Najnowsze informacje
anal pump

Bez dachu nad głową

Tego dnia rodzina Mirosława Klimka ze Stróżewka nie zapomni nigdy w życiu. Był czwartek 18 listopada, godzina 7.25. Wszyscy domownicy byli w trakcie śniadania, dzieci wybierały się do szkoły, kiedy nagle przez lufcik do kuchni wpadła kula dymu. Nagle w mieszkaniu zrobiło się szaro od dymu, który zaczął dusić domowników. Najbliżej kurzu stała żona Mirosława Klimka, w grudniu spodziewa się trzeciego dziecka: – Nie wiedzieliśmy, co się stało. Nigdy w życiu nie widziałem czego takiego, to był jeden wielki tuman dymu. Równocześnie w całym mieszkaniu doszło do awarii prądu, wysiadły wszystkie urządzenia elektryczne, siła rażenia wyrwała dach razem z kominem – relacjonuje Mirosław Klimek.
Przyczyną nieszczęścia był wiatr. Do spięcia doszło na linii elektrycznej jakieś 20 m przed domem Klimków. Mieszkańcy wsi widzieli, jak łuna ognia kieruje się po drutach właśnie w kierunku ich domu. Nad domem został tylko strop. Żonę z dziećmi Mirosław Klimek zawiózł do rodziny w Płocku, ale nie mogą tam zbyt długo zostać. W tej chwili jak najszybciej trzeba zabezpieczyć dach, inaczej woda ze śniegu i deszczu przedostanie się do środka, a jeśli zamarznie, uszkodzi wszystkie urządzenia. Sprawę od razu zgłosił do Urzędu Gminy Radzanowo sołtys Stróżewka, w piątek mieszkańcy wsi dostali kartkę z prośbą o pomoc fizyczną i materialną dla niemal pięcioosobowej rodziny bez dachu nad głową. 40-letni dom nie był ubezpieczony, jego właściciel jest niepełnosprawny, pracuje na pół etatu jako dozorca.
W gminie dowiedzieliśmy się, że do pomocy rodzinie oddelegowano dwóch pracowników zakładu gospodarczego, doraźnie na pomoc otrzymali 1 tys. zł: – W tym tygodniu zbiera się komisja pomocy społecznej, więc postaramy się jeszcze pomóc. Trzymamy rękę na pulsie – obiecano w gminie.
W Zakładzie Energetycznym w Płocku powiedziano nam, że w piątek 19 listopada br. wszczęto procedury związane z „ewentualną odpowiedzialnością” ZE za zdarzenie. Jeśli komisja stwierdzi, że w wypadku zawiniła sieć energo-elektryczna, sprawę rozpatrzy jeszcze ubezpieczyciel Zakładu. Dopiero wtedy M. Klimek będzie mógł liczyć na odszkodowanie.
(eg)

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Bez dachu nad głową

14 lutego tego roku był dla rodziny Stasiaków w gminie Staroźreby dniem sądnym. Około godziny 6 rano silny podmuch wiatru zerwał dach ich domu. Do dziś praktycznie nikt nie pomógł rodzinie, która wegetuje w jedynym nadającym się do tego pomieszczeniu. Kiedy pada deszcz, cała trójka staje w miejscu, gdzie przez cienką warstwę desek nie przedostaje się woda. Tylko jak długo można żyć w takich warunkach?

Wszędzie wilgoć, grzybica, czuć stęchliznę, w jednym z pokojów zgromadzono wszystkie sprzęty, w drugim zgniła podłoga, którą trzeba było rozebrać i zostało tylko tzw. klepisko. Pomieszczenia mieszkalne wyglądają jak po wielkim pożarze.
W takich warunkach od lutego egzystuje Wiesława Stasiak z synem Robertem i swoją matką rencistką:
– Runął wtedy też jeden ze szczytów domu. Najpierw trzeba go było naprawić, bo inaczej chyba cały dom by się rozleciał. Ale na dach już nie starczyło pieniędzy – opowiada Wiesława Stasiak.
Kiedy zjawiliśmy się w Krawieczynie, na dach budynku (mieszkalny i obora miały wspólny dach) kładziono właśnie tzw. koźlinę, która jest przygotowaniem do położenia konkretnego pokrycia dachowego. Ale na tym prace zakończono, ponieważ z 5 ha ziemi i niskiej renty seniorki nie udaje się zaoszczędzić na dach: – Z gminy dostaliśmy 2 tys. zł na dach nad domem. Wzięłam kredyt – też 2 tys. zł. Wszystko zostało już wydane na deski, na blachę nie ma skąd wziąć, a nam wciąż leje się na głowę – mówi zrozpaczona kobieta.
Jej tragedią praktycznie nie zainteresował się nikt, poza rodzoną siostrą. Sąsiad dał jej cegły, które przydały się przy remoncie szczytu. Reszta prac, z powodu braku pieniędzy, stoi w miejscu. Każdy kolejny deszcz może spowodować zarwanie się cienkiej warstwy desek. W mieszkaniu jest zimno (ogrzewa się tylko tzw. kozą), mokro, gospodyni mówi, że nie ma na czym spać. Nawet jeśli uda się w jakiś sposób zdobyć pieniądze lub materiał na dach, w całym domu trzeba będzie zrobić remont generalny, dokupić zniszczone sprzęty. To wszystko będzie kosztować, ale na razie najważniejszy jest dach: – Nie mam skąd wziąć tych pieniędzy. Musiałabym chyba konia sprzedać, ale co za to kupię? – zastanawia się W. Stasiak.
Wójt gminy Staroźreby sprawę z Krawieczyna zna. Orzeka, że więcej pieniędzy nie jest w stanie przekazać. Mówi też, że rodzina Stasiaków otrzymywała już wcześniej pomoc z gminy, m.in. deputat węglowy.
Kto więc pomoże Stasiakom? Na pokrycie dachu potrzeba około 100 m kw. materiału: blachy, papy. Każda pomoc zostanie przyjęta z wdzięcznością.
(eg)

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.