Najnowsze informacje
anal pump

Impas w PKS-ie

Wszystko zaczęło się od propozycji zwolnienia w zakładzie jednej osoby – Edwarda Chojnackiego, przewodniczącego Związku Zawodowego Pracowników Transportu Samochodowego. Związki odpowiedziały na pismo zarządcy komisarycznego, a zarazem dyrektora PKS Gostynin negatywnie. Ten wycofał się z pomysłu, ale w firmie wciąż trwa pogotowie strajkowe. Zdaniem B. Justyńskiego, Chojnacki na zwolnienie zasługiwał sobie od dawna: – Otrzymał wcześniej dwie nagany za notoryczne opuszczanie miejsca pracy. Jest dyżurnym ruchu – dyspozytorem, nie może wychodzić z pracy, kiedy chce, bez zgody pracodawcy. Narusza w ten sposób obowiązek pracy.
Za dyżurnym ruchu ujęły się działające w zakładzie związki zawodowe. Oflagowali swoje miejsce pracy, ogłosili pogotowie strajkowe, zagrozili, że autobusy nie wyjadą z bazy we wtorek 25 października: – Mamy umowy, kontrakty, wynajmujemy autokary, prowadzimy stację paliw. Tymczasem z powodu jednego człowieka firma mogła ponieść ogromne szkody, utracić reputację. Postanowiłem więc, że nie zwolnię dyżurnego ruchu – mówi Bolesław Justyński, który jest zarządcą komisarycznym od 2000 r. i to on wyprowadził firmę z poważnych trudności finansowych, w zamian wybrano go na Gostynianina Roku 2001.
Zwolnienie odwołano, pogotowie strajkowe trwa, mimo rozmów z przedstawicielami związków. Zdaniem dyrektora oflagowanie budzi niepokój, nie tylko pracowników gostynińskiego PKS. Jeśli w firmie jest jakieś zarzewie buntu, to znaczy, że źle się w niej dzieje. W konsekwencji może to narazić zakład na straty finansowe i utratę wiarygodności. B. Justyński dodaje, że już wcześniej wszedł z pracownikami w spór zbiorowy. Żądali m.in. podwyżek płac, a w tej chwili nie jest to możliwe: – Nawet gdyby doszło do wypowiedzenia umowy o pracę, to przecież są sądy, nie trzeba od razu „podkładać” całego przedsiębiorstwa. Rozumiem, gdybym nie spełniał wymagań zgodnych z kodeksem pracy, ale w tej sprawie chodziło przecież o coś zupełnie innego. Przecież nasz PKS wciąż się rozwija: kupujemy nowe autobusy, prowadzimy działalność gospodarczą, jesteśmy w dobrej kondycji finansowej. To prawda, ostatnio drożało paliwo, więc nie mogło być podwyżek.
Jego adwersarz Edward Chojnacki na pytanie, co się dzieje obecnie w PKS Gostynin, odpowiada przypomnieniem o istniejącym sporze zbiorowym: postulatach podwyżki płac, wypłacenia pieniędzy za nagrody i zaprzestanie rozmów z PKS Płock o fuzji przedsiębiorstw: – Przypadkiem dowiedzieliśmy się, że dyrektor prowadzi rozmowy na ten temat, a połączenie firm, wiadomo, wiąże się z redukcją zatrudnienia. W poniedziałek ogłosiliśmy pogotowie strajkowe, będzie ono obowiązywać w dalszym ciągu, mimo że dyrektor wycofał się z pomysłu zwolnienia mnie z pracy – mówi E. Chojnacki. Przyznaje, że ma na koncie zawodowym już dwie nagany, ale niezawinione: – Ochrona zapisała mi, że dwa razy opuściem miejsce pracy. To dlatego, że kiedyś zaproponowałem, aby nie korzystać z obcej firmy ochroniarskiej, ale zatrudnić przy ochronie naszych pracowników. Teraz z tego powodu jestem szykanowany.
Z jego wypowiedzi wynika, że personalne problemy w firmie zaczęły się dziać w lipcu tego roku. Załoga podjęła uchwałę o utworzeniu spółki pracowniczej z inwestorem. Jedynym kandydatem okazał się Justyński. Załoga postulowała o gwarancje zatrudnienia, trzech przedstawicieli w radzie nadzorczej, zabezpieczenia odszkodowań. Zarządca komisaryczny nie był w stanie temu sprostać, więc w lipcowym referendum odrzucono jego kandydaturę.
W gostynińskim PKS-ie mamy do czynienia z sytuacją patową. W tej sytuacji optymistyczne więc wydaje się być jedynie to, że i zarządca komisaryczny, i przedstawiciele związków twierdzą, że chodzi im o dobro firmy.
(eg)

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …