Najnowsze informacje
anal pump

Ogrodzić wszystko szlabanem

Blok przy ul. Kredytowej 4 został wybudowany na początku lat sześćdziesiątych, a mieszkania w nim otrzymali pracownicy Petrochemii. W marcu 1997 roku wszyscy lokatorzy bloku podpisali akty notarialne, po wykupieniu lokali. Każdy musiał wyłożyć około jednej, ówczesnej miesięcznej pensji i stał się właścicielem lokalu oraz otrzymał udział w wieczystym użytkowaniu gruntu znajdującego się pod budynkiem i w całej nieruchomości. Na początku właściciele mieszkań nie mieli pojęcia, jakiej wielkości grunt został wyodrębniony dla ich lokali. Po latach dowiedzieli się, że zapłacili za grunt pod swoim blokiem, przy Kredytowej 6, do nich należy też spory parking przed blokiem i duży teren zielony między budynkami. Powinni być z tego powodu zadowoleni, bo dziś tak duże działki w centrum miasta, to powód do radości i spora wartość. Ale oni nie chcą tych gruntów, proszą „Prezydencie, pomóż nam i zabierz te tereny!”

Mieszkańcy bloku przy ul. Kredytowej 4 znają się od lat, niemal wszyscy mieszkają w budynku od początku jego istnienia. Trudno się więc dziwić, że kiedy wykupili swoje lokale i powołali Wspólnotę Mieszkaniową, zaczęli inwestować w budynek. W ostatnich latach wymienili dach, teraz ocieplają ściany, wymienili drzwi i okienka w piwnicy, pomalowali klatki schodowe, wymienili skrzynki na listy i na media, wygospodarowali po dawnej pralni pomieszczenie na świetlicę, słowem robią wszystko, by ich blok wyróżniał się pozytywnie na tle innych.
Na fundusz remontowy płacą więcej niż w innych blokach i widać efekty ich starań. Zarząd Wspólnoty może się pochwalić znakomitą współpracą z właścicielami mieszkań, ale to oni przede wszystkim widzą nasadzone nowe drzewa, usunięte stare, świeżo skoszoną trawę i pracę wynajmowanej sprzątaczki.
Każdy z właścicieli lokalu płaci comiesięczny czynsz, a raz w roku ma do uiszczenia podatek gruntowy. Od 1997 roku było to około 30 zł za lokal. Kilka dni temu wszyscy dostali wypowiedzenie dotychczasowych wysokości opłat rocznych i nowe propozycje. Od nowego roku będą musieli płacić niemal 200 zł podatku gruntowego. I pewnie by płacili, ale doszli do wniosku, że koniec wpłacania pieniędzy za innych.
Kiedy w 1997 roku kupowali lokale od Petrochemii, ktoś dziwnie podzielił część osiedla. Dopiero po latach się okazało, że do właścicieli mieszkań należy nie tylko grunt pod ich blokiem, także ogromna działka obok, parking dla samochodów oraz teren pod blokiem Kredytowa 6. Nikt nie wie dlaczego teren został tak właśnie podzielony.
– Jak okazało się, że mamy płacić tak dużo, to doszliśmy do wniosku, że taki teren nie jest nam potrzebny – tłumaczy Tytus Ochmański. – Ponoć do nas należy i ten parking, na którym wszyscy z okolicy stawiają samochody i te drogi, które służą lokatorom innych bloków, a po trawniku ludzie chodzą jak chcą, wydeptują stale nowe ścieżki. Wszyscy uważają, że to jest wspólne, ale to jest nasze, wszystko widać na planie, my za to płacimy. I choć to jest nasze, to najmniej z tego korzystamy. Jak zwracamy uwagę, to mówią, że nasze miejsce jest na cmentarzu, a nie tutaj.
Prezes Wspólnoty Edward Pawłowski opowiada o walce, jaką toczą od lat z sąsiadami. – O, tu stoi nasz śmietnik, za który my płacimy. Nie jesteśmy w stanie upilnować, żeby nikt obcy tu nic nie wyrzucał. Powinniśmy zablokować dojazd na parking, ale wtedy wywołalibyśmy wojnę, bo z należącej do nas drogi korzystają mieszkańcy Kredytowej 1, 2, 3 oraz Kobylińskiego 34 i 36. Oni powinni wybudować swoją drogę, ale to za duży koszt, więc korzystają z naszej. A to przecież my za to wszystko płacimy.
Albo rekompensata, albo prezent dla miasta
O kłopotach mieszkańców Kredytowej 4 doskonale wie kierowniczka osiedla, ale nic nie może zrobić w tej sprawie. – Dopóki ich własna droga jest dojazdową dla całego osiedla, nie mają nic do powiedzenia. Właściciele mieszkań przy ul. Kobylińskiego dawno powinni wybudować swoją drogę dojazdową, o jest nawet specjalnie wydzielone na to miejsce. Ale oni nie chcą, wolą korzystać z już istniejącej.
O swoich problemach powiadomili prezydenta miasta Płocka, zanosząc w lutym list od Wspólnoty. „Wzdłuż drogi prowadzącej do bloków, zlokalizowany jest parking, z którego bezprawnie korzystają mieszkańcy okolicznych budynków, mimo zakazu parkowania. Często dochodzi do awantur. Nasza wspólnota płaci podatki za dzierżawiony grunt, pozostali korzystają nieodpłatnie z drogi koniecznej. W związku z tym zwracamy się do pana prezydenta o spowodowanie przekazania nam przez gminę Płock stosownej rekompensaty za dotychczasowe korzystanie mieszkańców innych budynków z drogi położonej na prywatnym gruncie”. Wiedzą, że prawo własności jest święte, ale jakoś ich gruntów to nie dotyczy.
Na swoje pismo nie dostali odpowiedzi, ale kiedy wyliczono im kilkukrotnie większy podatek gruntowy, postanowili oddać grunt miastu. – Niech sobie prezydent weźmie to za darmo, dlaczego mamy płacić za coś co do nas należy tylko według planów i w chwili, gdy trzeba za to płacić. To jest nieużytek, gdybyśmy mogli cały teren ogrodzić, zagospodarować, to proszę bardzo, moglibyśmy płacić, ale tak to nie mamy zamiaru – mówi Edward Pawłowski. – Może poskutkowałoby gdybyśmy postawili szlabany i nikogo tu nie wpuszczali, ale wtedy czeka nas wojna ze wszystkimi. Chyba nie jesteśmy na to gotowi.
Rozwiązanie jest. – Moim zdaniem miasto mogłoby dokonać nowego podziału geodezyjnego, czyli zrobić to, czego nie zrobiła Petrochemia – wyjaśnia zarządca nieruchomości. – Te grunty powinny być wytyczone od nowa.
Właściciele lokali nie zamierzają czekać na władze miasta, sami zaczęli walczyć o swoje. Kazimierz Nita odwołał się już od decyzji miasta do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Płocku. – Powiedziałem, że aktualizacja opłaty jest nieuzasadniona, zostałem przesłuchany i obiecano mi szybko decyzję. Już teraz wiadomo, że wszyscy właściciele lokali złożą takie odwołania. – Będziemy walczyć do końca, nas nie stać na takie wysokie opłaty za coś, co tak naprawdę do nas nie należy – dodaje Barbara Reduch, z zarządu Wspólnoty.
Właściciele mieszkań chcieliby zarządzać całym terenem należącym do nich. Mają nawet plany. Ogrodzić wszystko szlabanami, a wjazd na parking mieliby tylko mieszkańcy i ich goście. Ogrodzone zostałyby wszystkie tereny zielone, nasadzone drzewa, krzewy i kwiaty, byłoby jak w raju. A teraz jest śmierdząco, bo jeżdżące samochody wydalają spaliny, nie ma miejsca na parkingu. Liczą się jednak z tym, że to byłaby wojna i spór zbiorowy z resztą sąsiadów.
Bo sąsiedzi z innych bloków nie chcą zmian i nie chcą płacić większych podatków gruntowych, ale chcą korzystać z terenów, które do nich nie należą. Trudno się dziwić, że tak jest im wygodniej. I tak nie ma szans na wyegzekwowanie prawa własności do terenu, który użytkują tysiące ludzi.
Jak się okazuje sprawa jest do załatwienia i to dosyć szybko. – Do prezydenta miasta Płocka musi wpłynąć formalny wniosek od obu wspólnot mieszkaniowych, które są współużytkownikami wieczystymi tego terenu o przejęcie w formie darowizny przez gminę – tłumaczy Mariusz Pakulski, kierownik oddziału gospodarowania nieruchomościami gminnymi w Urzędzie Miasta.
Jeśli więc mieszkańcy bloku przy ul. Kredytowej 4 dogadają się z tymi zamieszkującymi blok przy ul. Kredytowej 6, sprawa zostanie szybko załatwiona. Gorzej jeśli obie wspólnoty nie wyślą jednego wniosku. Miejmy nadzieję, że Urząd sobie z tą sprawą szybko poradzi.
Jola Marciniak

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …