Najnowsze informacje

Przydałaby się dyskusja

Waldemar Krzystek udowodnił spektaklem „Norymberga” nie tylko to, jak nieludzki i okrutny był komunizm, to wiedzieliśmy i bez niego, ale przede wszystkim to, jak daleko sięgają nadal jego mordercze macki. W tym świetle łatwiej zrozumieć nawet fałszywy jazgot, jaki po śmierci generała Pinocheta przemknął i przez nasze gazety. „Faszysta, drań, zbrodniarz równy Hitlerowi i Stalinowi, bestia, kat Chilijczyków” to tylko nie-które z inwektyw, którymi pożegnano w Polsce człowieka, któremu jako jedynemu na świecie udało się skutecznie powstrzymać komunizm i uratować swój kraj przed zamianą w Gułag. Doniosłość dzieła, jakiego dokonał Pinochet wykracza daleko poza granice Chile, może i poza granice obu Ameryk. Dziś jasno oczywiście widać, że spór o Pinocheta to nadal spór polityczny pomiędzy lewicą i prawicą. Trudno w tym sporze doszukać się troski o prawdę historyczną. Lewica skrupulatnie liczy Pinochetowi każdą ofiarę, podkreślając przy tym obłudnie, jak cenne jest każde ludzkie życie, jakby sama na to życie była szczególnie wrażliwa, doliczając się tych ofiar w liczbie ponad 3 tysięcy, przemilczając jednak rozmyślnie fakt, że przynajmniej tysiąc to ofiary po stronie reżimu – zamordowane przez lewackie bojówki.

Wszystkim, którzy cierpią na amnezję, warto przypomnieć, że samych tylko polskich oficerów w Katyniu i pozostałych miejscach zbrodni rozstrzelano 5 razy więcej, a represjom i eksterminacji poddano w całym bloku sowieckim dziesiątki milionów ludzi. Te proporcje nie są bez znaczenia w ocenie wielkiego dzieła generała Pinocheta. Czy nie warto czasami sobie wyobrazić na przykład generała Andersa, który zaraz po zakończeniu wojny zjawia się tu z dywizjami amerykańskimi i jakimś cudem udaje mu się przegonić sowietów, przejąć władzę i rządzić w twardy sposób do 1970 roku, a jego spadkobiercom jeszcze dłużej. Partyzantka sowiecka wraz z polskimi paputczikami schodzi do podziemia i zaczyna się regularna wojna domowa, a w takiej, jak w każdej, giną ludzie. Tak też było w Chile. Armia pod dowództwem Pinocheta przejęła władzę na polecenie parlamentu a Generał to nie kat, tylko wyzwoliciel.

Niewątpliwym sukcesem Pinocheta jest rozwój gospodarczy Chile, które nie ma sobie równych wśród państw Ameryki Południowej. I to dzięki dyktatorowi, który, jak to mawiał Stefan Kisielewski, „został zmuszony wziąć za mordę, aby zaprowadzić wolność”. W tym celu sprowadził ekonomistów ze Stanów z Miltonem Friedmanem na czele i wprowadził wolny rynek. Większym jeszcze sukcesem Pinocheta jest skuteczna rozprawa z komunizmem, której skutkiem jest niewątpliwe ocalenie narodu chilijskiego przed podzieleniem losu Kuby czy Korei Północnej. 3 tysiące ofiar to bolesna cena za uratowanie milionów, nie tylko w samym Chile, ale w całej Ameryce Południowej, a może i na świecie. Trudno sobie wyobrazić, do czego zdolni byliby sowieci po opanowaniu tego małego kraju położonego w tak strategicznym punkcie globu. Dlatego zamiast politycznej pyskówki przydałaby się nam rzetelna dyskusja historyków, bo za sprawą emocji wzniecanych nierozważnie nasze widzenie przeszłości staje się coraz bardziej mgliste, a to nie pozostaje bez znaczenia dla rozumienia teraźniejszości. Pewnie byłoby inaczej, gdyby komunizm doczekał się sprawiedliwego osądu przed Trybunałem swojej Norymbergi.
 Wiesław Kopeć

Zobacz kolejny artykuł

Są dwie oferty na przebudowę „Dołka”

Miejski Zakład Gospodarki Mieszkaniowej opublikował informację z otwarcia ofert na „Modernizację kompleksu lokali użytkowych przy …