Najnowsze informacje
anal pump

Bandyci wyssani z palca

Dzień i noc policjanci z Brudzenia i Płocka poszukiwali sprawców bandyckiego napadu w Sikorzu. Według poszkodowanego, rozbójnicy zepchnęli swoim autem jego pojazd do rowu. Następnie zamaskowany osobnik zabrał pokrzywdzonemu kilkaset złotych i razem ze wspólnikiem odjechał w siną dal. Sprawę udało się wyjaśnić. Akta trafiły już do prokuratury, a „okradziony” Ślązak może odpowiedzieć za zgłoszenie przestępstwa, którego nie było.
Wszystko zaczęło się 8 października. Około godziny 13.30 policjanci z posterunku w Brudzeniu Dużym dostali zgłoszenie o napadzie na drodze w Sikorzu. Opel 28-letniego mieszkańca Śląska został zepchnięty przez auto, w którym byli dwaj napastnicy. Gdy auto Ślązaka wpadło do rowu, dopadł do niego zamaskowany chustą napastnik z nożem. Zranił ofiarę w szyję i zażądał oddania pieniędzy. Przerażony mężczyzna oddał 380 złotych i 5 euro. Potem bandyci odjechali w kierunku Brudzenia.
– Ofiara napadu była w tak ogromnym stresie, że nie potrafiła podać nawet marki osobowego auta przestępców – opowiada mł. asp. Jarosław Bykowski z posterunku w Brudzeniu.
Rozpoczęły się poszukiwania napastników. W Brudzeniu stanęła policyjna blokada, na miejsce wyruszyli kryminalni z płockiej komendy. Dopiero po dwóch godzinach zaczęto spisywać formalnie zeznania poszkodowanego.
– Zaczęliśmy mieć pewne wątpliwości. Choćby rana na jego szyi. Z opisu sytuacji wynikało, że skaleczenie powinno być z innej strony, zresztą mamy doświadczenie i wydało nam się dziwne, że tak właśnie wygląda skaleczenie od noża – mówi kierownik brudzeńskiego posterunku asp. Stanisław Kowalski.
– W dodatku ten mężczyzna nie krwawił, a byliśmy na miejscu bardzo szybko. I szybko był badany przez lekarza, bo traf chciał, że akurat przejeżdżała karetka pogotowia z Sierpca i zatrzymaliśmy ją. Kiedy lekarz przesunął wilgotnym tamponem po ranie, nie został na nim najmniejszy ślad krwi – dodaje Jarosław Bykowski.
Mimo to napięcie rosło. Ślązak pokazał swoją komórkę z wyświetlonym na niej numerem telefonu. Ktoś miał do niego dzwonić około godziny 12.00 z groźbami. Policjanci szybko jednak ustalili, że jest to numer budki telefonicznej przy ulicy Bartniczej w Płocku. Szczęście dopisywało mundurowym coraz bardziej. Budka jest w zasięgu kamer monitoringu. Materiał szybko został zabezpieczony. W czasie kiedy 28-latek miał odebrać telefoniczne groźby, z budki rzeczywiście dzwonił jakiś mężczyzna. Gdy policjanci uważnie przyjrzeli się nagraniu, ze zdumieniem spostrzegli, że to sam poszkodowany. Tych „rewelacji” było już zbyt dużo. Sprawę przejęli funkcjonariusze z sekcji kryminalnej. Po pewnym czasie ustalili ostateczną i prawdziwą wersję opowieści Ślązaka.
W styczniu tego roku w Golubiu – Dobrzyniu mężczyzna poznał mieszkańca północnej części Mazowsza. Panowie polubili się, zamieszkali razem. Ślązak pomagał swojemu znajomemu, wspierał go sporymi sumami pieniędzy, obdarowywał cennymi przedmiotami. Jednak przyjaciel po jakimś czasie zniknął. Zrozpaczony Ślązak, chcąc odzyskać pieniądze, rozpoczął poszukiwania. Trafił do rodziny mężczyzny z Mazowsza. Tu jednak usłyszał, że poszukiwany zaginął. Zaniepokojony powiadomił nawet policję. Funkcjonariusze szybko odnaleźli „zaginionego”. Okazało się, że mężczyzna chce mieć po prostu spokój.
Jednak zdesperowany 28-latek nie ustawał w poszukiwaniach. W końcu postanowił wrócić do źródła znajomości, czyli do Golubia – Dobrzynia. Gdy dojeżdżał do Sikorza, w jego głowie pojawił się pomysł o napadzie, groźbach, zranieniu i rabunku.
Nad „niedoskonałościami” historii Ślązak mógł się zastanowić w policyjnym areszcie. Akta jego sprawy są już w prokuraturze, a on sam oczekuje na rozstrzygnięcie.
– Nie chcę wypowiadać się za prokuratora, ale wiedza i doświadczenie podpowiadają mi, że nasz bohater odpowie za składanie fałszywych zeznań o niepopełnionym przestępstwie, za co grozi do 3 lat pozbawienia wolności. Mam jednak tę satysfakcję, że przyjęliśmy dobre założenia, że nie pominęliśmy niczego, co doprowadziło nas, i to szybko, do prawdy. Jeden fałszywy krok, a mogliśmy jeszcze długo szukać bandyty z chustą na twarzy – kończy Stanisław Kowalski.   
(jac)

Zobacz kolejny artykuł

Dachowanie samochodu w Bończy

W sobotę, 4 listopada około godziny 8.30 doszło do niebezpiecznego zdarzenia w miejscowości Bończa na …