Najnowsze informacje
anal pump

Elitarni mieszczanie z Bractwa Kurkowego

Czarny proch to siarka, saletra i węgiel drzewny. Kiedy wystrzeli go z pistoletu sześciu mężczyzn, robi się piekło. Zza dymu świata nie widać, a ręce są czarne, jakby się przerzucało węgiel. Do ciężkiego zapachu prochu trzeba się przyzwyczaić, zwłaszcza jeśli należy się do elitarnej grupy mieszczan czyli do Bractwa Kurkowego.
Istniało ono w Płocku już w 1489 roku. Jako szczególny przywilej dla miasta powołał je do życia książę Janusz II Mazowiecki. Udało się je reaktywować dopiero trzy lata temu.
– Zmobilizowali nas koledzy z Krakowa. Warto było, gdyż nasze bractwo, po poznańskim i krakowskim, należy do jednych z najstarszych w Polsce – tłumaczy Bogdan Kruk.
Bractwa Kurkowe zrzeszały mieszczan, rzemieślników, którzy zajmowali się obroną murów miejskich przed najazdami. Nie było wtedy regularnej armii. O poziomie wyszkolenia bractw świadczy fakt, że podczas potopu szwedzkiego, gdy Toruń był oblężony, bracia kurkowi automatycznie awansowali na oficerów artylerii. W czasie pokoju bractwa cieszyły się również wielkim szacunkiem. Pełniły funkcję straży miejskiej.
– Słowo brata kurkowego znaczyło więcej niż wszelkie poświadczenia majątkowe. Co przyrzekł musiał wykonać. Musiał być to człowiek honoru, wzorowy obywatel oraz żarliwy katolik – wymienia Bartosz Wielkopolski.
Jak jednak złotnika czy kowala zmusić do codziennej nauki fechtunku, czy ćwiczenia się w strzelaniu z broni palnej? Odbywały się więc turnieje o tytuł króla kurkowego. Bracia strącali wtedy z żerdzi drewnianego kura. Było o co walczyć, ponieważ król kurkowy miał wiele przywilejów w mieście. Był np. zwolniony z płacenia podatków. Bractwa miały swoje siedziby przy bramach i basztach miejskich nazywanych od cechów broniących je rzemieślników. Tak było również w Płocku, chociaż nasze mury nie były tak imponujące, jak w innych polskich miastach. Obecnie w Zjednoczeniu Bractw Kurkowych Rzeczypospolitej zarejestrowanych jest około 90 tego typu organizacji.

Sztuka brackiego wiązania
– Nie musimy bronić murów Płocka, ale krzewimy patriotyzm i tradycje miasta – zaznacza Krzysztof Wielkopolski. Udaje się to choćby poprzez stroje braci, od których przyjęły się barwy flagi Płocka. – Nasza szlachta na sejmiki wojewódzkie zakładała żółty żupan i kontusz niebieski z wyłogami czerwonymi. Po tych kolorach rozpoznawano wtedy z łatwością płocczan, podobnie jak po czerwieni warszawiaków, a po zieleni – poznaniaków – tłumaczy Bartosz Wielkopolski.
Takie same stroje noszą i współcześni bracia kurkowi z Płocka. Wzór w starych księgozbiorach odnalazł Cezary Supeł. Kontusze i żupany szyły uczennice z płockich „Igiełek”. Dzięki temu panowie z Płocka wyglądają jakby żywcem przeniesieni zostali z epoki. Różnią się od bractwa z Otwocka, występującego w szarych mundurach piłsudczyków, czy też od czerskich braci, ubranych w stroje z epoki kościuszkowskiej.
– Do strojów nosimy też obowiązkowo pasy kontuszowe. Płockie Muzeum Diecezjalne słynie w Europie z ich największych zbiorów. Po drugie jako jedyni w kraju potrafimy je wiązać. Inni bracia wolą je zwyczajnie zapinać na haftki – mówi z dumą Zbigniew Solawa.
Nie jest to łatwe zadanie. Pas kontuszowy ma od 4 do 6 metrów. Do jego założenia potrzebne są co najmniej dwie osoby. Płoccy Bracia Kurkowi prezentowali tę sztukę m.in. delegacji dziennikarzy z zagranicy.

Zapach czarnego prochu
Płockie bractwo może też pochwalić się imponującą na skalę kraju kolekcją replik broni czarnoprochowej. Posiada też piszczele, czyli lufy na kijach z odpalanymi lontami, (broń ta służyła typowo do obrony murów miejskich), jak również hakownice i tzw. „organki śmierci” (montaż pięciu luf podpalanych naraz przeciwko piechocie). Taką broń płocczanie również wykonują sami. Na replikę wyprodukowaną przed 1850 rokiem niepotrzebne jest zezwolenie. A prezentują swoją broń podczas pokazów lub zawodów. O tym, że płocczanie potrafią się tą bronią świetnie posługiwać, wie już cała Polska.
– Mamy tytuł drużynowego Mistrza Polski 2006 w strzelaniu z pistoletu czarnoprochowego na 25 metrów, a nasz kolega jest Mistrzem Polski w strzelaniu z karabinu czarnoprochowego na 50 m – mówią członkowie bractwa. Zdarza się, że podczas darmowych pokazów na różnego rodzaju imprezach walczą też na szable i karabele. Fechtunku uczyli się z książki Zabłockiego „Prawdziwe cięcia szablą”.
Widowiskowe pokazy „płockich braci” sprawiają, że pojawiają się oni na różnego rodzaju imprezach. Brali udział w obchodach jubileuszu Fary, w Dniach Historii Płocka. Świetnie uzupełniają się z Płocką Drużyną Kuszniczą. Podczas mszy w pełnych strojach, prezentując broń tworzą jak za dawnych wieków niesamowitą atmosferę. Dzieciom i młodzieży zawsze fundują ciekawą lekcję historii.
– W muzeum można oglądać eksponaty za szybą. Pełno jest alarmów i kartek z zakazem dotykania. Podczas spotkań z nami są żywe opowieści, czuć zapach prochu, można wziąć do ręki karabelę i dowiedzieć się, czym różni się ona od szabli – opowiada Zbigniew Solawa.

Hej, szable w dłoń
Choć w organizacji zrzeszonych jest 36 osób to najaktywniej udziela się 5 osób. Kochają historię Płocka, walki, parady, turnieje, ale na co dzień ich życie wypełnia typowa praca. Bogdan Kruk jest budowlańcem, Krzysztof Wielkopolski – majorem w stanie spoczynku, Zbigniew Solawa prowadzi działalność gospodarczą, a Bartosz Wielkopolski skończył studia i odbywa staż w komendzie policji. W gronie bractwa są również kobiety. Stanowią szczególną ozdobę, choć mogą też brać udział w zawodach strzeleckich. Na razie jednak „brackie płocczanki” odstrasza huk, dość trudne ładowanie broni, a do tego jeszcze zapach i czarne ślady na rękach po strzelaniu z broni czarnoprochowej.
Wielu osobom podoba się ta bracka kultura, ale przerażają koszty. Kompletne i dobre wyposażenie to koszt rzędu nawet 20 tysięcy zł. Za samą karabelę trzeba zapłacić ok. 5 tys zł. – Jest to jednak wydatek jednorazowy. Potem płaci się tylko za kule i proch do broni – uspokaja Krzysztof Wielkopolski.
W przyszłym roku, najprawdopodobniej podczas Dni Historii Płocka Bracia Kurkowi planują zorganizować w mieście turniej w strzelaniu o tytuł króla kurkowego, zapraszając do udziału bractwa z całej Polski. Płockie bractwo chce również stworzyć korpus kadetów. Chętni muszą jednak przejść długi etap wtajemniczania i mieć dwie osoby wprowadzające. – Do tego spełnić trzeba według tradycji określone warunki. Wykazać się niekaralnością, odpowiedzialnością i czystością charakteru – wymienia Bartosz Wielkopolski.
A kto już się zdecydował, by dołączyć do płockiego bractwa nie musi szukać żadnego króla. Wystarczy, że tak jak robi się to w dzisiejszych czasach, napisze e-mail na adres bractwokurkowe@op.pl.
Blanka Stanuszkiewicz

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …