzenia sądu wyłączyli także do oddzielnego postępowania sprawę kolejnego z oskarżonych. Ostatecznie 6 listopada na ławie oskarżonych zasiądzie dziesięciu mężczyzn i jedna kobieta. Trzy z tych osób odpowiadają z wolnej stopy.
– To wszystko trwa już od 6 lat. Na ławie oskarżonych zasiedli jednak wykonawcy, wciąż nie ma tam zleceniodawców – powiedział Włodzimierz Olewnik.
Cały czas jednak prokuratura okręgowa w Olsztynie wyjaśnia, czy w sprawie porwania, a później zabójstwa Krzysztofa Olewnika doszło do zaniechania ze strony organów ścigania.
– Biegli, którzy badali listy i nagrania rozmów uważają, że za porwaniem Krzysia stoją osoby z policji lub powiązane z policją i prokuraturą. Zrobimy wszystko, żeby przed sądem stanęły także osoby, które to wszystko zaplanowały – powiedziała siostra Krzysztofa, Danuta.
Dramat najbliższych Krzysztofa Olewnika rozpoczął się sześć lat temu. W chwili porwania mężczyzna miał 25 lat. Zniknął w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. W mieszkaniu były ślady świadczące, że doszło do bijatyki. Tej samej nocy w domu Krzysztofa odbyła się impreza, w której uczestniczyło przynajmniej kilku funkcjonariuszy policji. Wszyscy pełnili wysokie funkcje. Z nieoficjalnych informacji wynika, że kilku innych na imprezę nie dotarło. Podobno Krzysztof Olewnik po zakończonym spotkaniu rozwoził przynajmniej część swoich gości. Czy już wtedy był obserwowany przez porywaczy, a jeśli tak, to dlaczego porwali go z domu, a nie gdzieś na trasie w lesie lub pomiędzy polami?
Spalony samochód porwanego znaleziono pod Łodzią. Według olsztyńskiej prokuratury, mężczyzna był przetrzymywany do 2003 w piwnicy domu w centralnej Polsce. Czy była to właśnie Łódź, czy tylko porywacze chcieli w ten sposób zmylić policję?
Początkowo sprawą zajmowali się funkcjonariusze z Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Potem sprawę przejmowały kolejne jednostki policji i prokuratury. Jednak efektów ich pracy nie było widać. Zakładano różne wersje zdarzeń.
Latem 2003 roku porywacze odebrali okup w wysokości 300 tysięcy euro. Według prokuratury, na krótko przed podjęciem pieniędzy Krzysztof został przeniesiony do specjalnie przygotowanego szamba, na leśnej działce pod Różanem. Tam został zamordowany. Prawie rok później w tajemniczych okolicznościach z jednej z warszawskich ulic skradziono policyjne daewoo Espero. W bagażniku nieoznakowanego radiowozu należącego do płockich funkcjonariuszy z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji z siedzibą w Radomiu były podręczne akta dotyczące sprawy Olewnika.
Sprawa tak naprawdę ruszyła, gdy zajęli się nią prokuratorzy i policjanci z Olsztyna. W październiku ubiegłego roku śledczy odnaleźli zwłoki Krzysztofa Olewnika.
Teraz tragiczna historia ma swój sądowy finał. Rodzinie ofiary nie było łatwo stanąć naprzeciw oskarżonych o zabójstwo ich syna i brata. Najgorsze było to, że za zbrodnią stoją osoby z bliskiego otoczenia pokrzywdzonych.
– Oskarżeni nie mają odwagi spojrzeć nam w twarz. Będę się dla wszystkich domagała najwyższego wymiaru kary, nawet dla tych osób, które odpowiadają z wolnej stopy. Tylko osoba święta umie wybaczać. Zwyczajny człowiek tego nie potrafi – dodała siostra zamordowanego. 
(jac)

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …