Najnowsze informacje
anal pump

Dom strachu

Kamienica na rogu ulic Królewieckiej i Nowy Rynek stoi już 100 lat. Jej mieszkańcy zastanawiają się, czy dlatego ich codzienne życie wygląda jak za czasów króla Ćwieczka. – Nie mamy ciepłej wody, ani łazienek w mieszkaniach. Za potrzebą chodzimy do pobliskiego szaletu miejskiego. W ścianach z trzciny, przeżartych przez grzyb, korytarze drążą szczury – tłumaczy pani Ewa, mieszkanka poddasza. Zwłaszcza nocą słyszy chrobot. Niedawno za ścianą coś się oberwało: – Chyba gruz przygniótł gryzonia. Przez wiele dni w pokoju unosił się fetor…
Żeby przepędzić szczury, mieszkańcy poddasza rozkładają w przygórkach potłuczone szkła i druty. Co z tego, że jeden problem jest załatwiony, gdy w kolejce czekają następne. Ludzie boją się, co będzie, gdy znów przyjdą wichury. – Zerwało nam w kuchni kawałek sufitu tak, że oglądaliśmy niebo. Sterczały blachy w tym jedna ruska, z czerwoną gwiazdą i datą 1905 rok – wspomina pani Marianna. Na sufitach w jej mieszkaniu jest coraz więcej pęknięć. – Już nawet nie staramy się ich łatać. Ba, strach się do nich dotykać. Ostatnio robiłam obiad w kuchni i dobrze, że nie stałam przy oknie. Nagle łupnęło i na podłogę spadł kawał tynku – tłumaczy sąsiadka z naprzeciwka.
Pani Ewa prosiła sąsiada, by wszedł na dach i z zewnątrz pomógł jej zamknąć okna na zimę. Od środka nie da rady, bo framuga okienna jest wypaczona. Mężczyzna przytrzaskuje skrzydła i zabija je gwoździem. To zapewnia jedynie przymknięcie okien. Gdy przyjdą ujemne temperatury, mróz wyjdzie na szyby na kilka centymetrów. – Choć w domu są piece, nie można w nich napalić, bo kominy są nieczynne. Zainstalowane grzałki elektryczne utrzymają temperaturę 8 stopni i płacę za to 250 zł miesięcznie! W grudniu moją małą córeczkę czeka operacja. Jak wtedy z nią wrócę do zimnego mieszkania? – pyta kobieta.
Żeby się wykąpać, jadą gdzieś do rodziny. Pobliski szalet miejski jest 100 razy lepszy i czystszy niż wspólna toaleta na parterze, mieszcząca się tuż pod schodami. Gdy otwierają się odrapane drzwi, pada nieco światła na wąski korytarzyk, wymalowany dawno temu olejną brunatną farbą. Widać też czarne plamy. Tym razem to jednak nie grzyb. – Fachowcy przysłani przez administrację naprawiali rury. Po palnikach zostały takie ślady i pewnie tak już zostanie – tłumaczą ludzie. Na końcu korytarzyka szarzeje sedes. Jest ponuro, brudno i paskudnie.
Wątpliwy luksus
O tym, że jest to 100-letnia kamienica, przekonać się można na każdym kroku. Na drewnianych schodach bez barierek, prowadzących do mieszkań, jest tak wąsko, że mieści się tylko jedna osoba. – Nie daj Boże wzywać tutaj do kogoś pogotowie. A ile razy zleciało się z tych schodów, zwłaszcza ten pan, który w wypadku stracił nogę. A jak pękła rura, to woda lała się po schodach. Rano mieliśmy tu ślizgawkę i też się przewracaliśmy – skarżą się mieszkańcy.
Powodów do strachu jest więcej. W styczniu zapaliła się ściana w jednym z mieszkań. Najprawdopodobniej od pieca. Mieszkańców przeraża też przestarzała instalacja elektryczna. Kiedy pani Ewa włącza pralkę, nie może korzystać ze zlewu. Prąd łapie na każdym kroku. W innym mieszkaniu rachunki za prąd skoczyły do 200 złotych. Elektrycy dopiero po czasie doszli, że są przebicia prądu w ścianie, ale nie chcieli nic wiercić w ścianach, żeby się nie rozpadły. I jeszcze ten zapach, najmocniejszy zwłaszcza rankami. W sąsiedniej kamienicy wybiło szambo w piwnicy. Smród jakimś sposobem wydobywa się przez krany.
Mieszkańcy starają się jakoś godnie żyć. Na starą, drewnianą, podziurawioną podłogę, kładą kolejne warstwy wykładziny. Pod meble, żeby stały równo wkładają drewniane klocki. Pani Ewa za ten luksus płaci 135 zł miesięcznie. Do tego dochodzi gaz, prąd i woda, za którą zawsze są niedopłaty. Jedna z rodzin z premedytacją nie płaci czynszu. – Dlaczego mamy płacić za ruinę? 20 lat tu mieszkamy i ani razu nie było tutaj remontu. Jak się wprowadzaliśmy, wcale nie było lepiej – tłumaczą i dosyć już mają chodzenia po urzędach.
Pani Ewa wręcz przeciwnie, zgłasza każdą usterkę do administracji budynku, pisze do Zarządu Wspólnoty Mieszkaniowej, Miejskiego Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej, prosi o przeprowadzenie remontu generalnego budynku czy też przeglądu technicznego powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Pisała też o wyłączenie z użytku swojego mieszkania. – Mam pisma sprzed 27 lat, gdzie wyraźnie jest napisane, że to jest mieszkanie tymczasowe. Mama przez lata zgłaszała się do ratusza o lokal zastępczy. Dostała w zamian dwa dodatkowe pokoje na piętrze w tej samej kamienicy. Sprawa została zamknięta i tak mieszkamy do dzisiaj.
Gdy kobieta napisała o zamianę mieszkania, została wciągnięta na długą miejską listę oczekujących. I tak biurokracyjna korespondencja kwitnie od lutego. Każda instytucja podkreśla to, co mieszkańcy od dawna wiedzą: „budynek kwalifikuje się do kapitalnego remontu, który powinien obejmować wymianę stropów drewnianych na ogniotrwałe, więźby dachowej i pokrycia, wymianę stolarki okiennej i drzwiowej oraz wymianę instalacji wewnętrznej”. Ludzie mają żal, że wszyscy opierają się na ekspertyzie wykonanej 4 lata temu. Do tego dochodzi jeszcze adnotacja, że „indywidualne naprawy nie poprawią stanu technicznego nieruchomości” i nie można ich prowadzić. – Chciałam zrobić tylko brodzik, ale nie da rady, bo mogłabym się z nim znaleźć u sąsiadki z dołu – mówi pani Marianna.
Dość tragedii w płockich kamienicach
Kamienica przy Nowym Rynku 2 należy w części do Urzędu Miasta i w części do wspólnoty mieszkaniowej. Każde podjęte działanie wymaga poprzedzających procedur: podjęcia uchwał, napisania projektów, przeprowadzenia przetargów. Uchwały w sprawie remontu już raz zostały podjęte. Odbył się też przetarg, ale firma budowlana za usługę chciała więcej pieniędzy niż było na ten cel przeznaczone. I znów sprawa kamienicy wróciła do punktu wyjścia. – Jak mam żyć, patrząc, że tak łatwo wydaje się pieniądze na odnowę pobliskiej ulicy Tumskiej, na kolejne tablice informacyjne, bogate oświetlenie świąteczne, a ja jeszcze trochę i ze swoją podłogą spadnę do sąsiadki, tuż przed tym pięknym i nowoczesnym deptakiem – salonem Płocka? – zastanawia się pani Ewa.
W ratuszu sprawa kamienicy przy ul. Nowy Rynek 2 jest doskonale znana. Dowiedzieliśmy się, że bezpośredniego zagrożenia dla mieszkańców nie ma, choć remont jest wskazany. Obecnie udało się jednak pozyskać na prace remontowe znacznie więcej pieniędzy (20 tys. zł). Po zebraniu wymaganej dokumentacji i zakończeniu procedur, ekipa budowlana wkroczy do pracy. Kiedy? Niestety, wciąż trudno powiedzieć. Wiele spraw opóźnia bezlitosna biurokracja. A chyba już dość mamy tragedii w płockich kamienicach. Wymienić można choćby ostatni pożar sprzed miesiąca w jednej z kamienic w Nowym Rynku, czy tragiczne zdarzenie, gdzie w kamienicy na Kolegialnej spłonęło 5 osób. Przypomnijmy, że powodem zaprószenia ognia była najprawdopodobniej wadliwa instalacja elektryczna. Pewnie tak stara, jak ta przy ul. Nowy Rynek 2…
Blanka Stanuszkiewicz

Zobacz kolejny artykuł

Rektor PWSZ w Płocku stawia ultimatum

Rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Płocku prof. Maciej Słodki poprosił prorektorów uczelni o rezygnację …