Je?eli na ?cianie domu pojawia si? nagle jadowita czarna wdowa, a jego progi przekracza jeszcze bardziej gro?ny w?? koralowy, to znaczy, ?e jeste? w Peru: kraju czterokrotnie wi?kszym od Polski, bez dr?g, z 500-tysi?cznymi miastami po?o?onymi w ?rodku d?ungli zwanej tu selw?, wioskami corocznie zalewanymi przez zmieniaj?c? koryto Amazonk? z piraniami, pe?nym komar?w i insekt?w.Niemal sze?? lat podczas pracy misyjnej sp?dzi? tam ks. Zbigniew Remba?a, obecnie wikariusz w parafii ?w. Maksymiliana Kolbego w P?ocku: Chcia?em by? tam, gdzie jestem bardziej potrzebny – m?wi o motywach decyzji, kt?ra przynios?a mu wiele ciekawych, ale chwilami niebezpiecznych do?wiadcze?. Ksi?dz Zbigniew Remba?a pos?ug? kap?a?sk? pe?ni od 1991 roku. Na wyjazd na misje zdecydowa? si? ju? po dw?ch latach, ale moment prze?omowy nast?pi? podczas katechezy dla m?odzie?y: - Dyktowa?em, ?e wielu ludzi B?g powo?uje do szczeg?lnych dzie?, ale wielu ucieka, bo zaakceptowa? powo?anie, to znaczy zmieni? dotychczasowy styl ?ycia. Zamy?li?em si?. Zdziwiona m?odzie? pyta?a, co mi si? sta?o. Odpowiedzia?em, ?e to, co im dyktowa?em, w rzeczywisto?ci by?o przeznaczone dla mnie – wspomina. W maju 1993 roku uzyska? zgod? biskupa p?ockiego na wyjazd na misje, okres od wrze?nia do maja 1994 roku sp?dzi? w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie (gdzie min. pozna? podstawy j?zyka hiszpa?skiego), wreszcie w p?ockiej katedrze uroczy?cie wr?czono mu krzy? misyjny. Zdecydowa? si? na wyjazd do Peru, poniewa? wiedzia?, ?e jest tam ma?o kap?an?w, a warunki pracy wyj?tkowo trudne: - Przed wyjazdem zacz??em gromadzi? rzeczy materialne, na przyk?ad baterie, kt?re, jak mi si? wydawa?o, b?d? mi niezb?dne. Ju? na miejscu okaza?o si?, ?e bez wielu rzeczy mo?na si? swobodnie oby?. W dalek? drog? do nieznanego Peru ks. Zbigniew Remba?a wyruszy? dok?adnie 23 sierpnia 1994 r. czyli w dzie?, w kt?rym czci si? ?w. R??? z Limy. Odby? lot z Warszawy do Rzymu, potem do Nowego Yorku, Miami, wreszcie Limy w Peru. Lot trwa? 21 godzin: - Gdy wyje?d?a?em z Polski przypomnia?a mi si? piosenka „Kocha?, jak to ?atwo powiedzie?” Piotra Szczepanika. U?wiadomi?em sobie, ?e zaczynam p?aci? cen? za ten wyjazd. Zostawi? rodzic?w, przyjaci??, jak to ?atwo powiedzie?, a to ogromny b?l i ci??ar, ale i rado?? z wierno?ci danego s?owa. Za?atwianie w stolicy Peru - Limie zwi?zanych ze sta?ym pobytem w kraju formalno?ci trwa?o miesi?c. A potem kolejny lot, dwugodzinny, tym razem do odleg?ego od Limy o 1.300 km i po?o?onego w ?rodku d?ungli zwanej tu selw? 500-tysi?cznego miasta Iquitos, w regionie Loreto. Poniewa? w Peru nie ma dr?g l?dowych, do miasta mo?na by?o dotrze? tylko samolotem lub w ci?gu 1,5 tygodnia dop?yn?? statkiem. Czterokrotnie wi?kszy od Polski kraj (1.285,2 km kw., a tylko 23 mln mieszka?c?w), poprzecinany jest rzekami, kt?re wp?ywaj? do Amazonki. Kapry?na rzeka corocznie zbiera obfite ludzkie ?niwo z po?o?onych nad ni? wiosek: niespodziewanie zmienia swoje koryto. W ci?gu roku poziom w?d zmienia si? nawet o 12 m. Peru jest krajem katolickim, w ka?dym domu, sklepie czy fabryce znajduje si? obraz Jezusa lub Matki Bo?ej. Najwi?cej misjonarzy przybywa tu z Hiszpanii (kt?rych ze wzgl?d?w historycznych Peruwia?czycy nie darz? ?yczliwo?ci?), poza tym z Polski, Indonezji, Senegalu, Malty, Australii, Kanady. Musz? wiedzie?, ?e katolicyzm przodk?w Indian i Ink?w jest diametralnie r??ny od polskiego, a wiara ma charakter synkretyczny. Na nie?wiadomo?ci, ignorancji i biedzie zwyk?ych ludzi ?eruj? sekty, kt?re kusz? obietnic? jedzenia za przej?cie pod ich skrzyd?a, w Andach wida? jeszcze ?lady obecno?ci ?wietlistego Szlaku : - Peruwia?czycy przyj?li chrze?cija?stwo, ale nie wyzbyli si? wiary w duchy przodk?w. Maj? swoich szaman?w i czarownik?w, wierz? w magiczne moce. Gdy pewnego razu namaszcza?em m?odego ch?opca i zapyta?em, co mu si? sta?o, rodzina odpowiedzia?a, ?e kto? rzuci? na niego z?e czary. Gdyby mieli pieni?dze, drugi czarownik m?g?by odwo?a? z?e czary. Ks. Remba?a najpierw trafi? do parafii San Pablo nad Amazonk?. Tam czeka?o na niego pierwsze mocne do?wiadczenie – leprozorium z oko?o 30 osobami chorymi na tr?d, najm?odszy mia? 24 lata. Ale chorych jest wi?cej, tyle tylko, ?e pozostaj? w domach. Poza tym bardzo dokucza roznoszona przez wszechobecne komary malaria, na kt?r? misjonarz na szcz??cie chorowa? tylko raz, poniewa? bardzo wyniszcza organizm. Bo?e Narodzenie w upale Pewnego razu misjonarskie ?cie?ki zaprowadzi?y naszego bohatera do wioski Providencia (opatrzno??), licz?cej oko?o 200 mieszka?c?w, gdzie przez trzy dni przygotowywa? do chrztu dzieci, m?odzie? i doros?ych. Dla wsi by?o to ?wi?to, zawieszone zaj?cia w szkole z powodu przyjazdu Padresito (Ojczulka). Do chrztu zg?aszali si? tak?e przybysze z innych wsi, kt?rzy przyp?ywali na wystruganych z jednego pnia ??dkach „canoa”: - Do chrztu zapisa?em 120 os?b. W ostatnim dniu pobytu zapyta?em starszyzny, kiedy ostatnio by? u nich ksi?dz? Bardzo dawno. A dok?adnie kiedy? Ojczulku, to by?o w 1976 roku. Czy nie by?o w tym czasie innych misjonarzy? Byli, ale my czekali?my na ksi?dza katolickiego – us?ysza?em w odpowiedzi. Zgodnie z misjonarskimi przepisami, przez rok ks. Zbigniew mieszka? w parafii z rodakiem, ks. Markiem Bruli?skim. Ostatecznie trafi? do parafii Senior do los Milagros na przedmie?ciach miasta i by? tam proboszczem, kapelanem wojskowym i profesorem w seminarium duchownym w jednej osobie: - Parafianie przyj?li mnie z ogromn? rado?ci?. Systematycznie przybywa?o wiernych, funkcjonowa?a rada parafialna i ekonomiczna, razem z katechetami w ci?gu roku przygotowywa?em rocznie do chrztu oko?o tysi?ca m?odych i doros?ych. Ludzie przychodzili do kancelarii, ?eby porozmawia? o swoim ?yciu religijnym, nawiedzaj?cych ich duchach, ?eby po?wi?ci? im pami?tki lub wod?, kt?rej dzia?aniu .przypisuj? ogromne znaczenie. Do pracy s?u?y? mi motocykl Suzuki. Hodowa?em psa, ???wie, ma?py, ptaki, w??e, kt?re przybywa?y pod plebani? jako dar wiernych. Bo?e Narodzenie obchodzi si? w Peru w temperaturze 35 stopni ciep?a. Nie ma typowo polskiej Wigilii i dzielenia si? op?atkiem, jest za to choinkowe drzewko i ?nieg w aerozolu, pozdrowienie „Feliz Navidad” (Weso?ych ?wi?t), a wieczorem „Misa de Gaio” (msza koguta) czyli polska Pasterka, po niej za? odbywa si? bo?onarodzeniowa kolacja, podczas kt?rej danie g??wne stanowi indyk. Nie istniej? dania postne, bowiem ryby Peruwia?czycy w menu maj? codziennie. Najbardziej uroczy?cie ?wi?towany jest miesi?c pa?dziernik, po?wi?cony Panu Jezusowi od Cud?w, czyli wspomnianemu Senior do los Milagros, broni?cemu przed trz?sieniami ziemi, kt?re cz?sto nawiedza g?ry. W Peru cieszy si? On ogromn? czci? religijn?, Jego obraz wystawiany jest podczas uroczysto?ci pa?stwowych. W pa?dzierniku kobiety ubieraj? si? w fioletowy, pokutny habit, poniewa? praktycznie to tamtejszy Wielki Post, a m??czy?ni nosz? na krawatach wyszyt? podobizn? Jezusa.. Na zako?czenie miesi?ca odbywa si? 9-godzinna procesja z „and?” (podium do obrazu Jezusa). Bo Peruwia?czyk to cz?owiek religijny: „Si Dios Permite” – jak B?g pozwoli czy „Dios mediante” – gdy B?g dopu?ci, to najcz??ciej powtarzane w potocznej mowie zwroty: G??d i bieda Mieszka?cy miast zajmuj? si? g??wnie handlem, na wsiach karczuje si? lasy. Tak powstaj? poletka, na kt?rych sadzi si? drzewa bananowe, cytrynowe i pomara?czowe. G??d jest w Peru czym? powszechnym. Jada si? tylko dwa posi?ki dziennie. Podstawowe danie stanowi? banany: na ?niadanie surowe, na obiad sma?one lub gotowane (zrywa si? je w?wczas, bardzo zielone, twarde niczym ziemniaki). Cz?sto na ?niadanie musi wystarczy? szklanka soku wyci?ni?tego r?cznie z cytrus?w. Chleb jest zbyt drogi (podobnie jak ziemniaki), wi?c si? go nie je, cho? piecze si? bu?eczki z m?ki kukurydzianej i bananowej. Jada si? tak?e uprawiany na poletkach ry?. Nie ma wieprzowiny, a kr?w hoduje si? bardzo ma?o. Przysmakiem jest „masato” czyli nap?j z juki (yuca), kt?ry pije si? ze wsp?lnej miski: - Po ugotowaniu warzywa t?ucze si? je na miazg?, kt?r? prze?uwaj? w ustach kobiety i spluwaj? do wsp?lnej beczki, ?eby sfermentowa?o. Jest to i po?ywienie, i alkohol. Pocz?stowany, musia?em si? napi?, poniewa? w Peru cz?owiek nie mo?e odm?wi? jedzenia, nawet gdyby mia? p??niej chorowa?. Rodziny peruwia?skie s? wielodzietne (5-15 dzieci), cho? w przypadku tamtej kultury trudno w og?le m?wi? o rodzinie. Jest bardzo ma?o kompletnych rodzin, na og?? stanowi je matka z dzie?mi, zdominowana przez m??czyzn?. Przysz?y ojciec wi??e si? z 15-latk?, a po roku, jak to bywa z prawdziwym „macho”, bez ?adnych konsekwencji idzie do innej kobiety. Jego pierwsza „?ona” przerwa?a szko??, ma dziecko, musi znale?? sobie nast?pnego m??czyzn?, kt?ry zapewni jej utrzymanie. Sytuacja powtarza si? do oko?o sz?stego dziecka, potem jest coraz trudniej i tu znajduje si? g??wne ?r?d?o biedy oraz przyczyna du?ej ?miertelno?ci dzieci. Dniem zarezerwowanym dla rodzin jest niedziela, kiedy czas sp?dza si? wy??cznie w gronie najbli?szych. M?odzi spotykaj? si? towarzysko w soboty. M??czy?ni decyzj? o ?lubie ko?cielnym podejmuj? bardzo rzadko. Prawdziw? plag? s? ludzie, kt?rzy uprawiaj? i handluj? marihuan?. Zatrudnieni u nich biedacy, zostawiaj? swoje rodziny i poletka, s? zdemoralizowani. M?ode dziewczyny sprzedaje si? narkotykowym bossom. W Peru ?ycie nie jest w cenie. Kto nie ma pieni?dzy, nie otrzyma ?adnej pomocy: - Kiedy?, o pierwszej w nocy przysz?o do mnie m?ode ma??e?stwo z umieraj?cym dzieckiem do chrztu. Pojechali?my do szpitala, gdzie dowiedzia?em si?, ?e to nie Caritas, wi?c za darmo nie pomog?. Zaj?li si? dzieckiem dopiero po otrzymaniu pieni?dzy. Mieszkaniec amazo?skiej selwy cieszy si? dniem dzisiejszym, cho? nic nie ma, nie robi zapas?w, a gdy widzi, ?e na sznurku suszy si? kilka koszul, z pewno?ci? we?mie sobie jedn?, wychodz?c z za?o?enia, ?e kto? i tak ma ich kilka. Proszony o pomoc, zawsze odpowiada twierdz?co, bo chce by? uprzejmy. Potem s?owa nie dotrzymuje, ale nie stanowi to dla niego wi?kszego problemu: - Zadziwia ludzka solidarno?? z pielgrzymem w d?ungli. Idziesz przez wiosk?, jeste? zm?czony, wi?c wst?pujesz do najbli?szego domu. Czeka tam na ciebie hamak i posi?ek, wiec mo?esz kilka godzin odpocz??. Nikt nie pyta, sk?d si? wzi??e?, ani nie prosi o pieni?dze. Pomoc jest ich obowi?zkiem moralnym. Ludzie d?ungli nie l?kaj? si?, ?e kto? ich obrabuje, bo nie mia?by czego zabra?... W??e i paj?ki W Amazonce p?ywaj? piranie (kiedy og?oszono w wiosce konkurs na przep?yni?cie rzeki, uczestnicy smarowali si? olejem spalinowym, obok ka?dego z nich p?yn??a ??dka), w zatokach czaj? si? krokodyle, w d?ungli spotka? mo?na czarn? pum? i tygrysa. Zwierz?ta te raczej nie atakuj? po?o?onych nad rzek? wiosek, reaguj? tylko w obronie w?asnego terytorium: - Gdy podnosi? si? poziom w?d w rzece, w??e wchodzi?y do miasta. Na plebani? przez niewielk? szczelin? wcisn?? si? pewnego razu jadowity w?? koralowy. Dla Peruwia?czyk?w tego rodzaju sytuacje s? zapowiedzi? jakiej? katastrofy. Musia?em go unieszkodliwi?. Jeden z parafian zareagowa?: „Ojcze, dobrze ?e go zabi?e?. Teraz on zimny. Gdyby? tego nie zrobi?, to ty by?by? zimny”. Kiedy? w mieszkaniu pojawi?a si? te? „viuda negra” czyli czarna wdowa. Z Peru ks. Zbigniew Remba?a przywi?z? tylko dwie pami?tki: miniatur? wios?a z drzewa palisangre (drzewo krew) i talerz od Bractwa Pana Jezusa od Cud?w dla „Estanislao Rembala”: - Stanis?aw to moje drugie imi?, kt?rego u?ywa?em w Peru, poniewa? „Zbigniewa” nie byliby w stanie wypowiedzie?. Ju? wie, jak smakuje mi?so krokodyla. Podziwia religijn? spontaniczno?? ?piewaj?cych i ta?cz?cych podczas modlitwy Peruwia?czyk?w. Ze wzruszeniem m?wi, ?e mieszkaniec kraju, w kt?rym by? misjonarzem, podzieli si? z drugim ostatnim ziarenkiem ry?u. I umie cieszy? si? z rzeczy elementarnych: - Peru to ?wiat, kt?rego nie rozumiej? nawet ?yj?cy tam po 30 lat misjonarze. Jest ?wiadectwem bogactwa stworzenia, wspania?ym w swej dziewiczo?ci i harmonii, zachwycaj?cy pi?knem. „Misterium tremendum i fascinosum” czyli strasznym, a zarazem fascynuj?cym. Ufam, ?e B?g tak pokieruje moim ?yciem, ?e jeszcze wr?c? do tych ludzi, a rado?? ich b?dzie tym wi?ksza, je?li nie zjawi? si? tam sam. El?bieta Grzybowska Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze