Polacy ?wi?towali nawet w najtrudniejszych okresach historii. W Wigili? liczy? si? wzajemny u?cisk d?oni, kilka zwrotek kol?dy, wsp?lnie spo?yty kawa?ek czarnego chleba. Wspomnieniem takiej Wigilii podzieli? si? z czytelnikami Henryk Ossowski z Drobina.By?o to w obozie jenieckim, we wsi Schylingstahl, w grudniu 1939 r. Wszyscy byli?my ?o?nierzami z L?dowej Obrony Wybrze?a. By?o nas 50 ch?opa, w specjalnie przygotowanym na ten cel baraku, odgrodzonym od reszty wsi drutem kolczastym, pilnowanym przez 3 ?o?nierzy Wehrmachtu, tzw. „wachman?w”, oczywi?cie uzbrojonych odpowiednio. Na noc zamykano barak na kilka wielkich k??d. W baraku nie by?o kanalizacji. Wyposa?ono nas w miednic? do mycia si? i w kubki do wody. K?piel w ?a?ni wiejskiej, z ciep?? i zimn? wod? by?a nie lada luksusem w naszym ?yciu jenieckim. O godzinie 6-tej wychodzili?my czw?rkami pod wodz? cywilnego wachmana, lecz dobrze uzbrojonego w karabin i nagan przy pasie. Poch?d zamyka? gefrajter wojskowy. Robotnicy Niemcy „og?awiaj?” z li?ci poszczeg?lne krzewy buraczane, sprz?taj? li?cie, a my og?owione mamy wyrywa? i znosi? na pryzmy. Niekt?rzy z naszych dogaduj? si? ju? z pracuj?cymi tu Niemcami, cho? zakaz jest surowy w tym wzgl?dzie. Oni m?wi? nam, ?e burak?w jest co? oko?o 500 morg?w (ponad 300 ha), a ludzi do wykopk?w 50 Polak?w i ich kilku. W naszym zespole byli r??ni ?o?nierze, z rozmaitych jednostek i front?w. Nie raz d?ugo w noc mimo nakazu ciszy nocnej odbywa?y si? u Polak?w rozmowy, na temat dopiero co prze?ytej wojny. Rozstrz?sano dok?adnie i szczeg??owo, a nieraz nawet ze „znawstwem przedmiotu< jak to si? m?wi i jak to zwykle w takich wypadkach bywa – ka?dy z nas robi? si? niemal geniuszem”. To znaczy, ?eby on tam na tym odcinku frontu mia? co? do „powiedzenia”, to na pewno losy wojny by?yby inne. Wieczorne rozmowy umacnia?y nas wszystkich w przekonaniu, ?e trzeba przetrwa?, ?e „byle do wiosny”, a Hitler na pewno po?amie sobie z?by. Polsk? ogarn??, lecz Francji z jej s?awn? „Lini? Mignota” nie ugryzie. Zbli?a?a si? wigilia 1939 roku. Pierwsza wigilia na obczy?nie. Mr?z i ?nieg na „ch?opa” jak to okre?lano, co znaczy?o, ?e bardzo t?gi. My codziennie w polu. ?adujemy i zwozimy zmarzni?te na „kamie?” buraki cukrowe. Na wigili? przyniesiono sk?d? drzewko ?wierkowe. Znalaz?y si? ?wieczki i ?wiecide?ka nawet. Op?atek czysto polski. St?? nakryto wypo?yczonym gdzie? obrusem lnianym, nie zapomniano pod?o?y? troch? siana nie polskiego wprawdzie, lecz te? pachn?cego. Nawet by? baszcz z kluseczkami i grzybki te?. Ka?dy co otrzyma? w paczce, a byli ju? tacy co otrzymali paczuszki z domu – sk?ada? w darze na st?? wigilijny. W ten spos?b „zastawiono” go bogato (na ?wczesne warunki oczywi?cie). Znale?li te? „fachowcy”, co potrafili to odpowiednio urozmaici?. Kto? wyjrza? oknem, kt?re cho? zakryte (ferdunklem) przepuszcza?o nieco ?wiat?a i krzykn?? niespodzianie: - panowie „Gwiazda na niebie”. Spowa?nieli wszyscy. Najstarszy wiekiem i godno?ci?, starszy sier?ant s?u?by granicznej 45-letni m??czyzna pan Kazimierz Jazgot, jakby w imieniu ksi?dza, kt?rego nie by?o, zagai? uroczysto?? robi?c wielki znak krzy?a nad sto?em. Z?o?y? ?yczenia by by?a to pierwsza i ostatnia w niewoli. Zapalono ?wieczki. Rozdzielono op?atek, ?ycz?c sobie wszystkiego najlepszego. Barszcz z grzybkami smakowa? wy?mienicie, kluseczki te? nie gorzej. By?y i inne dania, troch? ciasta przys?anego w paczce... A potem pop?yn??y wspomnienia dawnych dziecinnych wigilii w domu rodzinnym. Wiadomo przecie?, ?e wieczerza wigilijna, gdzie by to nie by?o, to typowe ?wi?to rodziny polskiej. Wszyscy tam zgromadzeni tworzyli jedn? polsk? rodzin?. W?wczas z??czon? jeszcze wsp?lnie dopiero co przelan? krwi? w obronie ojczyzny, a teraz wsp?ln? niedol? i poniewierk?. Wprawdzie nie wszyscy jeszcze mieli?my wiadomo?ci od swych rodzin, dlatego wielu z nas mimowolnie odczu?o dzisiaj w tym baraczku, przy tym prowizorycznym stole wigilijnym, jakby kawa?ek wolnej Polski. Henryk Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze