anal pump

Dziecko za rodzica

Jeszcze 15 lat temu głównym problemem personalnego w Petrochemii była fluktuacja. Nie wszyscy chcieli pracować w nieobojętnych dla zdrowia warunkach, a jeśli już się decydowali, to raczej na krótko. Zarobki też nie były zadowalające a praca ciężka. Dziś jest inaczej. Każdy, kto dostanie się do pracy w ORLEN-ie, jest najszczęśliwszą osobą na świecie. Krąży opinia, że nie da się tam dostać etatu inaczej niż po znajomości. Na dodatek, co kiedyś było nie do pomyślenia, pracuje w firmie mnóstwo osób z innym, niż płockie zameldowanie. Dziś praca w ORLEN-ie daje nie tylko pieniądze, ale także prestiż i podziw otoczenia. Bo żeby dostać tam pracę, trzeba być kimś.
Zdecydowaną większość wyższych, bardzo ważnych stanowisk w ORLEN-ie zajmują ludzie spoza Płocka. Z obiegowych opinii wynika, że płocczanie mają niewiele szans na to, by ich podanie zostało pozytywne rozpatrzone. Ponieważ plotkami się nie zajmujemy, nie będziemy w tym miejscu pisać o tym, jak ludzie postrzegają zdobycie pracy w firmie.
Pani Agnieszka W. ukończyła w Płocku studia w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej o kierunku finanse i rachunkowość. Jej ojciec pracował w ORLEN-ie 25 lat, czyli zaczął w czasach, kiedy nie było to jeszcze intratne zajęcie. „Mój ojciec uległ ciężkiej chorobie, której skutkiem jest paraliż – pisze do nas czytelniczka. – Ojciec nigdy nie był na zwolnieniu lekarskim, ale teraz zmuszony został do przejścia na rentę inwalidzką. Sądziłam, że taka firma jak ORLEN pomoże mojej rodzinie, przecież był to przypadek losowy. Dowiedzieliśmy się, że istnieje możliwość tzw. wejścia do pracy w zamian za ojca.”
Chociaż ojciec pani Agnieszki nigdy nie należał do związków zawodowych, ona sama tam się wybrała. Kazano jej tylko wysłać dokumenty do prezesa ds. zatrudnienia Andrzeja Macenowicza. – Zrobiłam to od razu, teraz czekam, czwarty tydzień i nie mam żadnej odpowiedzi – tłumaczy. – Przynajmniej raz w tygodniu dzwonię do pana prezesa, ale jego sekretarz nie chce mnie połączyć. Powiedziano mi tylko, że moje wykształcenie jest nieodpowiednie. Nie mam żadnych szans na dostanie się do prezesa Macenowicza, a wiem z pewnych źródeł, że pomaga w takich sytuacjach jak moja.
Pani Agnieszka prawdopodobnie nie starałaby się o pracę w ORLEN-ie, gdyby nie fakt, że sama jest bezrobotna, podobnie jak jej matka. Kiedy ojciec pracował, jakoś żyli. Teraz będzie im na pewno ciężko. – Najgorsze jest to, że potraktowano mnie i mojego ojca jak śmiecia, a dokładnie, zrobiła to dyrektor Z. – dodaje ani Agnieszka. – Ta zasada, że przyjmowane jest dziecko w zamian za rodzica działa, ale tylko wobec pracowników na wyższych stanowiskach. Wtedy nawet rodzic nie musi mieć dłuższego stażu pracy, a dziecko wyższego wykształcenia. Ja nie mam szans.
Próbowaliśmy ustalić, czy zapis o wejściu do pracy dziecka w zamian za rodzica jest oficjalny, czy tylko zwyczajowy. Bo o tym, że od dawna funkcjonuje, potwierdziło nam kilku pracowników. – Owszem, znam kilka osób, które w ten sposób dostały pracę w ORLEN-ie – mówi wieloletnia pracownica, pragnąca zachować anonimowość. – Pamiętam, jeszcze kilka lat temu, że nawet zachęcano starszych pracowników, by odchodzili na wcześniejsze emerytury, a w ich miejsce przyjmowane były dzieci. Oczywiście konieczne były odpowiednie kwalifikacje, ale zdarzały się też wyjątki. To taka forma zachęty, z której wiele osób skorzystało. Dzięki temu było przeświadczenie, że Petrochemia to taka firma rodzinna, w której pracują kolejne pokolenia.
Za nieco inne rozważania wziął się pracownik ORLEN-u, zajmujący wyższe stanowisko w kierownictwie firmy, który także poprosił o nie ujawnianie nazwiska. – Może to i jest dobre rozwiązanie, które warto gdzieś oficjalnie zapisać, ale ja mam poważny dylemat. Czy firma ma przyjąć czyjeś dziecko, tylko dlatego, że odchodzi jego rodzic, czy powinna przyjąć pracownika z wyższymi kwalifikacjami? To jest spółka giełdowa i ma przynosić dochód, a nie być firmą rodzinną, gdzie na porządku dziennym jest faworyzowanie krewnych. Proszę pomyśleć, jaki to ma negatywny wydźwięk.
Niektórzy pamiętają czasy, gdy dzieci pracowników kończyły zawodówkę w Chemiku, przychodziły do Petrochemii na staż, a potem zostawały. To wcale nie były odosobnione przypadki, kiedy ramię w ramię pracowali ojciec i syn. Oczywiście syn potem musiał uzupełnić wykształcenie i mógł zostać.
Sprawa pani Agnieszki ma zostać dokładnie wyjaśniona przez Dawida Piekarza, rzecznika ORLEN-u, ale potrzeba na to czasu. Tymczasem okazuje się, że już wkrótce „wejście członka rodziny do pracy w zamian za pracownika” może zostać oficjalnie zapisane.

Pomoże
układ zbiorowy
Podczas negocjacji nad nowym układem zbiorowym pracy, Franciszek Pisarski, przewodniczący Branżowych Związków Zawodowych zaproponował, by taki zapis znalazł się w dokumencie. – Zaproponowałem zapis, że w przypadku, jeżeli pracownik uległ wypadkowi ze skutkiem śmiertelnym lub wypadek spowodował stałą niezdolność do pracy lub chorobę zawodową, to najbliżsi członkowie rodziny, czyli współmałżonek lub dzieci, powinni dostać pracę w firmie poza wszelką kolejnością. Taki zapis zyskał przychylność wszystkich związków zawodowych z ORLEN-u, a także dyrektora Andrzeja Macenowicza. Teraz tylko będziemy musieli pilnować, by znalazł się on w układzie zbiorowym pracy.
Franciszek Pisarski uważa, że należałoby pójść jeszcze dalej i rozciągnąć tę zasadę na sytuację, gdy pracownik odchodzi na wcześniejszą emeryturę. Wtedy zamiast otrzymania odprawy pieniężnej, wprowadza na swoje miejsce dziecko. Byłaby to kolejna forma zachęty dla starszych pracowników, by przechodzili na zasłużony wypoczynek.
– Układ zbiorowy jest teraz negocjowany i na razie nie wiadomo, kiedy zacznie obowiązywać – dodaje przewodniczący związków. – Wszystkie związki są za tym zapisem, działamy we wspólnej sprawie i nie zamierzamy z niego zrezygnować. No chyba, że ktoś zaproponuje lepsze warunki. Muszę tu tylko zaznaczyć, że układ zbiorowy negocjujemy tylko dla PKN ORLEN, czyli zakładu w Płocku, w Warszawie i 12 rejonowych jednostkach. Nie dotyczy całej grupy ORLEN.
Pani Agnieszka nadal próbuje dostać się do prezesa Macenowicza na rozmowę, by przedstawić swoją sytuację. Liczy na to, że jej się uda, a wtedy może dostanie tę wymarzoną pracę w ORLEN-ie. Z wypowiedzi F. Pisarskiego wynika, że niedługo już nie będzie to problem. Warto tylko kształcić się w kierunku chemicznym, bo wtedy nikt nie powie, że z takimi kwalifikacjami nie potrzeba w ORLEN-ie pracowników.
Jola Marciniak
Fot. m

Zobacz kolejny artykuł

Rektor PWSZ w Płocku stawia ultimatum

Rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Płocku prof. Maciej Słodki poprosił prorektorów uczelni o rezygnację …