Najnowsze informacje
anal pump

Płocczanin w rozmiarze XXXL

Ma 192 centymetry wzrostu, waży 147 kilogramów, w bicepsie ma 53 cm. Dzięki takiej posturze nikt nie próbuje go zaczepiać. Jeśli jednak już się mierzy, to tylko z najsilniejszymi. Choć z łatwością podnosi ćwierćtonowe ciężary, unika jakiegokolwiek dźwigania w życiu codziennym. – Wyręczam się innymi. To nie jest lenistwo. Nie chcę się narazić na kontuzje lub nadwyrężenie – szczerze przyznaje Robert Kalinowski, należący do najmocniejszej trójki płocczan w kraju. Zakupy oczywiście sam nosi, a nawet sam je robi, wyręczając żonę. Roberta Kalinowskiego spotkaliśmy w siłowni wśród jego zabawek do ćwiczenia mięśni: ogromnej opony najprawdopodobniej od ciągnika i 140 kilogramowych walizek, które nosi niczym urzędnik aktówki. Zaczynał jako wioślarz w szkole mistrzostwa sportowego. Znalazł się w kadrze juniorów. Był mistrzem Polski. I nagle krach. – Kolega fatalnie przewiózł mnie na motocyklu. Mieliśmy wypadek, z którego wyszedłem ze zdruzgotanym kolanem. Rekonstruowano mi je w Warszawie – wspomina siłacz. To jednak nie zamknęło mu drogi do sportu. Zaczął sam dla siebie trenować w siłowni.
– Dwa i pół roku temu spróbowałem sił w eliminacjach do Strong Menów. Na pięciu uczestników byłem ostatni. Odbiegałem od nich siłowo. Kolejny rok poświęciłem na intensywniejsze ćwiczenia i znów wystartowałem. Biłem się o pierwsze miejsce. Niestety, złapał mnie skurcz łydki i musiałem się pogodzić z faktem, że znalazłem się na dalszej pozycji – opowiada Robert.
Przypomnijmy, że z eliminacji do Pucharu Polski dostaje się 17 osób. Walczą z finałową piątką z poprzedniego roku. W tym sezonie w czołówce znalazło się trzech płocczan: Andrzej Zielenicki, Robert Kalinowski i Dariusz Gościcki. Dzięki nim Płock jest postrzegany w kraju jako kopalnia Strong Menów.
Szybki
spacerek farmera
Zmagania siłaczy to w Polsce jeszcze młoda dyscyplina, ale za to ciesząca się ogromną popularnością. Zawodnicy zmagającymi się z gigantycznymi ciężarami, stają się błyskawicznie idolami. Najsilniejszymi ludźmi na świecie byli do niedawna Skandynawowie. Podział sił się zmienił, gdy doszli Ukraińcy, Litwini, no i Polska. Naszymi gwiazdami są Mariusz Pudzianowski i Jarosław Dymek. Startują od 1999 roku. – Podziwiam ich. Są wykładnią tego, co chciałbym osiągnąć, ale koncentruję się na sobie. Potrzebna jest mi odpowiednia baza mięśniową, dająca siłę. Poza tym do wyników w tym sporcie nie dochodzi się przez rok – tłumaczy Robert Kalinowski, choć nie tylko ważna jest tu siła, ale też technika. Ma dobre warunki do uprawiania tej dyscypliny. W ubiegłorocznych eliminacjach, przy wadze 150 kg, był najlepszy w „spacerze farmera”, polegającym na przejściu jak najdłuższego odcinka z dwoma walizkami o wadze 140 kg każda.
Takie osiągnięcia są możliwe dzięki systematycznej pracy nad własnym ciałem. Prawie każdego ranka i południa przez półtorej godziny trenuje. Najpierw siłowo nogi, grzbiet i barki. Te partie mięśniowe są najbardziej obciążone w tym sporcie. Potem są ćwiczenia na typowo strongmenowskim sprzęcie.
– Na zawodach w Zakopanem po raz pierwszy w życiu miałem załadunek kul. Włożyłem 3 z 5, ale brakowało mi wtedy nie tylko techniki, ale też siły. Będę miał je wkrótce w Płocku – zapewnia zawodnik. A takie kamienne kule ważą od 140 do 160 kg jedna! Przy czym wszelkie obciążenia zwiększają się co roku, bo dochodzą coraz lepsi zawodnicy. Dwa lata temu na słynnych schodach, ciężary do wniesienia na szczyt zaczynały się od 180 przez 200 do 230 kg. Teraz ważą 230, 250, 275 kg, a na mistrzostwach świata w Płocku najcięższy ważył 305 kilogramów! Trzeba było spawać uchwyty, bo pękały pod takim ciężarem.
Piersi z ryżem
Okazuje się jednak, że nie tylko siła ważna jest w tym sporcie. – W tamtym roku w Ostrołęce zawody zorganizowane były na placu, gdzie wysypano piach z wywrotek. Przy obciążeniach zapadałem się po same kostki. Byłem cięższy o 20 kg od zawodników. Było bardzo trudno. Od tamtej pory wiem, że wydolność to podstawa. Stąd do treningu dołączam też bieganie po schodach, pływanie i ćwiczenia aerobowe.
A do tego wszystkiego odpowiednia dieta. W codziennym menu mistrza jest m.in. kilogram kurzych piersi i ryż. W ciągu miesiąca samo wyżywienie pochłania 900 zł. Ale to podstawa, by mieć siłę, energię i chęci do ćwiczeń. Potrzebne są jeszcze suplementy. Pucharowym siłaczom fundują je firmy sponsorskie. Odpada jeden dość spory wydatek, a na wysokim poziomie uprawiania tego sportu są one niezbędne. Robert alkohol pije okazjonalnie, nie pali papierosów. Najbardziej boi się kontuzji, która może przekreślić uprawianie tego sportu. O nią nietrudno podczas zawodów. Trzeba umieć podejść do ćwierćtonowego ciężaru. Potrzebna jest wcześniej dobra rozgrzewka. Bez niej zdarza się, że zawodnikom pękają bicepsy, albo przeciążone wiązadła krzyżowe.
Nie może przestać!
Na razie ma chwilę oddechu. Sezon siłaczy skończył się w lipcu. Eliminacje, do których zawodnik będzie chciał się szczególnie przygotować, wyznaczone są na kwiecień. Wtedy znów zostaną wyłonieni najlepsi zawodnicy z całej Polski. Na przyszły rok planowane są również zawody Polska reszta świata i Polska – Skandynawia, w których Robert prawdopodobnie weźmie udział.
Jeśli już jednak zdecydowało się uprawiać ten sport, nie wolno nagle zrezygnować. Codzienne treningi z ciężarami wysilają mocno organizm. Nagłe przerwanie to poważne obciążenie choćby serca. – Mnie to raczej nie grozi. Bardzo trudno mi znieść obowiązkową tygodniową przerwę w treningach na regenerację organizmu. Brakuje codziennego zmęczenia. Zdarza się bowiem, że po treningu wracam do domu i na nic nie mam siły. Wszystko jednak mija kolejnego dnia – przekonuje Robert.
Nie samym sportem człowiek żyje. Robert trenuje, bo lubi. Ma 33 lata. – Do 40 mogę to robić, choć chciałbym mieć przynajmniej 5 lat mniej – przyznaje. O korzyściach finansowych w tym sporcie można mówić, gdy sięga się półki Mariusza Pudzianowskiego. Dla Roberta ważne jest, że dzięki temu, iż dostał się do Pucharu Polski, otrzymuje specjalne odżywki dla siłaczy. Poza tym ma pracę, z której się utrzymuje. – Dodatkowo prowadzę siłownię. Swoim doświadczeniem pomagam kilku osobom. W Polsce jest coraz więcej zawodów, w których będą mogli wziąć udział. Ich organizacją zajmują się trzy federacje. Na pewno będzie się gdzie pokazać – twierdzi Kalinowski, który w przyszłości chciałby zostać trenerem.
Śpiewający siłacz
– Każdy może uprawiać sporty siłowe, choć lepiej to robić pod okiem instruktora. Przy większych ciężarach wcale nie jest tak łatwo. Poza tym szybko można się zniechęcić zakwasami mięśni. Co dzień jestem obolały. Jak ze starością przyjdzie reumatyzm, to ból nie będzie dla mnie niczym nowym – zaznacza Robert Kalinowski.
Jego wyniki są imponujące i raczej nieosiągalne dla przeciętnego zjadacza chleba. Martwy ciąg 300 kg, wyciskanie na klatkę 220 kg, przysiad 280 kg. – To jednak nie koniec moich możliwości – zapowiada Robert, twierdząc, że postara się swoje rekordy jeszcze o parę kilogramów poprawić.
Prócz sportu ma też inne zainteresowania m.in. motoryzację, ale przede wszystkim muzykę. W podstawówce grał na gitarze basowej i śpiewał w zespole. W jego życiu bardzo ważne miejsce zajmuje rodzina. – Moja żona nigdy nie uprawiała żadnego sportu, ale była bardzo dumna, gdy dostałem się do Pucharu Polski. Dopinguje mnie żebym coś dalej w tym kierunku robił. Chciałbym, żeby moje córki też uprawiały jakąś dyscyplinę. Nie ma pracy w kraju, więc można zająć się sportem.
Jest jeden problem, który prześladuje Roberta Kalinowskiego.
-W pasie mam około 98 cm. Niektóre spodnie nie przechodzą przez uda, bo każde z nich mierzy 81 cm. Ciężko kupić też dla mnie koszulę, nawet największe rozmiarówki w sklepach są za małe. Znajomi na zawodach często ubrani są w te same rzeczy, bo nie mają innych. Wyjściem z sytuacji jest własny krawiec, bądź luźne sportowe rzeczy, w których jednak całe życie nie da się chodzić. Ja np. preferuję elegancki styl. Dobrze, że lubię obcisłe koszulki, bo luźnych raczej bym nie znalazł – śmieje się Kalinowski.
A tak poważnie, to najbardziej przykre jest to, że w Płocku nikt nie zauważa sukcesów naszych siłaczy. Dziwią się temu koledzy z innych miast, hołubieni przez włodarzy miast. Gdzie indziej pojedynczymi siłaczami się szczycą, w Płocku choć jest ich grupa, to nikt ich nie widzi.

Blanka Stanuszkiewicz

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …